Elżbieta Kuzio: Karty płatnicze stają się zwykłym elementem rynku
DYNAMICZNY RYNEK: Niewielu z nas uświadamia sobie, że posiadanie kilku kart jest przejawem praktycyzmu — uważa Elżbieta Kuzio. fot. Borys Skrzyński
Polski rynek płatności kartowych znajduje się na bardzo ciekawym etapie swego rozwoju. Nie jest już rynkiem raczkującym, karty na dobre wtopiły się w krajobraz gospodarczy naszego kraju. Każdy szanujący się bank oferuje swym klientom poprzez karty szybki dostęp do własnych pieniędzy czy wygodny kredyt bez zbędnych formalności. Od 10 lat intensywnie rozwijana jest sieć placówek honorujących karty światowych i lokalnych systemów. Polacy polubili, na wzór obywateli państw wysoko rozwiniętych, posługiwanie się plastikiem zamiast gotówki.
DAWNO za nami półgodzinne oczekiwanie na autoryzację czy przytłaczająca przewaga płatności dokonywanych w naszym kraju przez cudzoziemców, czy wreszcie brak sklepów, gdzie można płacić kartami za artykuły codziennego użytku. Dziś ponad 80 proc. wartości obrotu kartowego generują polscy użytkownicy. Daleko nam jednak do rynków dojrzałych, które karty wprowadziły do obrotu 20 czy 30 lat temu.
LUDZIE przejawiają małą aktywność i nie dokonują świadomych wyborów spośród produktów przedstawianych im przez instytucje bankowe. Często akceptują pierwszą przedstawioną im ofertę, nie w pełni odwzorowującą ich potrzeby. Niewielu z nas uświadamia sobie, że posiadanie kilku kart jest przejawem zdrowego rozsądku i praktycyzmu, nie zaś snobizmem. Każdy plastik bowiem może dawać inne możliwości zarządzania własnymi pieniędzmi. W krajach dojrzałych kartowo jest to powszechnie znana prawda. Nie mamy także odpowiadającej krajom zachodnim infrastruktury informatyczno-telekomunikacyjnej.
JESTEŚMY w rozwoju kart płatniczych na etapie wieku młodzieńczego. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszego rynku jest jego dynamizm, i to w każdym aspekcie rozwoju — liczby kart, liczby punktów honorujących plastik. Wszędzie widać ogromne przyspieszenie. Po początkowych latach nieufności, obserwowanym zjawisku martwych (nieaktywnych) kart czy punktów handlowo-usługowych, następuje zwrot ku normalności.
JAKO rynek młody przeskakujemy pewne etapy rozwoju czy wręcz wyprzedzamy te dojrzalsze. Jako drudzy w świecie wprowadziliśmy obsługę kart z mikroprocesorem w standardzie EMV. Na ukończeniu są prace nad kartą wirtualną, dedykowaną specjalnie płatnościom internetowym. Oferujemy nowoczesny i bezpieczny sposób płacenia kartami w Internecie w trybie online. Intensywnie opracowywane są nowatorskie rozwiązania dotyczące wykorzystania sieci GSM.
ZAPADLIŚMY jednak na typową dla wieku młodzieńczego przypadłość — negowanie doświadczenia starszych i powtarzanie cudzych błędów. Z obserwacji rozwoju rynków zachodnich można wyciągnąć i bezpośrednio importować na nasz grunt wiele rozwiązań. Harmonijnym i przynoszącym zyski wszystkim — bankom, okazicielom kart i sklepom — sposobem minimalizowania wydatków i maksymalizowania zysków jest konsolidacja usług wokół firm ściśle specjalizujących się w obsłudze wymienionych podmiotów. W wielu krajach wysoko rozwiniętych funkcjonują międzybankowe instytucje powołane do obsługi autoryzacji, akwizycji i wreszcie rozliczeń kartowych. Zostały one utworzone po latach wyniszczającej rynek walki konkurencyjnej pomiędzy centrami obsługi kart.
PODOBNE symptomy widać już w Polsce. Wiele polskich instytucji finansowych inwestuje w kosztochłonne centra, chcąc skupić w swych strukturach całość obsługi kart — od wydania przez rozliczenie klient- sklep. Trendem ogólnoświatowym jest korzystanie z outsourcingu — oferty wysoko wyspecjalizowanych firm. Jesteśmy na takim etapie rozwoju, że jeszcze nie za późno na konstruktywne wnioski i wkroczenie na drogę, którą podążały kraje mające długą tradycję kartową. Doświadczenie wskazuje, że najchętniej uczymy się na własnych błędach. Może jednak w tym wypadku Polak będzie mądry przed szkodą.
Elżbieta Kuzio jest prezesem spółki Polcard