"Jeśli kredyt na dłużej, to w euro"

MWIE
opublikowano: 2011-04-27 09:56

Zapytaliśmy Marka Rogalskiego, analityka DM BOŚ, o ocenę prognozy Standard Life ("Jeżeli Europa przesadzi z podwyżkami stóp, euro może osłabić się nawet o 16 proc.)

"PB": Jak ocenia pan prognozę Standard Life?

Takie myślenie jest moim zdaniem po części słuszne. Zresztą to, że euro się cofnie, jeżeli ECB będzie podnosił stopy, zapowiedział już wcześniej Nouriel Roubini. Im szybsze podwyżki, tym większe ryzyko, że kłopoty będzie miała Hiszpania. Udział złych kredytów wzrósł w tym kraju najwyżej od 16 lat, a te oprocentowane są według zmiennej stopy.

Upadek Hiszpanii to byłby już duży problem dla strefy euro, dla mechanizmów pomocowych. Dlatego ECB ma spory kłopot, a Jean-Claude Trichet, prezes banku, stara się wciąż powtarzać, że to nie jest początek serii podwyżek.

Jak w najbliższych kwartałach będzie wyglądała polityka pieniężna ECB?

Myślę, że ECB będzie jednak prowadził politykę w sposób bardziej wyważony. To oznacza wolniejsze podwyżki, niż te, które w tej chwili uwzględnia rynek. W tym roku spodziewam się jeszcze jednego takiego posunięcia, a w przyszłym bank może podnieść stopy dwukrotnie. Na koniec 2012 r. stopy powinny być bliżej 2 proc. niż 3 proc.

Za taką polityką przemawia uspokajająca się już chyba sytuacja na rynkach surowcowych. Problem pojawiłby się jednak, gdyby zaczęła rosnąć presja na wzrost płac.

Jak ocenia pan perspektywy kursu EUR/PLN?


Tu należy bardziej zwrócić uwagę na gospodarkę polską. Po wyborach rating Polski może znaleźć się pod presją, bo agencje oceniają nasze reformy jako niewystarczające. Oprócz naszych finansów w dłuższej perspektywie istnieje szereg innych czynników ryzyka, na czele z Grecją i ratingiem USA. Dlatego złoty może być ciut słabszy, względnie stać w miejscu.

Czy kredyty denominowane w euro to dobra decyzja?


Jeżeli ktoś zamierza wziąć kredyt na mieszkanie, które może zechcieć sprzedać po kilku latach, by kupić inne, większe, to zdecydowanie polecam złotego, jako bezpieczniejszą opcję. Widać to na przykładzie osób, które wzięły kredyt we frankach. Ich mieszkania są teraz praktycznie niemożliwe do sprzedania na rynku [bo wartość hipoteki przekroczyła wartość mieszkania — red.].

Kredyty walutowe uważam natomiast za warte rozważenia w przypadku osób kupujących mieszkanie na dłużej. Najbardziej korzystne wydają się w takim wypadku kredyty nie w dolarze i nie we franku, ale właśnie w euro. Prędzej czy później wejdziemy do Eurolandu. A jeśli porównamy siłę naszych gospodarek, to złoty jest rzeczywiście niedowartościowany. Dlatego docelowy kurs wymiany powinien być bliższy 3,50 niż 4,00 zł. Drugim istotnym argumentem są stopy procentowe [które są niższe w strefie euro — red.].