Kisiel jak Wawel

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-12-09 00:00

Autorem przypomnianego w tytule porównania był Jerzy Waldorff. Rzeczywiście, tylko legendą Stefana Kisielewskiego jako „człowieka z kamienia” da się wytłumaczyć dzisiejszy fenomen Nagrody Kisiela. Z prywatnego i towarzyskiego wyróżnienia urosła ona do rangi niezwykle prestiżowego honoru. Zachowując wszelkie proporcje — podobną ewolucję przeszła kiedyś Nagroda Nobla...

Warszawska kawiarnia Rozdroże — niegdyś ulubiony lokal Patrona — podczas uroczystości podsumowującej szesnastą już edycję Nagrody Kisiela tradycyjnie pękała w szwach. Od kilku lat sytuację ratuje dostawianie przez organizatorów specjalnego namiotu, który na ten szczególny wieczór zwiększa pojemność Rozdroża.

Coraz ciaśniej robi się nie tylko na finałowej gali, ale i podczas obrad kapituły Nagrody Kisiela, ponieważ jej skład corocznie uzupełnia kolejna trójka laureatów. Tegoroczne głosowanie wyłoniło postacie bardzo znane, dlatego werdykt komentowano jako „ugrzeczniony”. Kategorię „polityk” wygrał Lech Wałęsa, którego Stefan Kisielewski zdążył uwiecznić w „Abecadle Kisiela” słowami „Myślę, że jest to błyskotliwy człowiek, jak na takiego samouka inteligentny. Tylko może zbyt przejęty sprawami personalnymi”. „Przedsiębiorcą” został Ryszard Krauze, głównie za trafne inwestowanie własnych pieniędzy w najbardziej nowatorskie technologie. W kategorii „publicysta” największe uznanie jurorów zyskał Tomasz Lis — za to, że we właściwym czasie dał sobie spokój z mrzonkami o prezydenturze