Firmy, które do tej pory jeszcze po macoszemu traktowały sprawę informatyzacji, muszą się pośpieszyć. W Unii nie będzie taryfy ulgowej.
Wejście Polski do Unii Europejskiej wymusi zmiany również w zakresie rozwiązań IT.
— Podstawą sukcesu w zarządzaniu firmą jest sprawny obieg dokumentów. Na tym polu firmy unijne mają przewagę nad naszymi. Tam już dawno uświadomiono sobie, że właściwy obieg informacji i ich wymiana między poszczególnymi działami pozwala na znaczną redukcję kosztów i usprawnienie procesów biznesowych. Dzięki temu firmy są wydajniejsze. Ich wielkość jest kwestią drugoplanową — uważa Zbigniew Rymarczyk, prezes Comarch CDN.
Płynna wymiana dokumentów drogą elektroniczną jest w Unii normą od wielu lat.
— Polskie firmy muszą inwestować w nowe technologie, aby być konkurencyjnymi wobec zachodnich przedsiębiorstw. Wielkość nie powinna być najważniejszym kryterium przy wyborze rozwiązań IT. Jeśli przedsiębiorcy tego nie uczynią już na początku członkostwa, niektórym z nich grozi bankructwo, np. firmom współpracującym z zachodnimi sieciami handlowymi, w których obieg dokumentów to podstawa komunikacji — przestrzega Zbigniew Rymarczyk.
— Niektórzy przedsiębiorcy mają przeświadczenie, że wystarczy sama inwestycja w systemy ERP i ich wdrożenie, aby osiągnąć sukces. To błędne rozumowanie. Zaawansowane systemy informatyczne są jak klocki lego, które trzeba odpowiednio poukładać pod rzeczywiste potrzeby firmy. Ponadto działające na naszym rynku firmy trzeba podzielić na dwie kategorie: te, które mają świadomość potrzeby inwestowania w IT, aby od pierwszego dnia w Unii być pod tym względem konkurencyjnym, i pozostałe, które liczą, że jakoś to będzie. Na dodatek w Polsce nie ma programu rządowego, który wspierałby wzorem państw zachodnich nowe inicjatywy tego typu. Nie można rzucać kogoś na głęboką wodę, nie ucząc go wcześniej pływać — uważa Piotr Smólski, prezes SterProjektu.
Przewiduje też powstanie w tym sektorze rynku wielu spółek joint venture, finansujących inwestycje w nowe technologie.
Polskie firmy w niedalekiej przyszłości będą musiały operować równolegle złotymi i euro. Europejscy konkurenci już to przerabiali.
— Wszystkie obroty musiały być przeliczane, do tej pory system ten stosowany jest w Wielkiej Brytanii — opowiada Roman Zleśny, wiceprezes Great Plains Soft-ware.
Kiedy będziemy wchodzili do strefy wspólnej waluty, w system komputerowy będzie musiał być wbudowany unijny mechanizm przeliczania.
— Takie funkcje można w Polsce wprowadzać od dawna, ale nadal niewiele firm zdaje sobie sprawę, że niedługo będzie to konieczne — ostrzega Roman Zleśny.