Klienci TFI zaczęli rok od zysków

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 04-02-2010, 00:00

Większość funduszy akcji polskich pobiła WIG i fundusze szukające zysków za granicą.

7,8 proc. wypracował

w styczniu najlepszy

zarządzający.

Najgorszy stracił

aż 14,8 proc.

Większość funduszy akcji polskich pobiła WIG i fundusze szukające zysków za granicą.

Trwa dobra passa funduszy inwestycyjnych. W styczniu ponad połowa przyniosła klientom zyski. Ale znacznie skromniejsze niż w 2009 r., bo żadnemu funduszowi nie udało się wypracować ponad 8 proc. Najlepiej wypadł DWS Turcja, zarządzany przez Łukasza Hejaka, który zyskał 7,8 proc. Ale to fundusz funduszy, więc zasługa zarządzającego niewielka. Z funduszy otwartych, zarządzanych przez krajowych ekspertów, najlepszy rezultat osiągnął Błażej Bogdziewicz, zarządzający Arką Akcji Środkowej i Wschodniej Europy, który wypracował 4,1 proc. Tym samym udowodnił, że tytuł "Najlepszego zarządzającego 2009 r." nie był przypadkowy. Kategoria funduszy inwestujących w naszym regionie była najlepszą inwestycją (czytaj obok).

Misie górą

Na krajowym rynku akcji rywali zdeklasował Sebastian Buczek, zarządzający Quercusem Agresywnym z wynikiem 3,8 proc. To o wiele lepiej niż średnia 0,2 proc. i WIG 0,18 proc. Na słowa pochwały zasłużył co drugi zarządzający funduszami akcji polskich. 17 z 33 funduszy udało się pokonać WIG. Ale 14 naraziło się klientom, bo przyniosło straty. Tym razem lepszą inwestycją okazały się fundusze skoncentrowane na małych i średnich spółkach. Średnio zarobiły 0,8 proc. Najlepszy KBC zyskał 3,6 proc. Co ciekawe, drugi "miś" tego TFI z wynikiem -1,2 proc. okazał się najgorszy. Na drugim miejscu podium uplasował się PZU (2,6 proc.), a tuż za nim PKO (2,2 proc.), który po wielu miesiącach wrócił do czołówki.

— Zaważyła odpowiednia selekcja i dywersyfikacja. Unikamy sytuacji, gdy pojedyncze spółki mają duży udział w portfelu — mówi Remigiusz Nawrat, dyrektor zarządzający pionem zarządzania aktywami PKO TFI.

Tym razem słabym pomysłem okazało się szukanie zysków na giełdach z dala od Polski. Fundusze rynków wschodzących, które były hitem 2009 r., w styczniu uszczupliły portfele inwestorów średnio o 4 proc., a najgorszy — ING Rynków Wschodzących — stracił aż 6,3 proc. Na minusie zakończyły miesiąc także fundusze lokujące na giełdach w Europie Zachodniej i USA.

Mieszane lepsze od akcji

Wyjątkowo dobrze spisały się fundusze mieszane. Średnio zarobiły 0,5 proc., czyli więcej niż akcyjne, a większość wypadła nawet lepiej niż WIG. Tylko pięć przyniosło straty. Najlepsze wyczucie miał Sebastian Bogusławski, zarządzający Pioneer Aktywnej Alokacji, który z wynikiem 2,4 proc. wygrał swoją kategorię.

— Byliśmy mocno przeważeni na wzrostowym rynku w pierwszej połowie stycznia — mówi Ryszard Trepczyński, wiceprezes Pioneer Pekao Investment Management.

Równie dobrze spisały się fundusze stabilnego wzrostu, które przyniosły średnio 0,7 proc., a najlepsze zyskały sporo ponad 1 proc.

Dolar pomógł

Spory rozrzut był w wynikach funduszy dłużnych. Najlepszy UniKorona Obligacje zarobił 2,2 proc. Najgorszy Novo Papierów Dłużnych zakończył miesiąc tylko symbolicznym wzrostem o 0,1 proc. Lepsze efekty przyniosła strategia stawiania na obligacje o długim terminie zapadalności. Zwycięzca kategorii jest zaskoczony tym, że konkurenci nie wykorzystali okazji, jakie pojawiły się w styczniu.

— Pojawiło się wiele pozytywnych rekomendacji dla złotego. Zagraniczne instytucje inwestowały w naszą walutę, kupując obligacje. Widać było duże zainteresowanie na aukcjach i na rynku wtórnym i można było to wykorzystać. Zaprocentowało to, że mieliśmy w portfelu długie obligacje, wykorzystaliśmy też dostępność taniego finansowania — mówi Dariusz Lasek, zarządzający portfelem dłużnym w Union Investment TFI.

Nie żałują ci, którzy postawili na obligacje dolarowe, bo dzięki osłabieniu złotego zarobili więcej niż na polskich.

Nasz region Europy błyszczy

Polska gospodarka jest liderem regionu, ale giełda już nie. Styczeń potwierdził to zjawisko. WIG zyskał 0,18 proc., podczas gdy indeks giełdy rosyjskiej 1,3 proc., węgierskiej 2,8 proc., a estońskiej aż 45 proc. Nic dziwnego, że fundusze, które zysków szukają w całym regionie, pobiły te skupiające się na GPW. Średni wynik funduszy inwestujących w tzw. Nowej Europie to 2,1 proc., a funduszy akcji polskich 0,2 proc. Najlepiej poradził sobie DWS Turcja, który zyskał aż 7,8 proc., i DWS Rosja — 5,3 proc. Na podium wskoczył też Pioneer Akcji Europy Wschodniej — 5 proc. Dobra passa funduszy regionalnych trwa od dłuższego czasu. Dwa z nich

wygrały ranking "Pulsu Bizne-

su" za 2009 r. W ciągu ostatnich

12 miesięcy najlepsze fundusze tej kategorii przyniosły ponad 100 proc. zysku, podczas gdy najlepsze akcji polskich 82 proc. Jeśli sprawdzi się scenariusz ożywienia w gospodarce, to sąsiedzi będą rośli szybciej niż Polska. Choćby dlatego, że w minionym roku mocno spadli. A to może oznaczać, że tamtejsze giełdy dadzą większe zyski niż GPW.

Zmienny rynek uderzył w Superfund

Klienci Superfund TFI nie mają powodów do zadowolenia. W styczniu wszystkie fundusze (poza Płynnościowym) przyniosły straty. I to spore. Powód? — Wyniki są oczywiście niesatysfakcjonujące. Przyczyną była ostatnia korekta na rynkach akcji i walutowych. W grudniu mieliśmy długie pozycje w akcjach, obligacjach i metalach, krótkie na dolarze. Obawy co do chińskiej gospodarki oraz finansów Grecji schłodziły pod koniec stycznia rynki na całym świecie. Od kilku dni sytuacja się normalizuje i spodziewamy się znaczącej poprawy notowań naszych funduszy — mówi Igor Nowak, rzecznik Superfund TFI.

Fundusze o takiej strategii zarządzania opierają się na wykrywaniu i wykorzystywaniu trendów. Nie ma znaczenia, czy są wzrostowe, czy spadkowe. Zawodzą, gdy rynek się waha i często zmienia, tak jak to miało miejsce w styczniu.

Czy Nowa Europa da zarobić?

Paweł Satalecki, analityk Finamo

Fundusze inwestujące w Europie Środkowo-Wschodniej nie będą hitem tego roku. Lepszą inwestycją są fundusze akcji polskich. To nasza gospodarka jest najmocniejsza. Warto przyglądać się Rosji, bo zapowiedziano tam rekordową liczbę debiutów na giełdzie. W jej przypadku wiele jednak zależy od cen ropy i gazu. Na inwestycje w akcje naszego regionu przyjdzie czas za 2 lata, gdy gospodarki światowe powrócą na ścieżkę wzrostu. Wówczas małe gospodarki (np. kraje bałtyckie) znów mogą być tygrysem.

Rafał Lerski, analityk Expandera

Kraje bałtyckie mogą się w tym roku rozwijać szybciej niż Polska, choćby dlatego, że wcześniej mocniej spadły. I to może się przełożyć na giełdy. Problemem jest płynność. Przy dobrych nastrojach płytszy rynek rośnie szybciej, ale przy złych mocniej spada. Jeśli dobre nastroje się utrzymają, napływający kapitał może wywindować małe rynki. Inaczej wygląda sytuacja Rosji i Turcji — tu problemów z płynnością nie ma. A światowy kapitał będzie szukał okazji, po tym jak wyceny w Chinach i Indiach doszły do wysokich poziomów.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane