Klientów jeszcze nie ma

Paweł Zielewski
opublikowano: 2002-12-23 00:00

Konsekwencje wejścia nowego prawa dewizowego będą widoczne najwcześniej po roku, a pierwszymi beneficjentami zostaną najbogatsi i najbardziej świadomi możliwości rynku klienci bankowości prywatnej.

Spodziewany boom zagranicznych ofert dla klientów polskich banków nie nastąpił. Rodzimi klienci, też nie rzucili się do okienek kasowych Lloyda.

— Pierwsze miesiące obowiązywania nowego prawa to czas obserwacji bardziej zaawansowanych rynków i testowania produktów u nas jeszcze niedostępnych — uważa Cezary Gregorczuk, doradca inwestycyjny z Millennium TFI.

Rafał Płukarz z departametu obsługi klientów indywidualnych BRE Banku twierdzi, że nowe prawo powinno zachęcić inwestorów do zainteresowania się w pierwszej kolejności propozycjami produktów klasyfikowanych ogólnie jako antypodatkowe.

— To na przykład propozycje sell-buyback, czyli sprzedaż obligacji z jednoczesnym wykupem. Otwarcie na zachodnie rynki daje jednak o wiele więcej możliwości, dostęp do propozycji, które — z racji relatywnie mało rozwiniętego rynku polskiego — są tu niedostępne, jak możliwość inwestowania w funduszach off-shore — mówi Rafał Płukarz.

Na liberalizację prawa dewizowego w krótkim czasie — zgodnie z zapowiedziami — miały zareagować m.in. ING Bank Śląski, Citibank Handlowy i BPH PBK. Na razie jednak swoboda inwestowania za granicą nie odbiła się na nowej ofercie tych instytucji. Oczywiście poza propozycjami ekskluzywnej bankowości.

Najwięksi gracze na rynku bankowości prywatnej zaczęli od zaoferowania wybranym inwestorom usług banków — swoich inwestorów strategicznych bądź banków korespondentów czyli de facto zaczęli działać jako legalni pośrednicy w dostępie do zaawansowanych rynków.

Samo wprowadzenie nowych możliwości jeszcze niczego nie załatwia. Klienci nie dostali podstawowych informacji. Szersze akcje edukacyjne wymagają nakładów finansowych, niedorzecznością byłoby wykładanie pieniędzy przez polskie instytucje finansowe na promowanie oszczędzania poza krajem.

— Taki program mógłby być finansowany przez zagraniczne banki, ale polski rynek nie jest aż tak atrakcyjny, by inwestować we własne programy edukacyjne, poza tym — większość znaczących graczy na europejskim rynku bankowym już jest w Polsce obecna — mówi jeden z bankowców pracujących w polskiej instytucji kontrolowanej przez paneuropejskiego inwestora strategicznego.

Na informacje, czy prawo dewizowe poprawiło obroty małych i średnich firm, też trzeba poczekać najmniej rok. Dużych firm ustawa i tak nie dotyczy, ale nie dlatego, by w jakiś sposób wykluczała je z grona beneficjentów prawa.

— Duże przedsiębiorstwa i tak w dłuższym terminie zadłużały się poza Polską. Ogromne kredyty brane np. przez PKN Orlen, PGNiG, Telekomunikację Polską czy KGHM bardzo rzadko pochodziły z rynku polskiego. Tu największy udział miały banki zachodnie bądź konsorcja przez nie tworzone. Można się jednak spodziewać, że i mniejsze polskie firmy wkrótce zaczną szukać źródeł finansowania poza krajem. Wystarczy, że porówna się koszty kredytów krajowych i zagranicznych — uważa Mariusz Kurzac, dyrektor departamentu transakcji handlowych BRE Banku.

Okiem eksperta

W krótkim czasie nie należy się spodziewać istotnych zmian w zachowaniach klientów jeżeli chodzi o tradycyjne bankowe produkty — rachunki bieżące i lokaty. Natomiast lokaty walutowe częstokroć oprocentowane będą nie wyżej lub niewiele wyżej niż takie same lokaty w Polsce, podczas gdy minimalna kwota wymagana do ich otwarcia może być wyższa. Jednak na bardziej zaawansowane instrumenty finansowe należy spojrzeć z innej perspektywy — w szczególności na dostęp do inwestycji w jednostki uczestnictwa specjalistycznych funduszy lub zagranicznych papierów skarbowych. Klienci poszukujący ponadprzeciętnej rentowności i godzący się na pewne ryzyko, w tym ryzyko kursowe, rzeczywiście mogą zwrócić się ku rynkom zagranicznym. W tej chwili przedsmak takich inwestycji dają dostępne w Polsce fundusze zagraniczne.

Renata Janczura dyrektor departamentu bankowości prywatnej PKO BP