Branże spożywcza i farmaceutyczna w natarciu, przemysł ciężki znokautowany
Na masowym kliencie nadal można dobrze zarobić. Stawianie na odbiorców korporacyjnych oznacza głodówkę. Ale do czasu.
Kryzys kryzysowi nie równy. Dla jednych firm zawirowania na świecie okazały się druzgocące, inne o osłabieniu koniunktury tylko słyszały. Od wybuchu kryzysu finansowego w USA minęło już ponad pół roku, dlatego postanowiliśmy sprawdzić, jak radzą sobie poszczególne branże polskiej gospodarki. Wniosek — spokojną głowę mają przede wszystkim firmy, które postawiły na zaspokajanie drobnych potrzeb przeciętnego Kowalskiego. Na przemyśle ciężkim zarabia się niewiele.
Jeść coś trzeba
Wśród danych statystycznych kondycję branż oddają przede wszystkim dwa wskaźniki. Pierwszy to produkcja sprzedana. W kwietniu tylko trzy branże odnotowały wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem: tytoniowa (jednak sprawę komplikuje tu wzrost akcyzy — produkcja podawana jest w cenach bieżących), farmaceutyczna i napojowa — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Tylko nieznaczne spadki dotknęły branżę spożywczą i papierniczą. W najgorszej sytuacji są natomiast firmy z przemysłu ciężkiego (głównie metalurgia i górnictwo) oraz motoryzacja.
— Kryzys najłagodniej znoszą branże nastawione na produkty typowo konsumpcyjne. Zwykłemu Kowalskiemu znacznie trudniej ograniczyć wydatki na żywność czy leki niż np. na samochód czy meble — tłumaczy Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.
W dodatku gospodarstwa domowe znacznie słabiej niż przemysł odczuwają kryzys.
— Wynagrodzenia nadal rosną, bezrobocie nie jest jeszcze bardzo wysokie. Przeciętny Kowalski nie jest więc zmuszony do takiego cięcia wydatków, jak robią to firmy — mówi Piotr Kalisz.
Będą zmiany
To samo pokazują dane GUS dotyczące wyników finansowych netto firm w pierwszym kwartale 2009 r. W porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku największy wzrost zysków zanotowali producenci żywności — z 648 mln zł do 1,242 mld zł. Podobnie jak w danych o produkcji, w ścisłej czołówce uplasowała się farmacja — zarobiła na czysto 321 mln zł wobec 225 mln zł przed rokiem. Na trzecim miejscu znalazła się odzieżówka, ze wzrostem zysków z 39,1 mln zł do 55,5 mln zł. Największe spadki dotknęły natomiast branże mocno zaangażowane w model B2B: transport i logistyka (z 502 mln zł do 52 mln zł), poligrafia (z 65 mln zł do 7 mln zł) i obsługa nieruchomości (z 358 mln zł do 61,5 mln zł).
Jednak już niedługo "rankingi" mogą ulec przetasowaniu. Kiedy przemysł zacznie odrabiać straty, może zrzucić sektor spożywczy z piedestału.
— Przemysł pierwszy odczuł skutki kryzysu i pierwszy zacznie z niego wychodzić. Konsumenci mają najgorsze ciągle przed sobą. Dlatego sytuacja producentów dóbr często nabywanych będzie się pogarszać, a w przemyśle niedługo powinno nadejść ożywienie — mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku.
Zdaniem Wojciecha Drzewieckiego, prezesa firmy Samar, wiele jednak zależy od rządu.
— Nie chodzi tu tylko o działania wspomagające sprzedaż, ale także odnoszące się do produkcji. Na razie nie wyszliśmy poza sferę planów i analiz — uważa Wojciech Drzewiecki.
okiem przedsiĘbiorcy
Leszek Waliszewski
prezes spółki FA Krosno, producenta sprężyn gazowych dla przemysłu motoryzacyjnego
Przy spadku sprzedaży oraz utrzymujących się wysokich kosztach stałych zyskowność wielu firm z branży motoryzacyjnej dramatycznie spada. Wykazują naprawdę duże straty. Najgorszy był jednak czwarty kwartał ubiegłego roku. Redukcja popytu na samochody i komponenty do ich produkcji będzie miała długoterminowy charakter. Myślę, że ponowny powolny wzrost zacznie się dopiero za dwa lata. Niestety, poziom produkcji z początku 2008 r. osiągniemy najwcześniej za pięć lat.
Sprzedaż rośnie, bezrobocie spada, a nastroje się poprawiają. O przełomie nie ma mowy, ale na garść optymizmu można sobie pozwolić.
Całkiem niezłą kondycję finansową przeciętnego Kowalskiego potwierdzają najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego. A było ich kilka. Po pierwsze, pozytywnie zaskoczyła sprzedaż detaliczna. W kwietniu wzrosła o 1 proc. w ujęciu rocznym, choć ekonomiści spodziewali się spadku o 0,1 proc. Szczególnie dużo kupiliśmy odzieży i leków — odpowiednio o 22 i 14 proc. więcej niż przed rokiem. W porównaniu z poprzednimi miesiącami dobrze sprzedawały się też produkty spożywcze — wzrost wyniósł 8,2 proc.
— Tak wysoka dynamika to skutek świąt wielkanocnych. Rok temu wypadły w marcu, a nie w kwietniu, więc punkt odniesienia był dosyć niski — tłumaczy Monika Kurtek, ekonomistka Banku BPH.
Nadal w głębokiej defensywie jest natomiast sprzedaż samochodów. Tu spadek wyniósł w kwietniu prawie 28 proc. rok do roku. Optymizmu dodaje jednak to, że wbrew przewidywaniom analityków bezrobocie spadło. W kwietniu wyniosło 11 proc., wobec prognozowanych 11,2 proc. Przez miesiąc z rejestru bezrobotnych wykreśliło się 39 tys. osób.
— To efekt wiosny — pojawia się coraz więcej prac sezonowych. Niemniej jednak liczba bezrobotnych była wyższa niż przed rokiem o 114 tys. i należy spodziewać się, że w kolejnych miesiącach ta różnica wzrośnie wraz z kontynuacją zwolnień w sektorze przedsiębiorstw — twierdzi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.
Spadające bezrobocie i nadal rosnące płace — o czym GUS informował w ubiegłym tygodniu — poprawiają jednak nastroje Polaków. Z badania koniunktury konsumenckiej GUS wynika, że całościowa ocena sytuacji gospodarczej poprawia się już drugi miesiąc z rzędu. Lepsze są oczekiwania dotyczące zarówno sytuacji w kraju (wzrost wskaźnika z -30,3 pkt do -28,7 pkt), jak i we własnym portfelu (wzrost z -12,9 pkt do -11,6 pkt). A to dobrze wróży przyszłej konsumpcji.