Produkcja świec w UE jest — według Europejskiego Stowarzyszenia Świec (ECA) — warta 1,5 mld EUR. Unijnym liderem jest Polska, która już kilka lat temu wyprzedziła pod tym względem Niemcy. Poza Koroną, największym w Europie producentem świec zapachowych i dostawcą marek własnych (private label), m.in. dla firm IKEA czy Walmart z fabrykami w Wieluniu i w stanie Wirginia w USA czy firmy Bispol, która w Łańcucie na Podkarpaciu zatrudnia 550 osób i właśnie buduje zakład za 30 mln zł, są tu obecni duzi zagraniczni producenci. Dla wszystkich mamy złe wieści.
![Krzysztof Jabłoński, prezes Korona Candles, obawia się nieprzewidywalnej konkurencji z Azji, ale liczy, że jego firma obroni się w przypadku zalewu rynku tanimi chińskimi świecami dzięki inwestycjom w nowoczesne technologie. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/cbd9373e-ec7a-4ad4-8715-c1752192ffca/c26a2026-3ae8-585f-820f-59ef6b43613f_w_400.jpg)


To błąd
Po ponadrocznej procedurze Komisja Europejska ogłosiła na początku sierpnia, że nie przedłuży ceł antydumpingowych na świece sprowadzane z Chin.
— To błąd Komisji. Moją firmę chroni technologia, bo sporo zainwestowaliśmy w nowy park maszynowy. Ale dla całej branży, której wielu przedstawicieli działa w Polsce, to zagrożenie. Cło antydumpingowe powinno być utrzymane, podobnie jak w USA — uważa Krzysztof Jabłoński, prezes Korona Candles. Obawia się powrotu cen dumpingowych.
— W Europie mam przewidywalnych konkurentów, a Chińczycy tacy mogą nie być — obawia się Krzysztof Jabłoński.
Witold Sobuś, prezes Bispolu, przypomina, że w przeszłości europejskie firmy źle wyszły na chińskiej konkurencji.
— Kilka fabryk zbankrutowało właśnie dlatego, że cła antydumpingowe wprowadzono zbyt późno. Cło skutecznie hamowało napływ chińskich świec na europejski rynek i pozwoliło rozwinąć się wielu firmom. Powrót dużej ilości świec z Chin spowoduje, że europejscy producenci będą mieć problemy — przewiduje Witold Sobuś.
Niezmierzony rynek
Cła antydumpingowe wysokości 549,33 EUR za tonę paliwa KE nałożyła na chińskie świece w 2009 r. Tylko kilku chińskich producentów miało indywidualne, niższe stawki, a kilka firm zostało zwolnionych z cła. Gdy zbliżało się wygaśnięcie ceł, na początku 2014 r. 16 unijnych producentów reprezentujących ponad 25 proc. produkcji złożyło wniosek o ich przedłużenie.
W maju 2014 r. KE wszczęła procedurę i zbadała chińskich i unijnych producentów, importera z UE, a także jedną amerykańską firmę. Podczas badania okazało się, że nie sposób oszacować chiński rynek, bo tamtejsze stowarzyszenie przemysłu chemicznego ds. świec nie gromadzi informacji na temat produkcji. Unijne firmy podkreślały, że chińscy producenci nie wykorzystują mocy produkcyjnych, a sporo nieczynnych zakładów może zostać uruchomionych od razu.
Nie i koniec
Komisja zmiażdżyła ich argumenty.
„Jeśli chodzi o znaczenie domniemanych chińskich niewykorzystanych mocy produkcyjnych, wizyty weryfikacyjne w objętych próbą przedsiębiorstwach wykazały, że pomimo obowiązujących ceł działają one przy dużym wykorzystaniu mocy produkcyjnych, a niewykorzystane moce produkcyjne są zerowe lub znikome. Wskazywałoby to, że chińscy producenci eksportujący raczej dostosowali się do spadku światowego popytu, który przypisuje się kryzysowi finansowemu. W każdym razie zachowanie chińskich producentów eksportujących niepodlegających środkom, których wywóz do UE zmniejszył się w badanym okresie, wskazuje na aktualny brak motywacji do reaktywowania rzekomo niewykorzystanych zakładów produkcyjnych” — brzmi stanowisko KE.
Komisja zwróciła uwagę, że mimo konkurencji unijny przemysł wzmocnił swoją pozycję w UE i dziś 170 firm produkuje około 400 tys. ton świec, podczas gdy konsumpcja w okresie badania, czyli od 1 kwietnia 2013 r. do 31 marca 2014 r., wyniosła 443,9 tys. ton.