Fabryki motoryzacyjne plajtują za oceanem na potęgę. Czy to zły sygnał dla ich polskich zakładów? Na razie jeszcze nie...
Amerykańskim sektorem motoryzacyjnym wstrząsają kolejne informacje o finansowych problemach spółek produkujących części samochodowe.
— W ciągu ostatnich dwóch lat aż siedmiu dostawców części wystąpiło do sądu o ochronę przed wierzycielami — mówi Chris Benko z PricewaterhouseCoopers.
Wizerunkowy problem
Jak podaje Bloomberg, analitycy są przekonani, że w ciągu dwóch lat mogą zbankrutować m.in. Lear Corporation (LC) i Dura Automotive (DA). Pierwszy ma w Polsce pięć zakładów, a na świecie około 300. Problemy amerykańskich firm mogą, ale nie muszą odbić się na kondycji polskich spółek.
— Trzeba rozdzielić to, co amerykańskie, od tego, co europejskie. Po pierwsze — spółki mają inne wyniki finansowe niż polskie, po drugie — inne jest też pojęcie upadłości, bo w USA dzięki tej drodze istnieje możliwość restrukturyzacji zakładu. Bankructwo amerykańskich fabryk może mieć raczej skutki wizerunkowe dla pozostałych firm — uważa Rafał Orłowski z Polskiej Izby Motoryzacji (PIM).
Złe wyniki finansowe LC i DA to m.in. efekt spadającej sprzedaży samochodów produkowanych przez General Motors (GM) i Forda.
— GM traci w starciu z azjatyckimi producentami, a to oznacza zmniejszenie pracy i zamówień dla podwykonawców — twierdzi Rafał Orłowski.
Jeszcze bardziej pesymistyczny jest Sean Egan, dyrektor firmy doradczej Egan-Jones Ratings, który uważa, że zmniejszanie produkcji samochodów w Ameryce Północnej oznacza bankructwo aż piętnastu dostawców części samochodowych jeszcze w tym roku. W fatalnej sytuacji jest zwłaszcza Lear, który w 2005 r. odnotował stratę wysokości 1,38 mld USD. Jego „być albo nie być” w znacznej mierze zależy od poprawy wyników GM i Forda.
Ukraińska perspektywa
Polska spółka Lear Corporation Poland, która ma u nas pięć zakładów, powinna się martwić czym innym, choć chyba jeszcze nie teraz.
— Lear może oczywiście zwinąć fabrykę wiązek elektrycznych z Mielca i przenieść ją na Ukrainę, bo tam jest taniej. Zresztą jeden z ich zakładów już znajduje się w Jarosławiu przy granicy z Ukrainą. Wcześniej czy później koszty produkcji będą u nas na tyle wysokie, że inwestorzy przeniosą się za granicę — dodaje ekspert PIM.
Dyrekcja Lear Corporation w Tychach stanowczo odmówiła jakiegokolwiek komentarza.