Kasyna Olimpic idą pod nóż

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2009-03-11 00:00

Andri Avila, szef estońskiej grupy, przyznaje, że sytuacja jest bardzo zła. Chce ratować kasyna, wprowadzając... lekkie posiłki.

Hazardowa firma szuka recepty na ciężkie czasy

Andri Avila, szef estońskiej grupy, przyznaje, że sytuacja jest bardzo zła. Chce ratować kasyna, wprowadzając... lekkie posiłki.

Andri Avila, prezes Olympic Entertainment Group (OEG), notowanego na giełdach w Tallinie i Warszawie operatora kasyn (w Polsce ma ich dziewięć), nie wyklucza w tym roku ograniczenia działalności. Zapowiedział to w dzienniku "Aripaev", estońskim odpowiedniku "Pulsu Biznesu". Już w ubiegłym roku grupa zamknęła 10 ze 143 kasyn, a na pierwsze półrocze zaplanowała zamknięcie kolejnych 15.

Sieć do ścięcia

— Jeśli sytuacja się nie poprawi, możemy być zmuszeni do zamknięcia 30 proc. z nich. W niektórych przypadkach decyzje już zapadły, w innych są w toku. Nie chcę podawać konkretnych lokalizacji i dat — dodaje szef OEG.

Najwięcej obiektów grupa ma w Estonii (36), na Łotwie (33), Ukrainie (24) i Litwie (16). W ubiegłym roku cięła na Łotwie. W Polsce, gdzie firma ma dwie marki: Olympic i Casino Polonia, otworzyła dwa nowe kasyna — w Kielcach (za 2,5 mln EUR) i w warszawskim Hiltonie (za 7 mln EUR) oraz wyremontowała jedno Casino Polonia.

Ze względu na trudności finansowe OEG zrealizuje tylko bardzo okrojone inwestycje.

— Otworzyliśmy w tym roku dwa kasyna: na Słowacji i Litwie. Planujemy jeszcze przeprowadzić niskokosztowy rebranding w Polsce. Inwestujemy też w nowy model, który ma zachęcić ludzi do spędzania wolnego czasu w kasynach — mówi Andri Avila.

Mniej gry, więcej jedzenia

Od początku drugiego kwartału oprócz napojów w kasynach serwowane będą lekkie posiłki. Zwiększy się powierzchnia dla osób, które nie uprawiają hazardu. Kilka jaskiń hazardu nie będzie czynnych przez całą dobę.

Cięcia oraz zmiana strategii mają zagwarantować, że przychody wzrosną, a tegoroczna strata nie będzie tak duża jak w 2008 r., gdy sięgnęła 446,1 mln EEK (134,7 mln zł). Szef firmy nie ujawnia jednak, czy w pierwszym kwartale grupa zanotuje stratę. Zapewnia natomiast, że OEG nigdy nie zbankrutuje.

— Nie popełniliśmy kardynalnych błędów. Można by na przykład powiedzieć, że lepiej było nie rozwijać się tak agresywnie w Europie Wschodniej. Ale kilka lat temu nikt nie zdawał sobie sprawy z rozmiarów kryzysu. Jednocześnie rynki Europy Wschodniej gwarantowały znaczną część naszych wzrostów. W przyszłości te rynki będą miały duży potencjał i obecność na nich jest ważna — przekonuje Andri Avila.

Małgorzata Grzegorczyk