Kaczyński i Tusk prowadzili kampanię wyborczą w Gdańsku

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 01-10-2005, 22:40

Gdańsk był w sobotę centrum politycznym Polski. To tam kandydujący w wyborach prezydenckich Donald Tusk (PO) i Lech Kaczyński (PiS) przekonywali wyborców do swoich wizji sprawowania najwyższego urzędu w państwie. Obaj nie szczędzili sobie uszczypliwości.

Gdańsk był w sobotę centrum politycznym Polski. To tam kandydujący w wyborach prezydenckich Donald Tusk (PO) i Lech Kaczyński (PiS) przekonywali wyborców do swoich wizji sprawowania najwyższego urzędu w państwie. Obaj nie szczędzili sobie uszczypliwości.

    Mitingi miały rozpocząć się w odstępie 1 godziny. Pierwsza, choć z opóźnieniem, rozpoczęła się konwencja Prawa i Sprawiedliwości w Hali Olivia, gdzie przybyło ponad 3 tys. osób. Także z opóźnieniem, tuż po zakończeniu konwencji PiS, spotkanie z wyborcami w Dworze Artusa rozpoczął Tusk.

    Kandydat PiS zapewniał dziennikarzy, że nie wiedział, iż  Tusk ma spotkanie w Gdańsku. "Mogę dać słowo honoru najuroczyściej, że nie miałem zielonego pojęcia" - powiedział.

    Tusk powiedział natomiast, że to "dobra sytuacja", kiedy społeczeństwo może bezpośrednio porównywać obydwu kandydatów z największym, według sondaży, poparciem.

    Oba spotkania rozpoczęły się tak samo - od uczczenia pamięci ofiar katastrofy po Białymstokiem. Później były już tylko inne formy i inne treści wystąpień.

    Kaczyński zapowiedział budowę solidarnej Rzeczypospolitej. Ma być oparta o tradycję Sierpnia '80, "odwrócona przodem do obywatela", gwarantująca obywatelom elementarne prawa. Podkreślił, że w wyborach parlamentarnych uchylone zostały drzwi "do nowej rzeczywistości, jaką może być, będzie IV RP". Jak dodał, drzwi do IV RP, muszą być jednak otwarte "szeroko na oścież".

    Kandydat PiS uważa, że przed Polską stoi alternatywa: Polski liberalnej i Polski solidarnej. Jak zaznaczył, to są dwa odrębne programy, w których pierwszy to program Rzeczpospolitej dla bogaczy. "To jest projekt, który jest mniej lub bardziej istotną korektą obecnego układu, to projekt który my uznajemy za niebezpieczny" - oświadczył.

    Odnosząc się do swojego głównego konkurenta Kaczyński mówił: "Wolno w wolnej Polsce powiedzieć - do śmierci będę liberałem, niektórzy tak mówią. Ja mogę powiedzieć - do śmierci będę człowiekiem, który chce pomagać innym(... ) i do śmierci, jak zostałem wychowany będę katolikiem".

    Kaczyńskiemu wtórował kandydat PiS na premiera Kazimierz Marcinkiewicz. Zastanawiał się on, jak na wyzwania stojące przed Polską odpowiedziliby liberałowie. "Powiedzieliby tak: niska inflacja, mocna złotówka, wysokie stopy procentowe, zrównoważony budżet i jak najmniejszy deficyt. Powiedzieliby: zmniejszyć podatki, no może niekoniecznie wszystkim, ale tym najbogatszym, bo jakim zmniejszymy będą tworzyć nowe miejsca pracy" - wyliczał Marcinkiewicz.

    Marcinkiewicz przedstawił program gospodarczy, który ma opierać się m.in. na solidarnym podziale dóbr, składający się z pięciu filarów. Po konwencji zapewniał dziennikarzy, że nie wyobraża sobie innej koalicji niż z Platformą Obywatelską.

    W tym czasie w Dworze Artusa Tusk tekże mówił, iż jest przekonany, że najlepszą dla Polski koalicją rządzącą będzie koalicja PO i PiS, natomiast on jako prezydent byłby gwarantem stabilności takiego układu.

    Kandydat PO mówił, że wierzy w to, choć wydarzenia ostatnich dni "mogą trochę tę wiarę naruszyć, że nie ma takiej pokusy (w PiS), która każe rozmawiać z Samoobroną, czy Ligą Polskich Rodzin, bo to byłoby złe rozwiązanie dla Polski".

    Tusk powiedział też, że Polacy oczekują nie nowego władcy, ale że dziś Polsce potrzebna jest prezydentura obywatelska. Zapowiedział, że chce odbudować zaufanie do władzy. Mówił, że chce wygrać wybory, "bo Polska zasługuje na władzę zrównoważoną, która nie znajduje satysfakcji w kłótniach, wojenkach i waśniach wszystkich ze wszystkimi". Dodał, że "spokój i brak kompleksów jest ważniejsze niż pokazanie, kto rządzi, kto panuje, kto dominuje".

    Tusk złożył zobowiązania, do czego będzie chciał dążyć w czasie, jeśli zostanie wybrany na najwyższe stanowisko w państwie. Te zobowiązania to: praca dobrem powszechnym, silna Polska w Europie i na świecie oraz uczciwa, skromna władza.

    Przytoczył metaforę, w której Polska jest takim wozem, który dziś ugrzązł w błocie. "Te partie, które przegrały wybory, robiły wszystko przez ostatni czas, żeby ten wóz cofnąć. Jedna ze zwycięskich partii chce przede wszystkim skontrolować, kto spowodował, że ten wóz utknął w tym błocie. A ja chcę, żeby Polska miała przywództwo, które ten wóz wyciągnie z tego błota i pociągnie do przodu" - podkreślił.     

    Tusk przypomniał hasło wyborcze swojego głównego konkurenta: "Silny prezydent - uczciwa Polska". I argumentował: "Polsce potrzebny jest uczciwy prezydent i silna Polska. Nie odwrotnie. Nie ma lepszej, skuteczniejszej drogi do silnej Polski, jak uczciwa, przyzwoita władza, która chce rozmawiać z obywatelami. Polacy nie chcą władzy, która wie lepiej".

    Kandydat PO przedstawił nowe hasło wyborcze: "Będziemy dumni z Polski".

    Nowy plakat wyborczy i nowe hasło przedstawił też Kaczyński. Brzmi ono "Prezydent IV Rzeczpospolitej - Lech Kaczyński".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane