Każdy pracownik może być szpiegiem
Szpiegostwo gospodarcze jest dzisiaj jednym z poważniejszych zagrożeń w biznesie. Przestępstwa tego typu są bardzo trudne do wykrycia, bo złodziejem informacji może być w zasadzie każdy pracownik. Dlatego lepiej przed szpiegiem się bronić, niż próbować go złapać.
„Puls Biznesu”: Z jakich zagrożeń polscy biznesmeni nie zdają sobie sprawy?
Krzysztof Jaskólski: Jeżeli chodzi o zagrożenia stricte biznesowe, z pewnością jest to wykradanie wiedzy i informacji z zakresu prowadzenia działalności gospodarczej. Chociaż w tej chwili takie przypadki nie są właściwie nagłaśniane w Polsce, to w wielu firmach niestety mają miejsce. Ogólnie takie zagrożenia można określić jako wywiad gospodarczy.
— Jak to się robi w naszym kraju?
— Często kradzież informacji gospodarczych następuje poprzez wprowadzenie do firmy agenta, żeby od środka rozpoznał np. system zarządzania. Jego zadaniem jest przede wszystkim kradzież pewnych informacji. Często mężczyźnie podstawia się atrakcyjną kobietę lub odwrotnie. W tym momencie osoba współpracująca z konkurencją albo firmą, która zbiera informacje na zlecenie, wykorzystuje kontakty damsko-męskie. Sytuacja jest wówczas na tyle delikatna, że nagabywana osoba nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest wykorzystywana. Innym przykładem może być pracownik odchodzący z firmy. Zabiera ze sobą np. bazę danych i przechodzi do konkurencji. Jakiś czas temu trafiłem nawet na ogłoszenie w prasie „sprzedam — tu padła nazwa konkretnej firmy — informacje na temat strategii rozwoju takiej i takiej firmy”. To być może trochę przerysowany przykład, aczkolwiek rzeczywiście miał miejsce kilka miesięcy temu.
— Czy wywiadownie gospodarcze zbierają w ten sposób informacje o firmach?
— Odpowiem może w ten sposób. Oficjalnie oczywiście nie. Natomiast nieoficjalnie... wiele rzeczy się zdarza. Przecież głównym źródłem informacji jest człowiek.
— Czy w Polsce często dochodzi do kradzieży informacji?
— Niestety, w tej chwili jest to zjawisko bardzo trudne do zmierzenia. Słyszałem od różnych osób, że takie przypadki mają miejsce. Natomiast rzadko spotykamy się z oficjalnym zgłoszeniami na policję tego typu przestępstwa.
— Jak rozpoznać szpiega w firmie?
— Hmmm... Ciężko jest ogólnie scharakteryzować osobę, która kradnie informacje z firmy. Nie powiem panu, że jest to osoba bardzo pilna, z wyglądu atrakcyjna. Chociaż to rzeczywiście mogą być właściwe cechy szpiega. Dużo ważniejsze niż samo rozpoznanie jest obrona przed nim. Należy stworzyć wewnętrzny system ochrony firmy.
— W jaki sposób?
— Trzeba przede wszystkim ograniczyć dostęp do niektórych pomieszczeń, np. archiwum, gabinetu prezesa, pionów planowania strategicznego itp. To jest jedna rzecz. Drugą bardzo istotną sprawą jest wyznaczenie lub zatrudnienie osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo wewnętrzne firmy. Kolejna rzecz to dobór kadr, który się u nas bardzo lekceważy. Zatrudnianie ludzi opiera się w Polsce na liście motywacyjnym, życiorysie, rzadziej wymagane są referencje. Tymczasem na Zachodzie często stosuje się specjalistyczne badania. Mam na myśli testy psychologiczne, badania na wariometrze czy korzystanie z usług prywatnych detektywów. Tak postępuje się w przypadku zatrudniania osób na bardzo wysokie stanowiska. Ci ludzie powinni być dość dokładnie sprawdzani.
— Na jakie stanowiska trafiają podstawieni ludzie?
— To może być zwyczajna sprzątaczka, która wykorzystuje ludzką niefrasobliwość — zostawianie ważnych dokumentów na biurku. Może to być ekipa monterska. Nie mówię już o tym, że szpiedzy mogą pracować w firmie ochroniarskiej, która obsługuje budynek i zabezpiecza nasze mienie. Na ten problem należy patrzeć bardzo szeroko. Rzadko podstawia się prezesa, głównego księgowego czy szefa planującego strategię firmy. Bardziej prawdopodobne jest, że informacje kradnie zwykły, szary pracownik, nie rzucający się nikomu w oczy. Jest bardzo pilny i zostaje po godzinach w pracy.
— Wspomniał Pan o tym, że w zasadzie nie ma zgłoszeń o takich przestępstwach. Dlaczego?
— Po pierwsze, takie informacje bardzo szybko trafiają do mediów, a to uderza w wizerunek firmy i podważa jej wiarygodność. Po drugie, jeżeli kradzież nie była zlecona przez konkurencję, to sygnał o przestępstwie sprawia, że i konkurencja zaczyna poszukiwać tych danych. Po trzecie, naprawdę trudno udowodnić komuś, że ukradł dane, bo np. bazę danych można po prostu skopiować nie zostawiając żadnych śladów.
— Nie ma przestępstwa, nie ma poszkodowanego, nie ma kary. W takim razie złodzieje informacji są bezkarni?
— Kodeks karny w artykułach 266 i 269 mówi m.in. o sprawach związanych z karalnością za czyny przestępcze związane z ujawnieniem tajemnicy. Za ujawnienie tajemnicy służbowej handlowej grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności. Za kradzież informacji tak samo. Nie są to zbyt restrykcyjne kary, ale nie można powiedzieć, że człowiek łamiący te przepisy pozostaje bezkarny.
— No tak, ale to w dalszym ciągu nie świadczy o tym, że ci ludzie są karani.
— I to jest właśnie problem, ponieważ jeżeli policja nie ma informacji o zdarzeniu, to nie może podjąć żadnych kroków, bo o nim nie wie. Skala kradzieży intelektualnej zaskoczyła cały świat. Nie tylko w naszym kraju istnieje problem z tego rodzaju przestępczością.
— To teraz proszę sobie wyobrazić, że ten wywiad czyta jakiś biznesmen. Jestem pewien, że przynajmniej na chwilę wzrosło w nim poczucie zagrożenia i właśnie zaczyna się rozglądać dookoła, czy przypadkiem gdzieś za nim nie czai się jakiś szpieg.
— Dobrze, że pan poruszył ten temat. Naszym celem nie jest straszenie. Celem tego wywiadu powinno być poinformowanie ludzi o tym, że takie zdarzenia mogą zaistnieć. Czytelnik powinien być ostrożny i czujny, ale nie może popadać w skrajności. W Polsce w ogóle panuje psychoza strachu. Jeżeli w badaniach opinii publicznej 70-80 proc. polskiego społeczeństwa informuje, że się boi, to mogłoby to oznaczać, że żyjemy w kraju totalnie niebezpiecznym. Z kolei biorąc pod uwagę policyjne statystyki, nie jest to do końca prawdą. Porównując je np. z krajami zachodnimi, okazuje się, że wiele europejskich państw pod względem liczby popełnionych przestępstw znacznie nas przewyższa. Nie można pozwolić się zastraszyć. Bo jeżeli tak się stanie, to ułatwiamy drogę potencjalnym przestępcom. Osoba zastraszona zaczyna widzieć przestępcę w każdym, ale nie dostrzeże tego właściwego.
Krzysztof Jaskólski jest specjalistą ds. bezpieczeństwa w biznesie w Biurze Koordynacji Służby Prewencyjnej Wydziału Kontaktów Społecznych i Profilaktyki w Komendzie Głównej Policji.