Kiedy rzec: upadamy!

Albert Stawiszyński
opublikowano: 2005-12-01 00:00

Przedsiębiorca, który nie wykonuje zobowiązań, jest niewypłacalny. Czy zatem niespłacany dług w banku może być powodem bankructwa?

Spółka poznańskiego przedsiębiorcy jest sporo zadłużona.

— To głównie kredyty bankowe i pożyczki. Spółka ma jednak rynek zbytu i jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy, to powinna wyjść z recesji. Słyszałem jednak, że nawet niewielkie zadłużenie może skutkować bankructwem spółki — mówi przedsiębiorca, proszący o zachowanie anonimowości.

Okazuje się, że przepisy dotyczące ogłoszenia bankructwa wcale nie są jasne i spędzają sen z powiek wielu biznesmenom.

Według art. 11 prawa upadłościowego i naprawczego, dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli nie wykonuje swoich wymagalnych zobowiązań. A uznanie przedsiębiorstwa za niewypłacalne to przesłanka do ogłoszenia upadłości.

— Jeśli więc traktować art. 11 dosłownie, to można by uznać za niewypłacalnego każdego przedsiębiorcę, który zaciągnął kredyty czy pożyczkę na kwotę przekraczającą aktywa firmy — twierdzi Michał Wysocki, radca prawny z kancelarii Wysocki i Partnerzy.

Tę opinię potwierdza sędzia Dorota Zienkiewicz (Monitor Prawniczy z 2004 r., nr 21). Ona też ostrzega, że przedsiębiorcy, którzy z uwagi na przejściowe zatory płatnicze jedynie opóźniają się w wykonaniu swych zobowiązań, mogą być uznani za niewypłacalnych.

— Samo złożenie wniosku przez dłużnika ujemnie wpływa na jego reputację, wywołuje niepokój na rynku gospodarczym i niejednokrotnie pogłębia recesję dłużnika — twierdzi Dorota Zienkiewicz.

Jest również druga strona medalu. Dłużnikowi, który nie zgłosił w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości, grozi sankcja — np. pozbawienie prawa do prowadzenia działalności gospodarczej.

— Trzeba jednak jasno powiedzieć, że zgłoszenie wniosku o upadłość jest subiektywną decyzją osoby zarządzającej firmą. W mojej ocenie taki wniosek należy składać wówczas, gdy niewypłacalność przedsiębiorstwa jest permanentna — podkreśla Michał Wysocki.