Jesienne oferty mogą przekroczyć 10 mld zł

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2004-10-04 00:00

Na wejście PKO BP, największą w historii ofertę publiczną na GPW, rynek czeka z radością. Parkietem znowu zainteresują się inwestorzy indywidualni. Do Warszawy zawita jeszcze więcej zagranicznych graczy, choć może pula papierów dla nich przeznaczona nie jest w pełni satysfakcjonująca. O 10 proc. wzrośnie kapitalizacja giełdy, co ucieszy jej władze, walczące o pozycję lidera w regionie. Czy emisja akcji największego polskiego banku jest więc błogosławieństwem także dla giełdowej koniunktury? W długim terminie zapewne tak. Wcześniej indeksy mogą jednak doświadczyć korekty.

Oferta PKO BP warta będzie około 5,5 mld zł. O jej powodzenie — przy dyskoncie dla drobnych graczy, zainteresowaniu zagranicy i pozycji banku w indeksach po debiucie — można być spokojnym. Jedną trzecią oferty obejmą krajowe instytucje finansowe. Mają na to środki, bo same OFE dysponują około 2 mld zł w płynnych instrumentach. Warto jednak zaznaczyć, że w całym pierwszym półroczu OFE i fundusze inwestycyjne wydały na zakupy akcji 2 mld zł (wyliczenia DI BRE). Jeśli miałyby powtórzyć tę politykę, poza ofertą PKO BP do wydania byłoby niewiele, a pamiętajmy, że fundusze emerytalne od czterech miesięcy dokupują akcje na GPW (według CA IB, fundusze inwestycyjne w sierpniu zaczęły już je sprzedawać, po raz pierwszy od 2002 r.). Na dodatek OFE są dość konserwatywne, jeśli chodzi o udział akcji w aktywach. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wahał się on między 30 a 32 proc. Jeśli teraz OFE obejmą 60 proc. transzy PKO BP przeznaczonej dla krajowych instytucji (taki jest ich udział w akcjach posiadanych przez instytucje finansowe), zaangażowanie to wzrośnie z obecnych 30,8 proc. do 32,3 proc. To jeszcze nie jest wielkość zmuszająca fundusze do sprzedaży już posiadanych akcji, ale PKO BP jest tylko jednym z 25 podmiotów, które chcą w ciągu tego kwartału pojawić się na giełdzie.

Wejście m.in. MOL (założyliśmy, że na GPW trafi tylko 5 proc. akcji spółki), BorsodChemu, TVN, WSiP i planowane od lat zmniejszenie zaangażowania przez inwestorów w ING BSK i Handlowym to dodatkowo 5 mld zł podaży. Zakładając, że oferta PKO BP spotka się z dużą nadsubskrypcją, część niewykorzystanych przez inwestorów indywidualnych i zagranicznych środków i tak trafi na giełdę. Jeśli jednak OFE chcą uczestniczyć w tegorocznych IPO, będą zmuszone do zmniejszenia zaangażowania w spółki już obecne na parkiecie. Czyje akcje na tym stracą? Niekoniecznie banków, bo ich udział w portfelach OFE pozostaje niedoważony.

Za korektą notowań na GPW przemawia także historia dotychczasowych prywatyzacji polskich gigantów. Choć największa z nich (Telekomunikacji Polskiej) wiązała się z podażą akcji równą połowie oferty PKO BP, niemal zawsze przed ofertami następowały spadki indeksu WIG20. Z drugiej strony, rynek jest dzisiaj dużo bardziej chłonny niż przed czterema- -siedmioma laty.

Ogromna podaż pod koniec roku skłoni dużych graczy do baczniejszego przyjrzenia się kondycji debiutantów. Walka o pieniądze inwestorów będzie bardziej zażarta. Świadczyć o tym może już brak popytu inwestorów finansowych na ofertę solidnej przecież spółki FAM–Technika Odlewnicza. Ocena spółek może w końcu zacznie odbywać się już na rynku pierwotnym. Na razie część debiutantów wyciąga bowiem „trupa z szafy” dopiero po udanej ofercie publicznej. Wyżej ustawiona poprzeczka może skłonić część aspirantów do przełożenia lub nawet rezygnacji z giełdowych planów.