Problemów związanych z budową terminala LNG w Świnoujściu, jednej z najważniejszych inwestycji na energetycznej mapie Polski, nie będą już rozwiązywali Tomasz Pepliński i Antoni Podolski. Od wczoraj menedżerowie nie są już w zarządzie spółki Polskie LNG, która odpowiada za realizację wartej 2,4 mld zł inwestycji. Prezesa Tomasza Peplińskiego zastąpił Jan Chadam, prezes Gaz-Systemu, czyli spółki matki. Został p.o. prezesa Polskiego LNG. Antoniego Podolskiego zastąpił zaś, w roli p.o. wiceprezesa, Robert Soszyński, oddelegowany z rady nadzorczej.
— Skończyła się kadencja. Ogłosiliśmy konkurs — tłumaczy decyzję Małgorzata Polkowska, rzeczniczka Gaz-Systemu. Można spekulować, że gdyby dotychczasowy zarząd był dobrze oceniany przez właściciela, to prowadziłby spółkę aż do rozstrzygnięcia konkursu. Tak się jednak nie stało. Budowa terminala LNG ma umożliwić dostarczanie do Polski statkami gazu skroplonego, która następnie byłby w terminalu rozprężany. Dla kraju uzależnionego od dostaw gazu z Rosji to projekt o kluczowym znaczeniu.
Jego realizacja to od początku pasmo problemów. Pierwotnie terminal miał być oddany latem zeszłego roku. Polskie LNG chętnie zasłania się m.in. bankructwem wykonawcy, czyli budowlanej firmy PBG. Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli uznała ostatnio, że winna jest niewłaściwa praca Gaz-Systemu i Polskiego LNG, a także nieskuteczny nadzór ministerstw.
Do tego dochodzi konflikt z obecnym głównym wykonawcą terminala, czyli włoską firmą Saipem. Włosi uzależniają termin oddania projektu od jednego — wyższego wynagrodzenia za dodatkowe, w ich opinii, prace, a strona polska płacić nie chce. Terminal jest już gotowy w około 97 proc., a otwarcie — według deklaracji resortu skarbu — ma nastąpić „w 2015 r.”.
Moment jest ważny również dla polskiego PGNiG, który potrzebuje terminala do odbioru zakontraktowanych z Kataru dostaw LNG. Katarczycy zgodzili się już opóźnić dostawy o rok, co dla PGNiG oznaczało ulgę i odsunięcie widma miliardowych kar. Kolejne opóźnienia mogłyby oznaczać, że ono wróci.