Norbert Rucker nie spodziewa się już testowania rekordowych poziomów notowań ropy z marca mimo, że popyt na surowiec nadal wyraźnie przewyższa podaż i nie doszło do odblokowania Cieśniny Ormuz.
"Obecny kryzys wydaje się najbardziej porównywalny do wojny w Zatoce Perskiej z 1990 r., która spowodowała krótkotrwały szok cenowy. Biorąc to za punkt odniesienia, ceny ropy prawdopodobnie mają już szczyt za sobą" - napisał w raporcie.
Kurs ropy Brent z wiodącego kontraktu, benchmarku dla globalnego rynku, rósł w czwartek o 1,5 proc. do 96,35 USD za baryłkę. Podczas kryzysu naftowego, który nastąpił po rozpoczętym 28 lutego ataku USA i Izraela na Iran, cena ropy Brent rosła 9 marca nawet do 119,50 USD i była najwyższa od 2022 r. Choć dzięki rosnącemu przekonaniu o zbliżaniu się konfliktu do końca surowiec taniał, to nadal jest o ponad 30 proc. droższy niż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie i o prawie 60 proc. droższy niż na koniec 2025 r.
Analitycy podkreślają, że mimo spadku ceny ropy na rynku kontraktów terminowych, ta z realnych dostaw nadal pozostaje droga. Kaes Van’t Hof, szef Diamondback Energy ostrzega, że obecnie krzywa terminowa nie odzwierciedla prawdziwej skali kryzysu.
"Rynek fizycznych dostaw naprawdę domaga się znacznie wyższych cen . Straciliśmy ponad 10 milionów baryłek dostaw dziennie, to są naprawdę ogromne liczby" – dodał.
Według Commonwealth Bank of Australia zakłócenia na rynku pogłębi rozpoczęta w tym tygodniu blokada Cieśniny Ormuz przez USA. Analitycy uważają, że zagraża dostawom około 3,8 mln baryłek ropy i produktów naftowych, które przesłano tą drogą w marcu.
