Ma już producenta z Włoch, teraz czas na Niemcy
Polscy przedsiębiorcy kibicują ekspansji Romana Karkosika. Sami też jej próbują — z coraz lepszymi efektami.
Czasy się zmieniają. Jeszcze kilka lat temu inwestycje polskich firm w Europie Zachodniej należały do rzadkości.
— W rozmowach czuło się, że polska firma nie jest akceptowana w roli inwestora — podkreślał kiedyś Dariusz Mańko, prezes Kęt, które kilka lat temu planowały przejęcia w Niemczech (bez powodzenia).
Po zastoju — rozmach…
Na dodatek często szło jak po grudzie. Przykład? Z problemami borykał się Polski Koncern Naftowy Orlen, który w 2002 r. kupił w Niemczech sieć stacji benzynowych (choć ostatnio ją rozbudowuje). Porażką okazał się też niemiecki projekt Boryszewa, kontrolowanego przez Romana Karkosika. Kuag Elana, czyli przejęty producent granulatu poliestrowego, zbankrutował, a wyjściu Boryszewa z inwestycji towarzyszył długotrwały proces sądowy.
Tego ostatniego problemy jednak nie zniechęciły. Wraca do "starej" Europy, i to z rozmachem. Tym razem celuje w branżę motoryzacyjną. Jego Boryszew przejął już za 100 mln zł zakłady włoskiej grupy Maflow, czyli producenta przewodów klimatyzacyjnych działającego na skalę światową. Potem usiadł do due diligence Cablelettry, czyli włoskiego producenta wiązek przewodów do samochodów, który też ma zakłady na kilku kontynentach. W tym samym czasie na stole pojawiły się jeszcze dwa projekty, lecz tajne — włoski i niemiecki. Ten drugi ujawniony został dopiero wczoraj. Chodzi o SaarGummi, wiodącego w Europie producenta systemów uszczelnień pojazdów, czyli np. uszczelek do szyb, drzwi, maski, bagażnika i pozostałych gumowych elementów.
— Ładna transakcja, stanowiąca uzupełnienie portfolio Boryszewa w segmencie wyrobów gumowych — mówi z podziwem Rafał Orłowski z firmy doradczej Automotive Suppliers.
…mimo konkurencji…
O warunkach transakcji nic na razie nie wiadomo. Wcześniej przedstawiciele Boryszewa anonsowali, że jej wartość może być wyższa od wartości przejęcia Maflow.
— Atutem SaarGummi jest zaawansowanie technologiczne i obecność na całym świecie, czyli m.in. w Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Indiach, w Czechach i na Słowacji. Grupa upadła, ponieważ straciła płynność w okresie kryzysu na rynkach finansowych i w branży motoryzacyjnej. Cały czas jednak działa, a w 2010 r. miała 306 mln EUR sprzedaży — podkreśla Jean-Olivier Boghossian, tymczasowy zarządca SaarGummi.
Roman Karkosik nie powinien się jednak spieszyć z odtrąbieniem sukcesu. Na razie jego oferta zakwalifikowała się do drugiego etapu rozmów.
— Łącznie mamy około 40 chętnych do złożenia oferty, a do zamknięcia transakcji może dojść za dwa miesiące — zaznacza Jean-Olivier Boghossian.
Dziś we Frankfurcie ma dojść do spotkania menedżerów Boryszewa z przedstawicielami banków kredytujących SaarGummi oraz z przedstawicielami koncernów samochodowych, czyli największych klientów włoskiej grupy.
…bo pomaga dobra opinia
Jak to możliwe, że polska firma startuje w tylu przetargach? Wygląda na to, że Zachód zorientował się, że polski inwestor może być cenny. Menedżerowie Romana Karkosika sygnalizują, że po przejęciu Maflow oferty kolejnych kandydatów same trafiają na ich biurka. Podsyłają je koncerny samochodowe, którym zależy na dobrej kondycji poddostawców.
Jeśli transakcja Boryszewa się powiedzie — będzie to kolejny sygnał, że polskie firmy są w Europie Zachodniej "na fali". I to nie tylko Roman Karkosik. Niemiecka spółka PKN Orlen, po latach słabej kondycji, nie dość, że poprawia wyniki, to jeszcze rozpycha się na rynku. Kupiła właśnie 56 stacji od austriackiego koncernu OMV. Po transakcji jej sieć, która działa pod logo Star, rozrośnie się do 574 obiektów.
Lepiej wiedzie się też szkockiej spółce Rawlplug, należącej go Koelnera, która jeszcze niedawno poważnie obciążała wyniki finansowe polskiej matki. Przeszła jednak restrukturyzację i w tym roku powinna zarabiać. Poprawę widać również w niemieckiej i francuskiej spółkach Comarchu. W czwartym kwartale 2010 r. obie firmy informatyczne miały po raz pierwszy wyjść na plus. W Niemczech, Austrii i Szwajcarii od dawna dobrze sobie radzi także firma z grupy Asseco Poland — Asseco DACH. W Danii zainwestowała z kolei Amica Wronki. Kupiła duńskiego producenta "białej techniki", czyli Gram Domestic. Obecnie produkcja w Danii została przeniesiona do Polski, a Amica korzysta z sieci sprzedaży firmy duńskiej i jej marki handlowej.
Polacy inwestują
W krajach starej Europy nasze inwestycje można policzyć na palcach jednej ręki. Polscy przedsiębiorcy inwestują głównie w naszym regionie: w Rumunii — m.in. Maspex, Ambra, Porta KMI, CanPack, Asseco, Ciech, Kruk, Ulma, Bioplant, w Bułgarii — JW Construction, GTC, Cinema City, na Litwie — Huta Szkła Warta, Trakcja Polska, ABC Data, na Słowacji — Merkury Market, Fota, Mercor. Najwięcej polskich przedsiębiorców zainwestowało na Ukrainie. Są to m.in. KOV, Getin, Can Pack, Groclin, Forte, TZMO, PKO BP, PZU, Barlinek, Bioton, Fakro, Nowy Styl, Plast-Box, Fota, Wawel, Indykpol, Ulma, Agora, GPW, Telefonia Kable, Wandalex, Bakalland, Duda, Polimex-Mostostal. Biznes na Białorusi rozwijają Atlas, Śnieżka, Inco Food i Mispol.
Okiem przedsiębiorcy
Janusz Filipiak, prezes i właściciel Comarchu (ma spółki we Francji i w Niemczech)
Kibicuję panu Karkosikowi
Prowadzenie biznesu w "starej" Europie jest trudne, ale po pierwsze — gdzie nie jest ciężko, a po drugie — i tak musimy tam być. Niewątpliwą zaletą tych rynków jest ich przewidywalność. Otoczenie biznesowe jest uporządkowane, ryzyko znane — więc pozostaje się skoncentrować na ciężkiej pracy. Wprawdzie przedsiębiorca ma tam mniejszą elastyczność, m.in. ze względu na kwestie pracownicze, ale powtarzam — można się na to ryzyko wcześniej nastawić. Dla porównania: inwestując w Europie Wschodniej, przedsiębiorca nigdy nie może być pewny, czy po transakcji nie będzie miał nieprzyjemnych niespodzianek.
Uważam, że największą blokadą, która powstrzymuje polskie firmy przed inwestowaniem w Europie Zachodniej, jest blokada psychiczna. A plany Romana Karkosika uważam za perspektywiczne i im kibicuję.