Kim jest polski start-upowiec

Eugeniusz Twaróg
09-09-2018, 22:00

Pieniądze są nadal ważne dla młodych firm, ale coraz poważniejszym problemem jest brak odpowiedniej kadry pracowniczej.

Statystyczny start-upowiec mieszka w Warszawie (29 proc.), ma ponad 30 lat, ale mniej niż 40 lat (54 proc.), firmę założył ze znajomym (41 proc.), nie mieszkał za granicą (54 proc.) i wcale nie ma technicznego wykształcenia, ale społeczne (60 proc.). Tyle ogólna statystyka. Wejście w szczegóły pokazuje różnorodny obraz polskich start-upów, opisanych w dorocznym raporcie fundacji Startup Poland. Jeśli spojrzeć na mapę, to rzeczywiście w stolicy jest najwięcej młodych firm, ale liczne środowisko startupowe występuje we Wrocławiu (12 proc.) i Krakowie (10 proc.). W tegorocznej edycji raportu na mapie ukazały się dwa nowe ośrodki: Lublin (6 proc.) i Rzeszów (5 proc.).

Nie ma natomiast Łodzi. Start-upowiec, wbrew obiegowym opiniom, nie jest młodym, zbuntowanym wynalazcą, lecz coraz częściej osobą w wieku dojrzałym. To obserwacja odnotowana już przed rokiem — start-upowcy się starzeją, a z czasem tendencja tylko się pogłębia. W badaniu w 2017 r. 16 proc. biznesmenów miało ponad 40 lat, bieżąca edycja raportu ujawnia ich już 18 proc.

Zaskakująca jest kolejna obserwacja: start-upowiec to niekoniecznie programista, informatyk. To po pierwsze, po drugie, sukcesy częściej odnoszą firmy prowadzone nie przez ludzi z dyplomami studiów technicznych. W całej populacji inżynierami jest 52 proc. badanych, a studia humanistyczne ukończyło 46 proc. bohaterów raportu. Ale — wśród najlepszych start-upów 60 proc. jest zarządzanych przez humanistów, a 38 proc. przez inżynierów. Czym zajmują się start-upowcy? Najwięcej specjalizuje się w big data (15 proc.). Dalej są internet rzeczy (14 proc.), analityka (13 proc.) i fintechy, których w ostatnich latach przybywa (11 proc.).

Biznesy startupowe to w większości spółki. Tylko 27 proc. firm ma jednego założyciela, co piątą prowadzą trzy osoby, a 12 proc ma więcej niż trzech szefów. Jak na razie nie zbijają w swoich firmach kokosów. Tylko w 4 proc. firm zarządy zarabiają powyżej 20 tys. zł. Zdarza się, że lepiej od kierownictwa zarabiają pracownicy. Co trzeci start-up wynagradza załogę udziałami w firmie.

Wynagrodzenie jest pochodną skali biznesu. Niemal co trzecia firma (28 proc.) księguje średnio miesięcznie 10-50 tys. zł przychodów. Najwięksi, z obrotami przekraczającymi 1 mln zł, stanowią 9 proc. populacji. W tegorocznym badaniu, w sekcji dotyczącej oceny stanu biznesu, start-upowcy mogli zaznaczyć opcję „biznes żre jak cholera”. Okazuje się, że ci, którzy ją zaznaczyli, osiągają najwyższe dochody, w mniejszym stopniu niż pozostali korzystają z finansowania ze źródeł publicznych, a trzy czwarte z nich eksportuje.

Eksport nie jest szczególnie chlubnym obszarem aktywności start-upów. Polskie młode firmy coraz bardziej zwracają się w kierunku rynku krajowego. Trend od początku badań się nasila. W 2015 r. kontrahentów za granicą miało 54 proc. badanych, obecnie 46 proc. Autorzy raportu zwracają uwagę, że eksportują firmy dojrzałe, okrzepłe na rynku, które w mniejszym stopniu niż pieniędzy potrzebują wykwalifikowanych pracowników. W całej populacji dostęp do finansowania jest kluczowym problemem. Potrzebuje go obecnie 61 proc. start-upów. Na drugim miejscu listy największych potrzeb są pracownicy — 49 proc., a dalej (41 proc.) jest niedosyt kontaktów. Z raportu wynika, że nie jest źle, jeśli chodzi o skalę finansowania. Średnio na start-up wynosi ono 700 tys. EUR. To poziom naszych zachodnich sąsiadów. Gorzej wygląda mediana: tu kwota spada do 188 tys. EUR. 36 proc. start- -upów we wszystkich rundach pozyskało dotychczas do 500 tys. zł. Tylko 6 proc. zebrało od inwestorów więcej niż 10 mln zł.

Trzeba jednak dodać, że aż 59 proc. firm finansuje się kapitałem własnym i od kilku lat ten odsetek tylko nieznacznie się waha. „Start-upy w Polsce reprezentują wciąż podobny poziom ryzyka inwestycyjnego, a inwestorzy niekoniecznie się do tego ryzyka przyzwyczaili. Dlatego najlepsze start- -upy przyciągają kapitał ze wszystkich źródeł, natomiast te niedojrzałe mają trudności z pozyskaniem jakiegokolwiek” — piszą autorzy raportu. Charakterystyczną cechą rynku inwestorów, nasilającą się od dwóch lat, jest rosnące znaczenie kapitału publicznego. Najwięcej pieniędzy start-upom dostarczają PARP i NCBR — ponad 40 proc. Maleje rola krajowych aniołów biznesu — spadek z 30 proc. do 25 proc. Wciąż nieznaczny udział w finansowaniu start-upów mają zagraniczni inwestorzy (akceleratory, aniołowie biznesu, VC) — poniżej 10 proc. Państwowe wehikuły finansowe wydały dotychczas na start-upy 1,5 mld zł. © Ⓟ

49 proc. Tyle start-upów działa w modelu B2B…

42 proc. …tyle zajmuje się big data, internetem rzeczy lub analityką…

26 proc. …a tyle ma kobietę wśród założycieli.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Kim jest polski start-upowiec