Klub Magellan szanuje prywatność

Julia Kafka
opublikowano: 2000-08-21 00:00

Klub Magellan szanuje prywatność

Stolica doczekała się wreszcie miejsca, które gwarantuje gościom nie tylko w miarę przyzwoite jedzenie, ale i przestronne, funkcjonalnie zaprojektowanie wnętrze, a co najważniejsze, możliwość swobodnej rozmowy.

Klub Magellan otworzył podwoje kilka miesięcy temu i nieśmiało zabiega o popularność. I wygląda to na świadomą politykę właścicieli, którzy najwyraźniej stawiają na jakość, a nie ilość swoich gości. Tym bardziej — a takie głosy do mnie dotarły — że niektórym konsumentom wręczane są karty rabatowe (ale kobietom chyba nie) i z czasem będzie to miejsce dostępne wyłącznie dla klubowiczów. Brzmi fajnie, ale czy rozsądnie z ekonomicznego punktu widzenia? Chyba nie, ale to już nie nasze zmartwienie tylko właścicieli przybytku.

Ale do stołu! Odwiedzam klub dość regularnie i nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem bardzo wygodnego lokum. Wnętrze restauracji jest bowiem bardzo przestronne, piętrowe. Nie brakuje w nim marynistycznych akcentów. Całość prezentuje się jednak dostojnie, jak niejeden ekskluzywny, angielski klub. Słowa uznania.

Zaglądamy do karty. Jej lektura nie zajmie nam — niestety — zbyt wiele czasu, bo pozycji jest niewiele, choć są bardzo różnorodne. Mocną stroną Magellana są zupy. Absolutnym zaś hitem — chłodnik. Potem jest jednak już gorzej. Potrawy nie zachwycają ani smakiem, ani kunsztem wykonania. Niezła jest kaczka z jabłkami, ale grubo ciosane kartofelki były zimne. Z kolei niskokaloryczna wersja kaczki z grzybami nie smakuje, bo nie ma smaku! Z rybami jest to samo — bez aromatu i smaku. Szczególnie rozczarowuje łosoś. Niezłe są dania kuchni włoskiej oraz mięsa. Generalnie jednak kucharz dość nieśmiało fechtuje pieprzniczką, solniczką i przyprawami.