Kiedy się opłaca dogadać z fiskusem

Magdalena Krukowska
16-03-2006, 00:00

Za porozumienie cenowe trzeba słono zapłacić. Lepiej więc zawierać je tylko przy dużych albo nietypowych transakcjach.

Stalprodukt-Centrostal Kraków rozprowadza wyroby hutnicze. Kupuje je m.in. od Stalproduktu. Choć jest jego spółką córką, musi płacić ceny rynkowe, by nie zakwestionował ich urząd podatkowy. Ceny transferowe, stosowane w transakcjach przez podmioty powiązane, bywały solą w oku fiskusa. Zarzucał firmom, że sprzedając towary czy świadcząc usługi powiązanym spółkom — zwłaszcza zagranicznym — przerzucają między siebie dochody, by zmniejszyć podatek.

Od 1 stycznia tego roku polskie firmy mają nowe narzędzie planowania i obrony cen transferowych — porozumienia cenowego.

Broń przed podatkami

Porozumienie cenowe to umowa, którą firma może zawrzeć z Ministerstwem Finansów. Ustala ona metody określania cen w transakcjach z firmami powiązanymi — również zagranicznymi.

— Chodzi o ustalenie warunków, na jakich firma będzie zawierała przyszłe transakcje, by nie były kwestionowane z podatkowego punktu widzenia. Przez okres, którego dotyczy porozumienie, władze podatkowe muszą akceptować poziom cen wynikający z zastosowania uzgodnionej metodologii, jako rynkowy — wyjaśnia Mariusz Gumola, prawnik z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Porozumienie jest ochroną dla firm. W razie powiązań organy podatkowe mogą bowiem same określać poziom dochodu do wysokości, jaką — według nich — osiągnęłaby firma, gdyby między nią a kontrahentem nie było związków. A to oznacza wyższy podatek należny, zaległość podatkową i odsetki za zwłokę. Jeśli zaś nie mamy szczególnej dokumentacji podatkowej (od 2001 r. obowiązkowej w transakcji z podmiotami powiązanymi) — zastosowanie do doszacowanego dochodu sankcyjnej stawki 50 proc. I odpowiedzialność karną skarbową członków zarządu.

— Porozumienie z Ministerstwem Finansów ma zapobiec sporom z fiskusem na tle stosowanych przez podatnika cen transferowych. W transakcjach z firmami zagranicznymi dodatkowym celem jest uniknięcie ewentualnego podwójnego opodatkowania dochodów osiąganych przez podmioty powiązane — dodaje Mariusz Gumola.

Porozumienia są wiążące dla fiskusa i podatnika. Można je zawrzeć na najwyżej trzy lata, a przedłużyć za połowę opłaty uiszczonej przy składaniu wniosku. Przed upływem terminu Ministerstwo Finansów może cofnąć decyzję, jeśli firma naruszy określone warunki. Skutki są takie, jakby porozumienia nie było. Podatnik też może wystąpić o zmianę lub uchylenie decyzji, gdy np. zmienią się warunki rynkowe.

Mało chętnych

Z informacji Ministerstwa Finansów wynika, że jeszcze nikt nie złożył wniosku o porozumienie cenowe. Kilka firm zbiera dokumenty.

— Firmy boją się zawierać porozumienia, bo muszą ujawnić władzom podatkowym szczegółową dokumentację, tajemnice handlowe. Ponadto trzeba nie tylko przeanalizować dane porównawcze, zaproponować metody ustalania cen, ale też wstępne kalkulacje i projekty kontraktów z konkretnymi kontrahentami — twierdzi Alicja Lasek, doradca podatkowy w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Postępowanie nie powinno przekraczać pół roku przy porozumieniu jednostronnym, roku — przy dwustronnym (zawartym za zgodą władzy podatkowej właściwej dla zagranicznego kontrahenta) i 18 miesięcy — przy wielostronnym.

— Fiskus może jednak te terminy wydłużyć, a w tym czasie transakcje, których miało dotyczyć porozumienie, mogą nie dojść do skutku — dodaje Alicja Lasek.

Nie zachęca może też cena wniosku (patrz ramka). Zależy od wartości transakcji, którą często trudno dokładnie oszacować. A jeśli firma ją zaniży dla planowanych transakcji, to grozi jej dodatkowa opłata.

Kiedy warto

— Porozumienie cenowe opłaca się przy dużych transakcjach, których zakwestionowanie przez władze podatkowe wpłynęłoby istotnie na rentowność i wiąże się z ryzykiem znaczących kar — mówi Iwona Georgijew, partner w Deloitte.

Chodzi np. o sprzedaż firmom z grupy kapitałowej po znacząco niższych cenach niż firmom niepowiązanym, transakcje powtarzalne i skomplikowane, dla których trudno o porównywalne dane, czy takie, w których cenę określono metodą zysku transakcyjnego lub podziałem zysków.

Porozumienie nie gwarantuje, że firmy nie odwiedzą kontrolerzy. Nie mogą, co prawda, wnikać tak głęboko w transakcje jak w trakcie normalnej kontroli, ale mogą sprawdzić, czy faktycznie stosuje się metodę określoną w porozumieniu. Co roku trzeba też przygotowywać sprawozdania z realizacji porozumienia według wzoru określonego przez Ministerstwo Finansów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Krukowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Kiedy się opłaca dogadać z fiskusem