Kandydaci mierzą siły

Agnieszka Berger
opublikowano: 2005-03-07 00:00

Eksperci są sceptyczni: przetarg nie wyłoni nowego gracza. Może więc go unieważnić, dopóki nie grożą skutki finansowe? Chyba nic z tego...

Niezależni analitycy rynku telekomunikacyjnego z dużą dozą sceptycyzmu prognozują wyniki przetargów na ostatnie wolne częstotliwości przeznaczone dla telefonii komórkowej GSM 1800 i UMTS. Ich zdaniem, szanse na to, że rozpoczęte przez Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty (URTiP) postępowanie zakończy się rezerwacją wolnych pasm na rzecz nowego operatora, konkurenta dla Polskiej Telefonii Cyfrowej (Era, Heyah), Polkomtela (Plus) i Centertela (Idea), są marne.

Czas minął

Według Michała Marczaka, analityka branży telekomunikacyjnej z DI BRE, na czwartego operatora jest już za późno.

— Kwestia roamingu krajowego, kluczowa dla kandydatów na czwartego, nie jest rozstrzygnięta. Penetracja rynku jest bardzo wysoka, a kiedy nowy gracz będzie miał szansę wejść ze swoją ofertą, będzie jeszcze wyższa. Widziałbym dla niego miejsce przy penetracji 40 proc. — uważa analityk.

Jego zdaniem, problemu nie da się rozwiązać. Nie pomoże nawet zmiana warunków przetargów na takie, które będą mocno preferowały konkurencyjnych operatorów.

— Wtedy, jak w banku, trzy telekomy komórkowe pójdą do sądu. Jeśli wygrają, trzeba będzie im wypłacić odszkodowania — mówi Michał Marczak.

Anna Streżyńska z Centrum Studiów Regulacyjnych, też jest sceptyczna. Jej zdaniem, warunki są takie, że albo odstraszą chętnych, albo uniemożliwią im rywalizację z dotychczasowymi graczami, albo skłonią do podejmowania nieracjonalnych decyzji biznesowych. Uważa ona jednak, że choć tych przetargów nie da się już naprawić, warto spróbować jeszcze raz.

— Najlepszym rozwiązaniem byłoby unieważnienie przetargów i ich ponowne ogłoszenie, gdy regulator rozstrzygnie problem roamingu krajowego. URTiP nie zrobi tego z własnej woli. Wystarczyłoby jednak, żeby taką wolę wykazał minister infrastruktury, któremu podlega regulator. Unieważnienie przetargów teraz, kiedy jeszcze nikt nie poniósł kosztów, byłoby najbezpieczniejsze, bo nie groziłyby nam konsekwencje finansowe — uważa Anna Streżyńska.

Jest super

Jednak na taką inicjatywę resortu infrastruktury nie ma co liczyć.

— Prognozowanie na tym etapie, jak zakończą się przetargi, jest daleko przedwczesne — mówi Wojciech Hałka.

Zdaniem ministra, „zasady przetargów są korzystne dla nowych graczy i stwarzają im dogodne warunki do rozpoczęcia działalności”.

Co ciekawe, pomysł unieważnienia przetargów i ich poprawienia sceptycznie przyjmują też kandydaci na czwartego operatora.

— Znam tę opinię i zgadzam się z taką oceną warunków przetargów, ale przesunięcie konkursu miałoby dobre i złe strony. Lepiej byłoby składać ofertę, kiedy sprawa roamingu byłaby jasna, jednak penetracja rynku będzie wówczas bardzo wysoka, co nie ułatwi startu nowemu graczowi — ocenia Piotr Nesterowicz, szef polskiego Tele2.

Tele2 wciąż się waha, czy złożyć ofertę, choć na rynku mówi się, że operator jest zdeterminowany, by sięgnąć po wolne częstotliwości.

— Jeśli złożymy ofertę, nie będzie to pusty gest. Jeżeli startować, to po to, żeby wygrać — mówi szef operatora.

Wydaje się, że właśnie na Tele2 są zwrócone oczy dwóch innych zainteresowanych komórkami alternatywnych operatorów telefonii stacjonarnej, Netii i Energisu, choć żaden z nich wprost o tym nie mówi. Tele2 nadal nie wyklucza budowania konsorcjum z polskimi operatorami.

— Widzę dla nas szansę, jeśli w najbliższych tygodniach wykrystalizuje się lider. Samodzielnie nie wystartujemy z dużą ofertą, bo znamy swoje możliwości. Jeżeli pokażemy się w przetargu, to po to, żeby nie dopuścić do oddania rezerwacji za opłatę administracyjną — mówi Jarosław Mikos, prezes Energisu.

Wojciech Mądalski, prezes Netii, jest przekonany, że nie dojdzie do sprzedaży częstotliwości żadnemu z dotychczasowych operatorów komórek.

— To byłoby wbrew podstawowym celom przetargu. Liczę też, że jeśli wygra nowy operator, URTiP wprowadzi roaming. Bałbym się odkładania konkursu na półkę, bo może się okazać, że nieprędko dostaniemy kolejną szansę. Do tego czasu obecni gracze urosną w siłę —obawia się szef Netii.

Według Anny Streżyńskiej, to błąd.

— Właśnie teraz operatorzy komórkowi są najsilniejsi, bo nie ciążą na nich obowiązki związane z posiadaniem znaczącej pozycji na rynku — mówi ekspertka.

Jej zdaniem, nie należy też obawiać się wzrostu penetracji, bo i tak nowy operator nie „wyżywi się” na najuboższej części rynku, która dziś jest niezagospodarowana.

Możesz zainteresować się również: