Ruszyła kolejna edycja kampanii „Kupując polskie, dajesz pracę”. Promuje krajowe produkty, zgrabnie omijając zakazy Unii Europejskiej.
Kampania, która zachęca ludzi do kupowania towarów wyprodukowanych w Polsce, to pomysł genialny w swej prostocie. Korzystają na nim wszyscy: producenci, konsumenci i pomysłodawcy.
Najpierw był pomysł
Na pomysł wpadł Jacek Sadowski, dyrektor agencji reklamowej Demo Effective Launching z Krakowa. Tuż przed wejściem Polski do Unii Europejskiej zorgani- zował pierwszą kampanię pod hasłem „Kupując polskie, dajesz pracę”.
— To był moment, kiedy ludzie byli uwrażliwieni na to, jak nowa sytuacja wpłynie na naszą gospodarkę. Postanowiliśmy pomóc rodzimym producentom i uświadomić Polakom, że to, co kupują, przekłada się na sytuację konkretnych przedsiębiorstw. A tym samym na miejsca pracy — opowiada Sadowski.
W „czynie społecznym” agencja przygotowała spot telewizyjny, ogłoszenia prasowe i znak „Dajesz pracę”. Partnerzy medialni akcji, w tym TVN, TVP i Polsat, za darmo je wyemitowali.
— Wyniki pierwszej edycji przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Z badań TNS OBOP wynika, że po półtora miesiąca akcji liczba patriotów konsumenckich wzrosła niemal trzykrotnie — z 5 do 13,5 proc.! Okazało się, że dla 65 proc. kupujących informacja o polskim pochodzeniu towaru przemawia za tym, żeby go kupić! — cieszy się Sadowski.
Unijne kłopoty
Cóż z tego... Przystępując do Unii, podpisaliśmy cyrograf zabraniający promowania rodzimych produktów.
— Ale tylko wtedy, jeśli robiłoby to państwo. Nawiązaliśmy więc kontakt z „Guaranteed Irish”, podobną fundacją, która działa w Irlandii od 25 lat, nie przeszkadzając unijnym urzędnikom. Dzięki pomocy Irlandczyków i naszych prawników opracowaliśmy taką formułę, która jest legalna — tłumaczy Jacek Sadowski.
Diabeł tkwi w zapisie, że znak „Dajesz pracę” nie jest znakiem jakości, tylko informacją, że produkt jest polski. Żeby go zdobyć, trzeba wykazać, jaki procent nakładów poniesionych na produkcję został wydany w Polsce.
— Inwestor może mieć kapitał zagraniczny, ale jeśli jego fabryka jest na Mazurach, pracują w niej Polacy i używają polskiego mleka — ma prawo ubiegać się o znak na takich samych zasadach jak rdzennie polska firma — mówi Michał Czarniecki z fundacji „Dajesz pracę PL”, która powstała po sukcesie pierwszej kampanii.
Jednak produkty kiepskiej jakości nie mają szans.
— Z pięćdziesięciu wniosków, które do nas trafiły od zeszłego roku, kilkanaście odrzuciliśmy, bo, nie byłyby godnymi reprezentantami znaku — informuje Czarniecki.
Fakt, nie ma co się chwalić robaczywym jabłkiem. A do tego owocu nawiązuje design odznaki.
— To dlatego, że jabłko kojarzy się z Polską, a przy tym nie jest jeszcze kojarzone z konkretnymi markami, w przeciwieństwie na przykład do bananów — dodaje Czarniecki.
Fala zgłoszeń
Ma pełne ręce roboty, bo zgłoszeń napływa coraz więcej. Rozpatrywane są w kilku kategoriach (np. kosmetyki, jogurty, materiały budowlane, środki czystości itp.), a w każdej z nich odznakę przyznawaną na okres 1 roku mogą dostać tylko dwie firmy. Po roku laureat staje do konkursu na równi z tymi, którzy ubiegają się o znak po raz pierwszy. Na razie do naklejki „Dajesz pracę” mają prawo m.in. środki myjące Skrzat, jogurty Bakoma i sieć hipermarketów Tesco. Ta ostatnia sprzedaje niemal wyłącznie (95 proc.) towary wyprodukowane na miejscu. Każdy laureat musi zapłacić za prawo używania znaku, w zależności od wielkości firmy — od kilku do kilkudziesięciu tys. złotych.
Czy to się opłaca? Najwyraźniej tak! W tym roku kampania „Kupując polskie, dajesz pracę” wystartuje nie tylko na wiosnę, ale też latem.
— Korzystamy z tego, że w wakacje komercyjne wykorzystanie billboardów i czasów reklamowych jest mniejsze, więc ich właściciele odstępują nam powierzchnie za darmo albo dają spore zniżki — mówi Czarniecki. Już niedługo ruszy też akcja „Dni produktu polskiego”.
Zapał na długo?
— W sklepach i hipermarketach zorganizujemy konkursy, rozdamy ulotki. Chcemy być tam, gdzie zapada decyzja, tuż przy półce z towarami — dodaje Czarniecki.
Prawdopodobnie nie będzie to jednorazowa akcja. W końcu fundacja „Dajesz pracę PL” powstała właśnie po to, by akcja „znakowania” polskich produktów nie była jednorazowym, patriotycznym zrywem.