Klątwa egipskiej komedii krąży po giełdzie

Podwładny Ludwika Sobolewskiego wciąż kusi inwestorów „Klątwą faraona”. Sama komedia była grą o pokaźne zyski, m.in. dla partnerki prezesa GPW

„Klątwa faraona”, komedia Patryka Vegi, która wstrząsnęła GPW, pierwotnie miała wejść do kin w połowie listopada. Premierę przesunięto jednak na połowę stycznia. Wciąż otwarta jest kwestia finansowania produkcji. I znów Emil Stępień, obecny dyrektor ds. regionalizacji GPW, ma pełne ręce roboty. „Mam przyjemność i satysfakcję poinformować Państwa, że proces zawiązywania konsorcjum inwestorów w celu zainwestowania w produkcję filmową przeznaczoną do szerokiego rozpowszechniania, przebiega bardzo pomyślnie i wszedł w decydującą fazę […] Przesyłając Państwu projekt umowy inwestycyjnej uprzejmie prosimy o podjęcie definitywnej decyzji inwestycyjnej” — napisał Emil Stępień w e-mailu rozesłanym kilka tygodni temu do spółek, które zainwestowały w „Klątwę faraona”.

Komedia pomyłek

Redakcja „PB” dostała ten list od przedstawicieli jednej z co najmniej kilku spółek z rynku NewConnect zaangażowanych w produkcję. Dostaliśmy też dowód na to, że już po publikacji tekstu „Jak się kręci film na giełdzie” Emil Stępień wykorzystał służbową skrzynkę e-mail do kontaktu w sprawie związanej z budowaniem książki popytu na udziały w produkcji „Klątwy faraona”. Tymczasem na początku października na łamach „PB” Stępień przekonywał, że używanie przez niego służbowego e-maila do kontaktu w sprawie „Klątwy” i Ent One to m.in. „efekt pomyłki”. — Nie było to działanie intencjonalne — mówił wówczas. Co na to rada GPW, właśnie audytująca kwestię filmu na giełdzie? Leszek Pawłowicz, szef rady, nie chce gdybać, co by było, gdyby doszło do recydywy.

— Możemy prezesowi giełdy zasugerować, co zrobilibyśmy na jego miejscu, ale nie możemy pouczać jego pracowników i za niego podejmować decyzji. To nie leży w kompetencjach rady — mówi Leszek Pawłowicz. Ludwik Sobolewski podkreślał wcześniej, że od września Emil Stępień jest współwłaścicielem firmy, która ma się zająć produkcją „Klątwy”.

Miał przejąć udziały od Anny Szarek, partnerki Ludwika Sobolewskiego. Sprawdziliśmy akta Ent One. Minął ponad miesiąc od deklaracji prezesa GPW, a Emil Stępień w KRS wciąż nie jest zarejestrowany jako współwłaściciel Ent One. W aktach KRS współwłaścicielami spółki pozostają Anna Szarek oraz Patryk Vega. To właśnie z powodu Anny Szarek prezes Sobolewski mówił „PB” miesiąc temu: — Doskonale zdaję sobie sprawę, że mam w tej sprawie osobisty — potencjalny — konflikt interesów — podkreślał wtedy Ludwik Sobolewski.

Pod koniec września do sądu wpłynął wniosek o zmianę właściciela. Wobec uchybień proceduralnych przedstawicieli Ent One nie został jednak przyjęty.

Środa prawdy

Zbierająca się jutro rada GPW ma poznać efekty audytu GPW, który zaczęła wewnętrzna komisja rady po tekście „Tak się kręci film na giełdzie”. — Jest taki punkt w porządku obrad rady, jednak nie wiem, czy go zakończymy. Audyt jest rozpoczęty, wybrany jest renomowany audytor zewnętrzny — przyznaje Leszek Pawłowicz. Zewnętrzna firma bada e-maile, połączenia telefoniczne i dokumenty związane z GPW i „Klątwą faraona”.

— Sprawy się toczą, musimy ustalić fakty. Albo się zdarzyły, albo nie. Miesiąc na takie ustalenia to być może za mało — uważa Paweł Graniewski z Citibanku, członek rady GPW i przewodniczący komitetu badającego sprawę filmu na giełdzie. Dokumenty, które zostały udostępnione audytorom, dotyczą planów i losów produkcji filmowej, które do spółek i doradców z NewConnect wysyłał latem tego roku Emil Stępień. Wtedy właśnie powstała spółka produkująca film, w której udziały mieli jedynie Szarek i Vega.

Okazuje się, że „Klątwa”, z główną, kobiecą rolą zagraną przez Annę Szarek, miała i ma ambicje stać się kinowym hitem. Jak wynika z dokumentów, które jeden z potencjalnych inwestorów dostał w sierpniu ze skrzynki Emil.Stepien@ gpw.pl, komedia to w zamyśle maszynka do zarobienia wcale nieśmiesznej kwoty. Gra toczy się o zyski liczone w milionach złotych. — Ten e-mail trafił do mnie po kilkakrotnych wcześniejszych telefonach od Emila Stępnia — zastrzega jedna z kilkudziesięciu osób związana z NewConnect, która dostała ofertę inwestycji w film.

Ostrożne pół miliona

Jakie zyski zakładał duet Szarek — Vega? Przy, jak podkreśla sam producent filmu, „ostrożnym wariancie”, profity tylko dla Anny Szarek miały sięgnąć 542 tys. zł. Cały film, według analiz Ent One, miał przebić barierę 10,5 mln zł wpływów i wykazać ponad 3,6 mln zł zysku. Do kin na „Klątwę faraona”, porównywaną przez Ent One do „Listów do M.” (2,53 mln widzów w 2011 r.), miało pójść co najmniej milion Polaków. Pakiet dokumentów wysłanych przez Emila Stępnia zawiera więcej szczegółów dotyczących scenariusza finansowania „Klątwy faraona”. Np. takich: „Na chwilę obecną mamy deklarację finansowania budżetu promocji i dystrybucji filmu na kwotę 2.000.000 +VAT. Mamy również deklarację od Inwestorów, którzy chcą zainwestować łącznie 800.000 PLN + VAT w produkcję filmu.

Środki uzupełniające, jakich poszukujemy do zamknięcia budżetu produkcyjnego, to 1.243.000 PLN + VAT. Zysk Inwestorów, którzy zainwestują łącznie 2.043.000 PLN + VAT w produkcję filmu, będzie wynosił 70% zysku, który wpływa do Producenta filmu”. Dlaczego do podziału inwestorów miało być 70 proc. zysku? Bo solidarnie, po 15 proc. zysku, wziąć mieli inicjatorzy pomysłu, czyli Patryk Vega i Anna Szarek. 542 tys. zł to właśnie 15 proc. zysku z filmu przy „ostrożnym wariancie” wpływów ze sprzedaży biletów i praw.

Hormony geografa

A sam film? Miał być gatunkowym nawiązaniem do przygód Borata, czyli Sachy Cohena w roli kazachskiego turysty w USA. „Klątwa faraona” to fabuła udająca dokument o Polakach w Egipcie. Inicjatorzy produkcji piszą o niej „bożonarodzeniowa komedia rozgrywająca się w temperaturze +35 stopni”, „..odcina się od rynsztokowego dowcipu. Ma także dużą przewagę nad glamour”. Akcja? Owdowiały nauczyciel geografii (Wojciech Mecwaldowski, znany m.in. z „Lejdis”) wygrywa wycieczkę. Zabiera ze sobą dwójkę dzieciaków oraz ich babcię (pierwotnie Bożena Dykiel) do Egiptu. Cała czwórka ma kręcić relację z wakacji aparatami sponsora. W egipskim hotelu czeka na geografa hormonalna bomba — spotyka miłość ze szczenięcych lat, graną przez Annę Szarek („rokująca ogromne nadzieje w polskim showbiznesie aktorka”). Ekipa niedawno zakończyła 13-dniowy plan zdjęciowy w jednym z egipskich kurortów, rusza postprodukcja zebranego materiału. A dalej? To już zależy od tego, jak potoczą się biznesowe losy produkcji oraz jej głównych organizatorów. Planowany budżet filmu to niemal 5 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Klątwa egipskiej komedii krąży po giełdzie