Od poniedziałku na warszawskiej giełdzie rozpoczęła się korekta. Była oczekiwana ze względu na techniczne wykupienie rynku. Po entuzjastycznym otwarciu do gry weszła podaż i doszło do realizacji zysków.
Niepokojące jest to, że źródłem słabości rynku była rosnąca rentowność obligacji amerykańskich (wróciły do poziomu z sierpnia). Kiedy rynkowe stopy procentowe są w USA wysokie, kapitał znika z rynków rozwijających się i wraca do domu. Poza tym mocno tracił złoty, a to przyśpieszało wychodzenie zagranicy z akcji, bo inwestorzy bali się, że stracą zarówno na akcjach, jak i na kursie wymiany. Większe znaczenie dla indeksów mają obecnie polskie fundusze, które poczekają teraz na wyniki i prognozy spółek.
W tym tygodniu trzeba patrzyć na giełdy amerykańskie. Pierwsze dwa dni nie są groźne, bo fundusze będą stroiły okna wystawowe przed końcem miesiąca. Potem jednak rynek zaleje lawina raportów makroekonomicznych, a FOMC podejmie decyzję o stopach procentowych. To właśnie sytuacja w USA zdecyduje o kierunku indeksów na całym świecie. Zmienność będzie olbrzymia, a losy WIG20 będą zależały od rentowności obligacji amerykańskich. Jeśli WIG20 w końcu tygodnia przełamie poziom 3220 pkt, to powstanie średnioterminowy sygnał sprzedaży.
Piotr Kuczyński
Xelion, główny analityk