KE otwiera gazowe rozmowy

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-02-09 22:00

To dla Polski gorący temat. Bruksela rozpoczyna rozmowy o bezpieczeństwie dostaw gazu. Na czym nam zależy, kto nam może przeszkadzać?

To pierwsze poważne podejście Komisji Europejskiej prowadzonej przez Jean- -Claude’a Junckera do tematów gazowych. W najbliższych dniach KE przestawi projekt tzw. pakietu bezpieczeństwa dostaw, nazywanego również pakietem zimowym. Polska może być z niego zadowolona.

ROLA DLA SĄSIADA:
ROLA DLA SĄSIADA:
Michał Kurtyka, który od początku stycznia jest wiceministrem energii odpowiedzialnym za kontakty z UE, liczy na Słowaków. Ma nadzieję, że za ich prezydencji, czyli do końca 2016 r., uda się zakończyć prace nad tzw. pakietem zimowym.
Grzegorz Kawecki

— Propozycje Komisji wpisują się w naszą diagnozę stanu bezpieczeństwa gazowego Unii Europejskiej. Potrzebna jest większa solidarność i z tego punktu widzenia projekt pakietu budzi nasze zadowolenie — mówił wczoraj Michał Kurtyka, wiceminister energii odpowiedzialny za kontakty z Unią Europejską. Na razie to jednak tylko projekt. Wiążące będzie to, co z niego zostanie po negocjacjach pomiędzy 28 państwami Unii Europejskiej.

Słowacy dopną sprawę?

Pakiet bezpieczeństwa dostaw ma się składać z czterech dokumentów, a ich zawartość to, przynajmniej na razie, miód na polskie serca. Mowa w nich m.in. o regionalnym i paneuropejskim podejściu do gazowego bezpieczeństwa, o scenariuszach kryzysowych (gdy dostawca zawiedzie), o przejrzystości międzynarodowych kontraktów gazowych, a także o dobrowolnych wspólnych zakupach gazu, w tym LNG.

Polsce takie pomysły muszą się podobać. O naszym bezpieczeństwie energetycznym decydują bowiem dostawy gazu od rosyjskiego Gazpromu, z którym relacje najczęściej są napięte. Paneuropejskie podejście pachnie przecież Unią Energetyczną, na której zależało jeszcze byłemu premierowi Donaldowi Tuskowi. Jednak codziennością naszego kraju jest analiza scenariuszy kryzysowych, bo terminal LNG w Świnoujściu dopiero uruchamiamy, a o rozbudowie połączeń transgranicznych na razie myślimy. Cieszy też postulat przejrzystości umów gazowych (i kontroli ex ante) — wszak od lat narzekamy na to, że Polska płaci Gazpromowi więcej niż kraje zachodnie. Wspólne zakupy to też „nasz” postulat.

— Negocjacje będą trudne, ale mamy nadzieję, że uda się je zakończyć w czasie słowackiej prezydencji w UE [zaczyna się w lipcu 2016 r. — red.] — komentuje Michał Kurtyka.

Raf nie brakuje

Już teraz widać, że tematów wrażliwych będzie w tych negocjacjach co najmniej kilka. Przykładowo: czy o bezpieczeństwie gazowym stanowi wielość dostawców surowca czy wielość źródeł jego pochodzenia? Dla Polski, która kupuje gaz od spółek niemieckich, które wcześniej kupiły go od Gazpromu, to ważne pytanie.

Ciekawe może też być stanowisko Holandii, która od lat eksportuje więcej gazu, niż sama zużywa, a wewnętrzny rynek ma bardzo zliberalizowany. Narzucanie regulacji w tym obszarze może uznać za szkodliwe. Będą też prawdopodobnie głosy krytykujące cały pakiet za to, że jest przesadnie „supply-driven”, czyli zajmuje się przede wszystkim kwestią dostaw gazowych. A mógłby też dotknąć tematów popytu i efektywności energetycznej.

— Jesteśmy, oczywiście, otwarci na postulaty związane ze stroną popytową — zauważa Michał Kurtyka. Tematy energetyczne i gazowe są ostatnio w centrum zainteresowania rządu premier Beaty Szydło. W zeszłym tygodniu rozmawiała w Norwegii o budowie nowego połączenia gazowego, a dwa dni temu, na Węgrzech, o bezpieczeństwie energetycznym. © Ⓟ