Studenci — do pracy, menedżerowie — do szkół! W wakacje wszystko staje na głowie. Dla biznesmenów — choć pozornie sezon ogórkowy — to dobry moment na douczenie. Studenci mogą zweryfikować wiedzę teoretyczną z rzeczywistością.
Lipiec i upał. Kanikuła. Na dworze ludzie porozbierani prawie do naga. Do urlopu miesiąc, w pracy — nuda. Większość kontrahentów zwolniła obroty; ważniejsze spotkania, negocjacje i przetargi — dopiero we wrześniu. Kumple z biurek obok — w ramach rotacji urlopowej — smażą się gdzieś na Jamajce albo łowią ryby na Mazurach, co rusz wysyłając pełne współczucia dla naszej beznadziejnej sytuacji SMS-y. Żadnych wyzwań, nowości... A może by tak na szkolenie? Doskonalić angielski, komunikację niewerbalną, techniki negocjacji, umiejętność zarządzania?
— Okres wakacyjny sprzyja wszelkim kursom, treningom. Więcej czasu, urlopowe spowolnienie. Są oczywiście osoby, które na nudę w wakacje nie narzekają, ale dla wielu to czas wytchnienia. Można go praktycznie wykorzystać — mówi Marta Dratwa-Wasyłek, menedżer do spraw szkoleń w PricewaterhouseCoopers.
Wielu menedżerów z jej firmy jeździ na wakacyjne szkolenia za granicę. W oddziałach w Pradze, Budapeszcie, Moskwie czy Londynie kadra kierownicza szlifuje umiejętności przywódcze czy negocjacyjne. Lato to również czas, kiedy wielu polskich pracowników PwC wyjeżdża do biur zagranicznych — by zapoznać się z tamtejszymi projektami czy poszerzyć wiedzę o branżach, które w kraju dopiero zaczynają się rozwijać.
Dwa razy w tygodniu, dwie i pół godziny szlifuje angielski Andrzej Sarapata, dyrektor generalny Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Na kursie w czterosobowej grupie. Po pracy.
— W długie zimowe wieczory trudniej jest się zmobilizować i wiedza gorzej wchodzi do głowy — po pracy jest zwykle ciemno i nie można skupić się na nauce. Latem to co innego! Mniejszy ruch w firmie i mam pewność, że na pewno stawię się na lekcję. Poza tym ceny letnich kursów są niższe — twierdzi Andrzej Sarapata.
Od września zacznie studia doktoranckie — i to ostatnia szansa, aby „podciągnąć” angielski. Na szkolenia nie poświęca jednak urlopu. A są i tacy.
— Znajomy prezes co roku udaje się do USA na szkolenia. Sam płaci, organizuje. I jedzie się uczyć: zarządzania, postępowania z ludźmi. A dlaczego do Stanów? Bo tam go nikt nie zna, nikt nie patrzy jak na prezesa konkurencyjnej firmy. Dzięki temu z czystym sercem może popełniać błędy, potykać się, a wyciągając wnioski zdobywać wiedzę i umiejętności. Poza tym, spotykając się z menedżerami z różnych krajów ma możliwość wymiany doświadczeń — mówi Wojciech Herra, psycholog, konsultant AchieveGlobal Learning Systems Polska.
Twierdzi, że tego typu wyjazdy: do szkolnej ławy, z własnej inicjatywy i środków zdarzają się często. Prezesi jeżdżą się szkolić poza granice kraju. Kadra kierownicza średniego szczebla uczęszcza na kursy otwarte w Polsce. Mało kto jednak chce o tym mówić.
— Tak naprawdę wakacje to cisza przed burzą. Wiele firm większość swoich obrotów realizuje w ostatnich miesiącach roku. To wtedy podpisywane są kontrakty roczne, przygotowywane budżety. Lato jest zatem dobrym momentem, kiedy można uzupełnić braki, przygotować się do ostrej walki — twierdzi Wojciech Herra.
Inny scenariusz: koniec sesji, lipcowe słońce, aż prosi się, by pognać pod namiot albo z plecakiem w góry. Właśnie zaczął się miesiąc praktyk. O ich zdobycie trzeba było ubiegać się prawie pół roku. Udział w konkursach, składanie aplikacji w działach kadr. Nerwy, wyczekiwanie. Ale warto było! Zamiast plecaka i trampek, sztywny garnitur, krawat, koszula dopięta pod samą szyję i jazda do biura na praktyki. Kserować, faksować, robić kawę, odbierać telefony...
— Pewnie, że nie od razu podejmowałem strategiczne decyzje i zdarzały się prace tzw. lżejsze, ale i tak uważam, że półroczna praktyka w PwC dała mi tyle co pięć lat studiów na SGH. Uczestniczyłem np. w opracowaniu badania nt. fuzji i przejęć w Europie Środkowej i Wschodniej: M&A Survey 2002. Zderzenie teorii i praktyki bywa szokiem! — mówi Wojciech Bykowski, stażysta PwC, student V roku SGH. Chwali się, że kilka razy był nawet u klienta.
Studenci trafiający do firm na letnie praktyki wykonują taką pracę, która pozwoli na wzbogacenie ciasnej, uczelnianej wiedzy i... na sprawne działanie firmy — bo gros pracowników jest albo na urlopach, albo na szkoleniach. Albo na jednym i drugim.
— Studenci, wyręczając nieobecnych, mają szansę się wykazać i poznać realia działania przedsiębiorstwa. Poza tym to zawsze pierwsze koty za płoty. Na rynku pracy nie będą już postrzegani jako zwykli, nieopierzeni absolwenci — potwierdza Wojciech Herra.
Na praktykach wakacje spędza około 90 proc. studentów SGH, UW — zwłaszcza kierunków związanych z ekonomią czy prawem. O wakacyjną pracę w firmach ubiegają się coraz młodsi żacy.
— To świadome kierowanie karierą. Wakacje świetnie się do tego nadają — mówi Anna Turkowid, studentka IV roku Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UW.
W PwC odbędzie staż w dziale personalnym. Dostała go dzięki uczestnictwu w konkursie „Grasz o staż”. Pomoże przy planowaniu rekrutacji konsultantów — możliwej m.in. dzięki podtrzymywaniu kontaktów z organizacjami i prasą studencką. W poprzednie wakacje pracowała w Bertelsmann Media i firmie Profes. Skorzystała. Bardzo.