Pracownicy mają respekt przed kobietą. Wiedzą, czego im nie wypada.
Budownictwo męskim zajęciem? Bzdura! Danuta Bocer-Karcz, absolwentka Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Zielonej Górze, wie to najlepiej. Od 10 lat prowadzi włas- ną firmę budowlaną Dana–Bud. A wcześniej kierowała — jako dyrektor generalny — Przedsiębiorstwem Remontowo-Budowlanym w Wolsztynie.
— U nas wszyscy się znają, pracują tu i ojcowie, i dzieci — twierdzi Danuta Bocer-Karcz.
Rok 1993 nie sprzyjał zakładaniu firm budowlanych. Zaczynał się kryzys. A właśnie wtedy postanowiła się usamodzielnić. Zaczynała z jedną betoniarką i dwoma pracownikami. Dziś zatrudnia 75 ludzi. Głównie murarzy i cieśli. Wykonują duże inwestycje w Wolsztynie i okolicach: renowacja starych i budowa nowych trybun oraz hotelu na stadionie w Grodzisku Wielkopolskim, budowa miejskiej hali sportowej w Wolsztynie, budowa Wyższego Seminarium Duchownego w Obrze... Decyzja o podjęciu pracy na własny rachunek była trafna.
— A tak się bałam, że nie będzie robót! Na początku z tym była największa trudność. Bo i konkurencja duża, i inwestorzy nieufni wobec nowych firm. To bolączka — wspomina.
W chwilach zwątpienia otuchy dodawały jej córki. I mąż — też budowlaniec. Ale firmę ma własną!
— Nie konkurujemy ze sobą — zapewnia Danuta Bocer-Karcz.
Plany na przyszłość? Chce, by firma się rozwijała. Zamierza dalej podnosić kwalifikacje pracowników — wciąż zależy jej, by ludzie utożsamiali się z firmą.
