To znajdujące się na północy stanu Kalifornia miasto przewodzi zestawieniu opracowanemu przez National Insurance Crime Bureau (NICB), po raz pierwszy w historii, awansując z pozycji czwartej.
W 2014 r. w rejonie San Francisco odnotowano ponad 29 tys. kradzieży aut, co dało wskaźnik kradzieży w odniesieniu do liczby mieszkańców na poziomie 633,27.
Kolejne w rankingu, regiony Bakersfield oraz Stockton-Lodi, również z Kalifornii odnotowały wyniki odpowiednio 5,2 tys – 595,8 oraz 4,2 tys. – 593,2.
Najwyższą liczbą kradzieży aut może w USA „pochwalić się" natomiast rejon Los Angeles-Long Beach-Anaheim z wynikiem rzędu ponad 47,5 tys. Jednak w odniesieniu do liczby mieszkańców zamieszkujących ten teren wskaźnik kradzieży wyniósł „jedynie” 358,3 co w skali całego kraju uplasowało największe miasto w Kalifornii dopiero na 39 miejscu.
Ogółem w pierwszej dziesiątce znalazło się aż 7 obszarów z Kalifornii.
Stan Kalifornia jawi się jako swoista mekka dla branży złodziei samochodów – ocenia Frank Scafidi z NICB. Wyjaśnia, że dominująca pozycja Kalifornii jest wynikiem splotu kilku czynników. Stan należy do grona najbogatszych w USA, żyje w nim bardzo dużo ludzi, ich dochody są relatywnie wysokie co przekłada się choćby na największą liczbę pojazdów w skali całego kraju.
Przy takich czynnikach, nie jest zaskakujące, że przy okazji wieli dobrych ludzi musi pojawić się spore grono czarnych owiec – podkreśla Scafidi.
Wyliczenia NICB wskazują, że oprócz jednego przypadku liczba kradzieży aut w Stanach Zjednoczonych spadała każdego roku od 2003 r. i podobną tendencję oczekuje się również w bieżącym roku. Zdaniem ekspertów, do stopniowego zmniejszania się kradzieży, przyczyniają się lepsze technologie wykorzystywane przez producentów samochodów oraz bardziej stanowcze egzekwowanie prawa.
