Panowanie nad branżą chemiczną nie stwarza takich możliwości, jak panowanie nad PKP. Koleje są państwem w państwie, bardziej nawet niż Wojskowe Służby Informacyjne, i nie lubią być traktowane jako zwykła działalność komercyjna. Rekordowy absurd, w postaci przystanku Włoszczowa Północ na przeznaczonej dla Intercity Centralnej Magistrali Kolejowej, gubi się w ogólniejszej niegospodarności. Zaś służalczość wobec władzy może być nagrodzona. Zatrzymując ekspresy wedle widzimisię aktualnych kacyków, Polska ośmiesza się jako kraj ubiegający się o europejskie korytarze transportowe. Za to władza smakuje prawie tak jak w PRL.
Synteza chemiczna nie daje podobnych możliwości. Jeśli więc Ministerstwo Skarbu Państwa zrywa umowy na Azoty Tarnów i Kędzierzyn, to jako wyraz znanej niechęci, by cokolwiek prywatyzować. Wrogość ministerstwa wobec własnych zadań statutowych przesłania nawet zapisy ustawy budżetowej. Każdy pretekst jest dobry. Na przykład niekorzystna relacja cena/zysk, chociaż w przypadku Tarnowa sednem transakcji nie jest cena 360 mln złotych, lecz pakiet inwestycyjny rzędu 500 mln złotych. Po co komu spojrzenie przez pryzmat przyszłej konkurencyjności branży i kosztownych wymogów regulacji REACH?
Lekarstwem na całe zło staje się dziś konsolidacja zza biurka, oczywiście bez pytania zainteresowanych zakładów. Naprawdę trzeba docenić kreatywność Ministerstwa Skarbu Państwa, gdy wymyśla powody zaniechania kolejnych prywatyzacji. Kreatywni inaczej!