Jedź na saksy do Trójmiasta

aktualizacja: 03-08-2017, 20:44

Zamiast emigrować, sprawdź, jak jest w Gdańsku i Gdyni. Uczestnicy pomorskiej edycji cyklu debat „Czas na patriotyzm lokalny” przekonywali, że w Trójmieście mieszka i pracuje się lepiej niż w Londynie

Chciałbym tu mieszkać — powiedział kolega, gdy opuszczaliśmy Gdańsk po debacie „Czas na patriotyzm lokalny”, zakończonej chwilę wcześniej w PGE Arena. Ja też — rzucił ktoś inny.

„Czas na patriotyzm lokalny”
Zobacz więcej

„Czas na patriotyzm lokalny”

to cykl debat zorganizowany przez „Puls Biznesu”. Biorą w nich udział lokalni przedsiębiorcy, przedstawiciele administracji samorządowej oraz ogólnopolskich instytucji wspierających biznes. Ich celem jest próba odpowiedzi na pytania: czy w globalizującym się świecie warto wykazywać się lokalnym patriotyzmem, jakie wyzwania stoją przed regionem oraz jak usprawnić współpracę na linii biznes-samorząd.

Być może udzielił nam się klimat dyskusji przedstawicieli miasta, lokalnego biznesu i ogólnokrajowych instytucji, w której przywiązanie do Gdańska i Pomorza było deklarowane w tak niewymuszony sposób, że tytuł debaty „Czas na patriotyzm lokalny” nabrał w Trójmieście pełnego wymiaru. Miło posłuchać ludzi dumnych z miejsca, w którym mieszkają, pracują, robią biznes i wciąż myślą, w jaki sposób podnieść jego atrakcyjność, przyciągnąć inwestorów i ściągnąć pracowników z innych części Polski.

— Trójmiasto to jedno z najlepszych miejsc, o ile nie najlepsze, do mieszkania. Trzeba o tym przekonać ludzi wokół. Potrzeba trochę marketingu. To jest wyzwanie dla nas wszystkich. Tu jest naprawdę dobrze, a my za mało o tym mówimy — uważa Roman Kniter, wiceprezes Trefla.

Maciej Grabski, prezes Olivia Business Centre (OBC), mówi nawet, że ma „pewną zadrę”, ponieważ w licznych rankingach „gdzie chciałbyś mieszkać” wygrywają Gdańsk i Gdynia, a niekoniecznie przekłada się to na napływ nowych mieszkańców do Trójmiasta.

— Gdańsk jest lepszym miejscem do mieszkania niż Londyn czy Berlin. Tu są miejsca pracy, czyste środowisko, tu można wychowywać dzieci. Trzeba dotrzeć z tą informacją do ludzi — mówi Maciej Grabski.

I rzuca hasło: „Zamiast emigrować, sprawdź, jak jest w Gdańsku i Gdyni”.

— Czekamy na ludzi, którzy tu mogą zarabiać i wyrastać na polskich patriotów. Niestety, mieszkańcy Łomży czy Lublina, szukając pracy, myślą o emigracji, a nie przeprowadzce do nas — konstatuje prezes OBC. Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, przywołuje publikację „Pulsu Biznesu” sprzed kilku miesięcy o migracjach w Polsce w minionej dekadzie, która wskazuje na Pomorze jako region o największej sile przyciągania mieszkańców sąsiednich województw. To jednak wciąż za mało.

— Ludzie będą się do nas przenosić, jeśli znajdą tu zatrudnienie, a miejsca pracy będą powstawały dzięki inwestycjom. One są, ale chcielibyśmy, żeby było ich jeszcze więcej — mówi Paweł Adamowicz.

Do swojego po swoje

Wbrew pozorom, panel dyskusyjny w gdańskiej PGE Arenie bynajmniej nie sprowadzał się do wzajemnego poklepywania się po plecach. Mówiąc o walorach Pomorza, dyskutanci cały czas zastanawiali się, w jaki sposób podnieść atrakcyjność Trójmiasta i wykorzystać szanse, jakie niesie przyszłość.

— Cytowaliście niedawno w „Pulsie Biznesu” tygodnik „The Economist”, który pisał o nadziejach na „polskiego Google’a”. Może to jest pomysł, żeby firmy z Pomorza wspólnie z władzami wybrały biznesy, które warto wspierać i pokazywać przez pryzmat ich aspiracji. Mieliśmy w Gdańsku innowacyjny start-up, który szybko został sprzedany globalnej marce. Chciałoby się, żeby ci przedsiębiorcy zostali tutaj i tworzyli kapitał o barwach biało-czerwonych. Dobrze byłoby, żeby dostali szczególne wsparcie na szczeblu lokalnym i stali się wizytówkami regionu — mówi Roman Kniter.

Paweł Adamowicz przywołuje przykład Bremy, której burmistrz jeździ mercedesem nie tylko dlatego, że to dobry samochód, ale dlatego, że jest produkowany „na miejscu”. W ratuszu podawana jest woda z lokalnej rozlewni i wino od miejscowego dystrybutora.

— Wszyscy mają to tak wpisane w świadomość, że groziłoby skandalem, gdyby przedsiębiorca zamówił produkt spoza regionu. Identyfikacja z miastem, poczucie dumy demonstrowane są codziennie. W Polsce tego jeszcze nie mamy — mówi Paweł Adamowicz.

Ma pomysł na lokalny patriotyzm w praktyce. Jest w regionie mała firma IT z dobrym produktem i ograniczonymi możliwościami wybicia się na szerszy rynek. Oprogramowanie od niej zamawiają duża firma z regionu i samorząd, tworząc popyt, ale też wysyłając sygnał, że system działa, jest sprawdzony. Autorytet zamawiających mógłby pomóc wypłynąć młodym przedsiębiorcom na szersze wody.

— Być może jest to temat debaty, którą mógłby zorganizować „Puls Biznesu”, o tym, jak tworzyć lokalny patriotyzm gospodarczy — mówi prezydent Gdańska.

Więcej władzy lokalnej

To niejedyny pomysł na kolejną redakcyjną debatę. Paweł Olechnowicz, prezesLotosu, proponuje, żeby poddać pod dyskusję projekt zwiększenia uprawnień samorządów lokalnych.

— Jestem zwolennikiem hasła „więcej władzy na rynku lokalnym dla samorządów”, bo władza powinna być tam, gdzie jest gospodarz. Po to są marszałkowie, prezydenci, wójtowie, żeby — czując to, co jest na miejscu — umieli gospodarować. Warszawa musi nauczyć się przekazywać uprawnienia w dół. Przydałaby się taka debata na szczeblu centralnym — mówi szef Lotosu.

Szczebel lokalny, przynajmniej w Trójmieście, zdaniem Pawła Olechnowicza, działa dobrze.

— Nasza firma rozwija się m.in. dlatego, że w środowisku gdańskim wszystko dobrze działa. Ale są też takie obszary, o których warto rozmawiać, żeby było jeszcze lepiej — mówi prezes rafinerii.

Co hamuje szybszy rozwój Pomorza? Paweł Olechnowicz uważa, że brak „podejścia komunalnego, zespołowego, budowania przyszłości w oparciu o lokalny kapitał społeczny”. Wyjaśnia, że potrzebne są projekty skupiające różne środowiska. Przywołuje przykład rzuconego wiele lat temu pomysłu wspierania przez Lotos rozwoju dyscypliny skoków narciarskich „Szukamy następców mistrza”, który przekształcił się w trwały program propagowania sportu.

— Na bazie tych doświadczeń uruchomiliśmy program biało-zielona przyszłość z Lotosem. 3 tys. dzieci może ćwiczyć w 400 miejscach na Pomorzu. Za 2-3 lata wyrosną z nich dobrzy juniorzy, którzy awansują do drużyny głównej Lechii. To jednak nie jest nasz cel. Jeśli drużyna komercyjna będzie grała dobrze, reprezentującGdańsk i Polskę, zupełnie inaczej będzie działał też biznes wokół stadionu. Trzeba tworzyć programy, do których wielu musi się dołożyć. Jeśli ktoś zarządza stadionem, nie musi radzić sobie sam — mówi Paweł Olechnowicz.

Roman Kniter jest zdania, że problemy, z jakimi musi radzić sobie Pomorze, są takie same jak w całej Polsce: negatywne trendy w demografii, niewłaściwa edukacja.

— Mamy dużo większy problem ze znalezieniem technika niż specjalisty od marketingu — zauważa wiceprezes Trefla, zastrzegając, że „menedżerowie są od tego, żeby rozwiązywać problemy”. Proponuje „poszerzenie” Trójmiasta o sąsiednie miejscowości. — O tych, którzy mieszkają 20-30 km, a może nawet 60-70 km od aglomeracji. Mamy kolej metropolitalną, którą można wykorzystać w tym celu. W Zagłębiu Ruhry nie szkodzi, że ktoś mieszka w Essen — odległość od miejsca pracy nie stanowi problemu — mówi Roman Kniter.

Więcej nauki i biznesu

Paweł Adamowicz wskazuje dwa podstawowe problemy, z którymi musi zmierzyć się Trójmiasto: przyciąganie nowych inwestycji i pracowników oraz lepszą współpracę biznesu z uczelniami wyższymi. Narzeka, że naukowcom brakuje ducha przedsiębiorczości. Trochę winne są unijne fundusze, sprawiające, że uczelnie nie muszą zabiegać o finansowanie.

— Kiedy byłem z delegacją w Kalifornii, rektorowi uczelni stanowej z ust nie schodziło słowo „biznes”. Wciąż mówił o dochodach, pieniądzach, finansowaniu. On ma dotacje na poziomie 40 proc. budżetu, a resztę musi załatwić sam — przekonać miejscowych Olechnowicza czy Grabskiego do nowych projektów.

U nas takiego myślenia jest jeszcze za mało. W innych regionach jest podobnie — stwierdza prezydent Gdańska. Z tą diagnozą zgadza się Teresa Kubas-Hul, wiceprezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Powstało wiele nowoczesnych obiektów dydaktycznych, mamy laboratoria wyposażone lepiej niż w niejednym zachodnim kraju. Problem jest z praktycznym wykorzystaniem wiedzy studentów i naukowców. To będzie się jednak zmieniać.

— Chcemy w skali całego kraju zintegrować środowisko naukowe z biznesem. Teraz przedsiębiorca będzie mówił, czego potrzebuje, a świat nauki ma odpowiedzieć na te potrzeby — mówi Teresa Kubas-Hul.

Jej zdaniem, potrzebny jest też jednak długofalowy program rozwoju regionów. Najpierw trzeba zdefiniować problemy, znaleźć rozwiązania i zebrać drużynę, która zajmie się realizacją przyjętych założeń. — Mówimy o niewystarczających relacjach świata nauki i biznesu. Jeśli przygotujemy dobry program rozwoju, to będziemy wiedzieli, jakich ludzi, o jakich umiejętnościach będziemy potrzebowali za 10 lat — mówi wiceprezes PARP.

Więcej wiary w siebie

Adam Świrski, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: działamy na globalnym rynku i trzeba liczyć się z tym, że konkurencja podbiera dobre pomysły i podkupuje pracowników.

— Jako przedsiębiorcy mamy świadomość tych zagrożeń. Wydaje się jednak, że Polska jest na tak dobrej ścieżce wzrostu, są pomysły, pieniądze, świetnie wykształceni ludzie, region pomorski dysponuje doskonałymi warunkami infrastrukturalnymi do dalszego rozwoju, że nic tylko działać — mówi Adam Świrski. Wiceszef BGK podkreśla też, że bardzo ważny jest optymizm w podejściu do biznesu.

— Trochę brakuje nam wiary w sukces. Jeśli przedsiębiorca ponosi porażkę, to nie jest podstawa, żeby zakładać, że nic już się nie uda. Powinniśmy uczyć się od Amerykanów, którzy wychodzą z założenia, że pierwszy biznes zazwyczaj się nie udaje — mówi Adam Świrski.

Teresa Kubas-Hul uważa, że powinniśmy zacząć się chwalić naszymi osiągnięciami, bo mamy czym. Podaje przykład niewielkiej firmy, która w ciągu kilku lat urosła na tyle, że weszła na zagraniczne rynki i wygrała kontrakt w jednym z krajów UE.

— Otrzymaliśmy oficjalne zapytanie, czy to nie dzięki unijnym funduszom pogorszyła się pozycja konkurencyjna zagranicznych firm startujących w przetargu. Jesteśmy dumni, że niewielka firma może konkurować z zagranicą — mówi Teresa Kubas-Hul.

Paweł Olechnowicz życzy sobie, „żebyśmy budowali społeczeństwo obywatelskie i rozumieli, co to oznacza”. Roman Kniter zaleca poszukiwanie na Pomorzu wizytówek regionu. Maciej Grabski sięga do XVIII-wiecznej historii, gdy Gdańsk miał własne ambasady.

— Chciałbym, żeby Gdańsk miał konsulaty w całej Polsce — mówi szef OBC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Patronat honorowy

Partnerzy

Partnerzy debaty tematycznej Finansowanie 4.0

Partnerzy debaty tematycznej Przemysł 4.0

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Patriotyzm gospodarczy / Jedź na saksy do Trójmiasta