Kajto uczy zarządzania

Rozmawiał Łukasz Ostruszka
opublikowano: 01-08-2018, 22:00

Wyścigi są na mecie, a na starcie — są skomplikowane przygotowania i organizacja zespołu. Rajdowiec Kajetan Kajetanowicz obnaża się jako szef

„Puls Biznesu”: Kajto, musisz dbać o przygotowanie fizyczne do startów. Oprócz tego jesteś szefem swojego zespołu, czyli głównym organizatorem startów. Prowadzisz negocjacje ze sponsorami. Podejmujesz wiele decyzji, którymi zwykle sportowcy nie muszą sobie zawracać głowy. Jak to wszystko łączysz?

Kajetan Kajetanowicz — kierowca rajdowy, trzykrotny mistrz Europy i czterokrotny mistrz Polski. Razem z Lotos Rally Team zdecydował się w tym sezonie wystartować w mistrzostwach świata w kategorii WRC 2.
Wyświetl galerię [1/2]

SZYBKA PROFESJA:

Kajetan Kajetanowicz — kierowca rajdowy, trzykrotny mistrz Europy i czterokrotny mistrz Polski. Razem z Lotos Rally Team zdecydował się w tym sezonie wystartować w mistrzostwach świata w kategorii WRC 2. Fot. Marcin Snopkowski/Kajto.pl

Kajetan Kajetanowicz: Mam wspaniały zespół. Nie muszę się wszystkim zajmować. Zespół rajdowy jest specyficznym tworem, zwykle złożonym ze specjalistów z różnych dziedzin. Ja jestem szefem, ale oni wiedzą, co mają robić. W mojej ocenie są najlepsi, a więc są też indywidualistami.

Nie każdy szef radzi sobie z indywidualistami.

To prawda, nie jest to łatwe dla szefa, ale moim zadaniem jest utrzymać wszystko w całości. Z tym nie mamy problemu. Ogrom przygotowań i specyfika działań sprawiają jednak, że czasem mam do siebie pretensję, że za dużo czasu poświęcam na zarządzanie, a za mało na doskonalenie się jako kierowca. Mówię ludziom w zespole, że czymś nie chcę się zajmować, bo jestem kierowcą rajdowym i muszę skupić się na swoim zawodzie. Oczywiście z uśmiechem, bo od pewnych decyzji nie ucieknę.

Właściwie zarządzasz przedsiębiorstwem…

…co więcej, w tym przedsiębiorstwie mam specjalistów z różnych działek. Mamy rzecznika prasowego, koordynatora wszystkich działań, prowadzimy biuro, dział PR. Na szczęście wynajmujemy auto z innej firmy, ale to też trzeba dograć, ustalić współpracę z ekipą odpowiedzialną za rajdówkę.

Czy jesteś dla swoich pracowników ostrym szefem? Wiem, że musiałbym o to zapytać ich, ale może szczerze odpowiesz.

Na pewno jestem wymagający, ale staram się rozumieć różne sytuacje życiowe. Mam zasadę, że próbuję wejść w skórę drugiego człowieka, bo wtedy można go lepiej zrozumieć. Dla mnie priorytetem jest ciągła edukacja. Oczekuję, że zespół będzie się rozwijał. Ekipa liczy około 20 osób, ale część z nich to obsługa zewnętrzna. Każdy musi być profesjonalistą. Doceniam to i tego wymagam. Ważnym kryterium współpracy jest podejście z pasją do obowiązków. Szanuję ludzi, którzy robią coś, oddając serce.

Pamiętam, jak lata temu startowałeś maluchem. W zasadzie wiele się nie zmieniło — zarządzałeś zespołem i dalej to robisz. Tylko auto jest szybsze.

Wtedy poziom był inny. Teraz przedsięwzięcie jest tak ogromne, że zarządzenie jest o wiele bardziej skomplikowane. W ostatnich trzech latach zdobyliśmy trzy tytuły mistrzów Europy w rajdach samochodowych, a to sport wymagający doskonałej organizacji. Każdy członek zespołu ma naprawdę dużo pracy.

Zmieniasz się jako szef?

Zrobiłem ogromny postęp, bo już nie myślę, że wszystko zrobiłbym lepiej od moich pracowników, a to paskudna cecha wielu szefów i bardzo częsty błąd. Z czasem zrozumiałem, że większości rzeczy, które robią moi ludzie, nie potrafiłbym zrobić albo nie byłbym w stanie zrobić ich tak dobrze, jak oni.

Faktycznie byłeś paskudnym szefem…

Chyba tak. Teraz mówimy o tym z uśmiechem, a to jednak duży postęp w zarządzaniu. Zdecydowanie dojrzewam jako szef.

Masz kilka tytułów mistrza Polski, mistrza Europy i wskakujesz na poziom mistrzostw świata. Jak motywujesz sponsorów, czyli następną grupę osób związanych z „rajdowym przedsiębiorstwem” do kolejnych wyzwań?

Wspierają nas firmy, które traktujemy jak partnerów. Staramy się nie tylko wywiązywać ze zobowiązań, ale dawać więcej, niż obiecujemy. Podstawą są oczywiście duże zwroty medialne i każdy partner otrzymuje ekwiwalent reklamowy kilka lub kilkanaście razy większy od poniesionych nakładów. To wymaga spójnego działania całej ekipy jako wehikułu i machiny pracującej także na innych. Samo jeżdżenie to niewielka część naszych działań.

To ciekawe, bo zwykle przeciętny człowiek myśli sobie, że jeździsz dla zespołu, więc pewnie tylko wsiadasz do rajdówki i robisz swoje.

Takie mamy czasy, że każdy oczekuje gotowego produktu. To w pełni zrozumiałe. Wyniki to tylko jeden z elementów, który trzeba dostarczyć partnerowi.

Mówimy o strasznie twardym biznesie. Jest pewna pula pieniędzy do wykorzystania dla kierowców. Sponsorów nie jest wielu.

To prawda, ale ja jestem człowiekiem, który docenia to, co ma. To wielka zasługa moich rodziców, którzy wychowali mnie w ten sposób. Pomaga mi to być zmotywowanym, szczególnie w stresie i pod presją. Obracamy dużymi pieniędzmi i wiąże się z tym spora odpowiedzialność.

Jak sobie radzisz z presją?

Trzeba umieć na chwilę się zatrzymać i popatrzeć za siebie. Musisz mieć świadomość tego, gdzie byłeś i co osiągnąłeś. Często zapominamy, jak dobrze się mamy i jak wielu ludzi chciałoby być na naszym miejscu. To takie ludzkie.

Wielu ludzi poległo na marzeniach.

Czasem spotykam ludzi, którzy startowali ze mną w niższych klasach i im się nie powiodło z różnych względów. To daje poczucie, że warto marzyć, zawieszać sobie poprzeczki wysoko, ale przede wszystkim ciężko pracować.

Jak wygląda ta praca? Taki przeciętny dzień Kajty?

Nie ma czegoś takiego jak przeciętny dzień, ale codziennie staram się mieć jakiś trening psychomotoryczny, czasem z trenerem, ale zwykle samodzielnie. Normalne życie to loty, codzienne zarządzanie, załatwianie różnych spraw, koordynowanie zespołu. Na razie próbuję znaleźć sposób na połączenie obowiązków zawodowych z rodzinnymi, żeby więcej czasu poświęcać najbliższym, szczególnie córce. Po pierwszym mistrzostwie Europy obiecałem sobie też, że więcej czasu poświęcę rodzicom. Mam świadomość tego, że życie pędzi.

Czy coś się zmieniło po narodzinach córki? Pojawił się jakiś bezpiecznik w głowie w czasie jazdy?

Zrobiłem się refleksyjny, co? A tak serio, przyznaję, że w czasie przygotowań do rajdów jeszcze więcej uwagi przykładam do zapewnienia bezpieczeństwa. Dzięki temu zwiększam szanse na to, że pojadę szybko, ale także bezpiecznie i do celu. Staram się mieć wszystko poukładane w głowie. Zabrzmi to dziwnie, ale spisałem też testament i dzięki temu lepiej się jeździ.

To brzmi poważnie.

I takie jest. Zabezpieczyłem najbliższych i zapewniłem sobie komfort psychiczny. To pomaga trzymać nogę na gazie tak jak wcześniej. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Motoryzacja / Kajto uczy zarządzania