Kama Foods szuka wyjścia z kłopotów. Dlatego nie tylko bierze udział w programie oddłużania spółek, ale także próbuje znaleźć pieniądze na odbudowanie działalności. Nie wiadomo jednak, czy podmioty, zaproszone do podwyższenia kapitału, zdecydują się zainwestować w projekt.
Kama Foods, znaczący niegdyś producent tłuszczów, zamierza podwyższyć kapitał o prawie 56 mln zł. Większość uzyskanych środków przeznaczy na zakup surowca do odbudowania produkcji. Resztą Kama spłaci część długów.
— To element pełnego programu naprawy i restrukturyzacji zadłużenia spółki. Trwa postępowanie układowe. Całość koordynuje Dresdner Bank. Jednak dopiero po walnym zgromadzeniu i zatwierdzeniu podwyższenia kapitału, będę mógł powiedzieć, jak dokładnie rozłoży się akcjonariat w spółce — mówi Wiesław Buchowiecki, prezes zarządu Kama Foods.
Największą część akcji w podwyższanym kapitale ma objąć spółka Topaz Investment, powiązana przez akcjonariuszy z White Eagle Industries, głównym właścicielem Kamy.
— Czekamy na decyzję w sprawie kredytu bankowego. Dopiero wtedy ostatecznie będę wiedział, na jaki udział wejdziemy do spółki — wyjaśnia Robert Mucha, szef firmy Topaz i RN Kamy Foods.
Wiesław Buchowiecki zapewnia, że możliwości podwyższenia kapitału są wyższe niż potrzeby spółki, jednak kilka podmiotów wymienianych jako potencjalni kandydaci do wzięcia udziału w tej transakcji waha się przed podjęciem decyzji.
— Rzeczywiście taka możliwość jest rozważana, ale to jedna z wielu propozycji, które bie- rzemy pod uwagę. Akcjonariusze naszej spółki podjęli decyzję o utworzeniu funduszu venture capital opartego na spółce CA IB Fund Management zarządzają- cą funduszem NFI Hetman i stąd zainteresowanie różnymi firmami. Jednak na razie to tylko projekt — mówi Arkadiusz Hajduk, rzecznik prasowy grupy CA IB.
CA IB miało podobno wnieść 5 mln zł. Nieoficjalnie wiemy, że na 13,5 mln zł Kama Foods liczy od PZU NFI Management, który zarządza aż trzema narodowymi funduszami.
— Fundusze NFI są notowane na giełdzie, dlatego nie będę komentował żadnych informacji — ucina Piotr Osiecki, wiceprezes PZU NFI Management.
Na udział jego spółki wyraźnie jednak wskazują zapisy w informacji o posiedzeniu WZA. PZU NFI zastrzega sobie bowiem prawo do wskazania jednego członka w radzie nadzorczej Kamy.
Kłopoty zakładów tłuszczowych zaczęły się od kary 8 mln zł, nałożonej przez urząd skarbowy.
— Firma nie miała z czego spłacić, odsetki rosły, a kiedy urząd zablokował konta, banki nie chciały udzielić kredytu na zakup surowca. Tak zacisnęła się pętla. Z tych kłopotów wyszliśmy już dzięki programowi umarzania długów wprowadzonemu przez ministra finansów — twierdzi Robert Mucha.