Jesteśmy światowym liderem, ale to za mało. Wzmocnimy swoją pozycję — zapowiada Andrzej Czernecki, prezes HTL.
„Puls Biznesu”: Wiele mówiło się, że HTL-Strefa zadebiutuje, ale na Nas-daq. Dlaczego Warszawa?
Andrzej Czernecki, prezes HTL:Przy naszych potrzebach inwestycyjnych warszawska giełda to optymalne rozwiązanie. Koszty wejścia na Nasdaq przy obecnej wielkości emisji byłyby zdecydowanie nieopłacalne. Przyznaję jednak, że nie wykluczamy wejścia na amerykański rynek w przyszłości.
Cena emisyjna wynosi 36 zł. Wygląda na to, że są państwo spokojni o powodzenie oferty.
Mieliśmy ogromną redukcję w book buildingu wśród inwestorów instytucjonalnych. Uważam jednak, że cena i tak daje potencjał wzrostowy.
Nowi inwestorzy spłacą długi spółki. Dlaczego?
Duża część środków z emisji jest przeznaczona na spłatę kredytów, bo dążymy do jak najmniejsze- go ich udziału w naszej strukturze finansowania. W czerwcu zaciągnęliśmy kredyt pomostowy na dokończenie fabryki i rozpoczęcie budowy szlifierni. Nie chcieliśmy czekać z inwestycjami na pieniądze z oferty. Termin spłaty tego kredytu wyznaczony został na koniec roku. Ponadto działamy w specjalnej strefie ekonomicznej i z tego powodu nie płacimy podatku dochodowego. Kredyt przynosi więc nam wyłącznie koszty i nie zapewnia tarczy podatkowej. Czyste konto pozwoli nam zaciągać kredyty w przyszłości, gdyby warun- ki rynkowe nas do tego zmusiły — np. jeśliby zdarzyła się okazja do przejęcia albo pilna inwe- stycja.
Proszę wymienić czynniki wzrostu rynku, na którym działacie.
Odchodzenie od używania nakłuwaczy wielokrotnych, które powodują zakażenia. Taki zakaz obowiązuje już w USA. Teraz tą drogą idzie Komisja Europejska, co otworzy nowy rynek, szczególnie w Niemczech. Spodziewam się systematycznego przechodzenia na nakłuwacze bezpieczne w Indiach i Chinach. To są ogromne rynki, gdzie dokonuje się 500 mln nakłuć rocznie, tyle ile w USA. Dodatkowo analizy laboratoryjne idą w kierunku produktów jednorazowych, czyli oferty HTL-Strefy. Trzeba wymienić również epidemię cukrzycy, choroby cywilizacyjnej. Za 25 lat choroba ta dotknie 17 proc. społeczeństwa w USA, wobec 8 proc. obecnie. Te statystyki są smutne, ale oznaczają, że tworzy się rynek dla naszych produktów.
Skoro to taki problem, to ktoś w końcu wynajdzie lek na cukrzycę.
Tak, spodziewam się tego, ale… mniej więcej za 30 lat. Badania są obecnie we wczesnym stadium.
A substytut dla produktów HTL?
Pojawiają się substytuty naszych produktów — instrumenty pobierające próbkę z innych wydzielin niż krew. Ale tu chodzi o perfekcyjną dokładność pomiaru, a tę gwarantuje tylko próbka krwi i za pomocą instrumentów produkowanych przez HTL-Strefę. Po prostu nie ma innej możliwości.
Jesteście uzależnieni od swoich odbiorców. To może okazać się ryzykowne dla spółki.
Łączą nas z nimi długoterminowe umowy i coś, co można określić jako symbioza. Oni muszą z nami współpracować, by posiadać pełną ofertę. My z kolei gwarantujemy jakość. Muszę zaznaczyć, że aby na tym rynku istnieć i zarabiać, trzeba mieć linię produkcyjną o potencjale 100 mln nakłuwaczy rocznie. Z praktyki biznesowej wiemy, że nie da się tego sprzedać na rozdrobnionym rynku. Trzeba mieć za partnera giganta farmaceutycznego, więc nasza współpraca z trzema czołowymi odbiorcami jest uzasadniona ekonomicznie.
Sprzedaż rozdrobniona stanowi 15 proc. przychodów spółki. Czy będziecie ją rozwijać?
W USA istnieje rynek alternatywny (np. domy opieki), które zaopatrują się przez ogłaszanie przetargów. Chcemy wzmacniać swoją pozycje pod własną marką, bo to zwiększa jej rozpoznawalność i daje zyski. Mamy już dystrybutorów w 30 krajach. Otworzymy własne oddziały w USA i Niemczech. Natomiast nie spodziewam się, że ten kanał sprzedaży będzie zdecydowanie zwiększał swój udział w strukturze naszej sprzedaży.
Czy kluczowi odbiorcy HTL-Strefy mogą zmienić swojego dostawcę?
Nie przewiduję takiej sytuacji. Teoretycznie można powiedzieć, że taki proces trwa przynajmniej dwa lata. Wymaga decyzji na najwyższych szczeblach zarządzania koncernu, przeprowadzenia procesów audytu i dostosowania technologicznego.
Ostatnio jeden z waszych konkurentów dostarczył wadliwy sprzęt koncernowi Johnson & Johnson. Czy to jest szansa dla HTL-Strefy, by wyprzeć konkurenta?
Wiem o tej sprawie. Przedstawiciele J&J byli u nas w maju. Nie oznacza to jednak, że wkrótce będziemy dostarczać im nasze produkty. Ewentualna współpraca musi być poprzedzona procesem, o którym wspomniałem wcześniej.
Będziecie jedną z niewielu spółek na GPW, której biznes nierozerwalnie wiąże się z badaniami rozwojowymi.
Koszty badań w Polsce są zdecydowanie niższe niż w innych krajach i mamy bardzo dobry zespół, którego zazdrości nam cały świat. To nasza kluczowa przewaga konkurencyjna. Ponadto mamy wieloletnie doświadczenia z firmy PZ-HTL, z której wyłoniła się HTL-Strefa. My znamy ten rynek, jesteśmy jego liderem, a i tak będziemy w najbliższych latach zwiększać nasz udział z 20 do 34 proc. w nakłuwaczach i z 7 do 14 proc. w rynku lancetów.
Macie dwie główne grupy produktowe. Czy będziecie rozwijać nowe produkty we własnym zakresie czy przez przejęcia?
Zdecydowanie przez fuzje i przejęcia. To jest sposób na rozszerzanie oferty produktów. Własne inwestycje, typu green field, byłyby zbyt kosztowne. Interesowałyby nas spółki o podobnym profilu, ale mające inne produkty, chociażby do analiz biotechnologicznych czy hematologicznych.
Czy inwestorzy mogą się już spodziewać zakupu?
Byli u nas Amerykanie szukający miejsca na produkcję w Europie implantów samoabsorbujących. To kwestia przyszłości, tyle mogę powiedzieć. Na razie naszym priorytetem jest konsolidacja dotychczasowego biznesu. Akwizycje czy wejście na nowe rynki to perspektywa najbliższych kilku lat.