Klincz w JSW grozi tragedią

Bez dostaw z JSW koksownie wytrzymają tydzień. Potem ich baterie padną, a z nimi... padnie JSW

Tydzień. Tyle życia, według najczarniejszego scenariusza, zostało Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW) oraz zaopatrywanym przez nią koksowniom. Nie można wykluczyć, że w poniedziałek baterie w koksowniach staną, bo nie będą już miały wsadu. Dla strajkującej JSW może to oznaczać upadłość.

Rząd broni prezesa

Brzmi dramatycznie, ale nie niemożliwie. JSW jest przecież w klinczu. Z jednej strony stoi prezes Jarosław Zagórowski, który forsuje program oszczędnościowy, bez którego spółka będzie mieć problemy z płynnością finansową, a z drugiej — związki zawodowe, których głównym postulatem jest zwolnienie prezesa, a wszelkie propozycje oszczędnościowe odrzucają en bloc. O klinczu świadczą też marne efekty czwartkowego porozumienia między radą nadzorczą, zarządem i związkami.

Uzgodniono, że zarząd wycofa się z zamiaru zwolnienia związkowców, którym zarzucał organizację nielegalnego strajku, wycofa się też z planu ograniczenia flapsów, czyli liczby darmowych posiłków dla załogi. Mimo to strajk w kopalniach JSW, trwający od środy, jest nie tylko kontynuowany, ale nabiera mocy. W piątek związkowcy zapowiedzieli, że po weekendzie strajk przeniesie się z powierzchni pod ziemię. Rząd, który kontroluje 55 proc. akcji giełdowej spółki, na razie nie mięknie.

— Strajk w JSW jest bezsensowny, nieadekwatny do problemów. Gdyby nie stanowcze przeciwstawianie się przez zarząd spółki, z prezesem Zagórowskim na czele, roszczeniom wysuwanym przez związki zawodowe, JSW byłaby dziś w dużo gorszej sytuacji — mówił portalowi wnp.pl Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. Piechociński jeszcze nadzoruje górnictwo, ale tylko do środy. Wtedy nadzór przejmie resort skarbu. Można przypuszczać, że do skarbu przeniesie się też Wojciech Kowalczyk, pełnomocnik rządu ds. górnictwa, dziś umocowany w resorcie gospodarki. On też popiera prezesa Zagórowskiego (patrz komentarz obok).

Koksownie grożą

Jeśli prezes i związki pozostaną przy swoim, skończy się to dramatycznie. ArcelorMittal Poland, właściciel dwóch koksowni: w Zdzieszowicach i w Krakowie, a jednocześnie najważniejszy klient JSW, już ostrzegł rynek, że bez dostaw węgla jego baterie ulegną zniszczeniu. O podobnych obawach mówił portalowi wnp.pl prezes koksowni Częstochowa Nowa.

— Gdyby przedstawiciele koksowni i hut zostali wcześniej poinformowani o strajku, mogliby zakontraktować zapasowe dostawy z importu. Zostali jednak postawieni pod ścianą. Zazwyczaj koksownie mają zapasy na 4-6 dni. W czasie strajku dostawców węgla mogą wprawdzie spowolnić procesy produkcyjne, ale surowca i tak wystarczy im może na tydzień. Huty wytrzymają o kilka dni dłużej — mówi Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Specyfika działania koksowni polega na tym, że ich baterie muszą pracować bez przerwy, bo inaczej się niszczą. Właściciele mogą mieć problem z ich odbudową, zwłaszcza że strajk w JSW jest tzw. siłą wyższą, więc odszkodowania są wątpliwe. Dla górniczej spółki będzie to oznaczać załamanie biznesu i wniosek o upadłość.

— Jeśli urządzenia produkcyjne w hutach i koksowniach zostaną uszkodzone, to związkowcy JSW będą mogli strajkować do woli. Wydobywany przez nich węgiel polskim odbiorcom nie będzie już potrzebny — uważa Stefan Dzienniak.

Analityk uspokaja

Prezes JSW nie odniósł się w piątek do spekulacji na temat czarnego scenariusza.

Łagodził go jednak Marcin Gątarz, analityk Unicredit CAIB.

— Sądzę, że ArcelorMittal, czyli globalny koncern, da radę pozyskać surowiec awaryjnie z innych źródeł. Groźba strajku w jastrzębskiej spółce była przecież anonsowana już od pewnego czasu. Nie spodziewam się też, że ArcelorMittal zerwie z nią współpracę z powodu przerwy w dostawach węgla koksowego. Ich ekonomika nadal będzie atrakcyjna, ale klient na pewno zażąda rabatów cenowych czy rekompensat — twierdzi analityk.

W podbramkowej sytuacji spodziewa się interwencji rządu.

— Słyszeliśmy wprawdzie deklaracje, że JSW to spółka giełdowa i rząd będzie ją obserwował z dystansu, ale przy groźbie wszczęcia solidarnych strajków w innych kopalniach może zmienić stanowisko. Oznaczałoby to ustępstwa wobec związków, a także możliwe odwołanie prezesa. Dla spółki byłoby to niekorzystne, bo restrukturyzacja jest jej bardzo potrzebna — uważa Marcin Gątarz. Byłby to też kolejny sygnał dla inwestorów, by sprzedawać akcje JSW. © Ⓟ

OKIEM MINISTRA

To spór do rozwiązania przez władze spółki

WOJCIECH KOWALCZYK, pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa

Po czwartkowych uzgodnieniach pomiędzy radą nadzorczą JSW, zarządem i związkami zawodowymi, odnoszę wrażenie, że spór w tej firmie ma charakter personalny. Zarząd wycofał się przecież z zamiaru zwolnienia związkowców, którym zarzucał organizację nielegalnego strajku, wycofał się też z planu ograniczenia flapsów, czyli liczby darmowych posiłków dla załogi. Nikt nie mówi o zwolnieniach , a jedynie o ograniczeniu pewnych przywilejów finansowych, które w trudnym okresie będą się negatywnie odbijać na firmie.

Apeluję o odpowiedzialność i rozsądek do wszystkich stron. JSW to spółka giełdowa, skarb państwa jest akcjonariuszem większościowym, ale są też mniejszościowi. To spór do rozwiązania przez władze spółki. Rada nadzorcza i zarząd przy pomocy negocjatora muszą sobie sami poradzić z protestami strony związkowej. Rozmawiamy z Komisją Europejską na temat restrukturyzacji polskiego sektora węglowego. Drugą stronę interesują przede wszystkim szanse Nowej KW na uzyskanie rentowności i bycie konkurencyjnym na rynku. W najbliższych tygodniach są zaplanowane kolejne spotkanie i będziemy kontynuować dialog z KE.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu