Minister skarbu Aleksander Grad przez cały dzień taktycznie zwlekał z ogłoszeniem komunikatu o definitywnym zatonięciu katarskiej tratwy ratunkowej dla stoczni w Gdyni i Szczecinie. Politycznie można go zrozumieć, jako że 31 sierpnia ma przecież szczególną wymowę w historii i Polski, i przemysłu stoczniowego. Za to Komisja Europejska nie odczuwała patosu chwili i dużo wcześniej ujawniła gorzką prawdę, iż rząd polski poprosił ją o przesunięcie terminu sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie.
Konferencja załamanego ministra potwierdziła, że rząd Donalda Tuska zdecydowany jest na kontynuowanie PR-owskiej szamotaniny. Stoczniowy deszcz wręcz leje, ale w optyce władzy świeci inwestycyjne słońce. Zakupem stoczni ponoć wciąż jest zainteresowany niesłowny Qatar Investment Authority... Przecież sytuacja branży okrętowej praktycznie wyklucza nabycie w całości tak nierentownych zakładów.
W tych szczególnych dniach czynimy wyjątkowo dużo historycznych odniesień do drugiej wojny światowej. Siedemdziesiąt lat temu kategoria public relations jeszcze nie istniała, ale obowiązywały rygory propagandy wojennej, stosowane przez wszystkie strony. Nawet największe klęski na froncie przedstawiane były następującymi słowami: "kontynuując natarcie nasze wojska wycofały się na z góry upatrzone pozycje". I właśnie taki komunikat w odniesieniu do losów stoczni w Gdyni i Szczecinie wydał wczoraj minister skarbu państwa.