Jaja przepiórcze i raki — tak jadali Jan III Waza i jego rodzina. Na zamku w jednym z najstarszych szwedzkich miast odtworzono monarszy posiłek sprzed 400 lat.
Dawna stolica Skandynawii rozłożyła się na południowo-wschodnim wybrzeżu Bałtyku. W Kalmarze historia wygląda zza każdego rogu, bo rozegrało się tu wiele dziejowych wydarzeń. Choćby podpisanie unii kalmarskiej w 1397 r., jednoczącej pod berłem wspólnego monarchy Danię, Szwecję i Norwegię, czy pokoju z Brömsebro w 1645 r. po zwycięskiej wojnie z Danią. Zabytkowa część tego uroczego miasta skupia się wokół Kalmar Slott — otoczonego wodą zamku, którego najstarsze fragmenty liczą ponad 800 lat.
Schody z nagrobków
— W XII wieku wzniesiono tu wieżę broniącą targu przed rabusiami przypływającymi morzem. Potem zbudowano port, a wieża rozrosła się w zamek, zaliczany do najważniejszych granicznych fortyfikacji obronnych. Zyskał on miano „Klucza do królestwa” — opowiada Lotta, przewodniczka po kalmarskim zamku.
Podziwiana dziś rezydencja to dzieło XVI-wiecznych władców z dynastii Wazów: Eryka XIV i Jana III, którzy przebudowali i umeblowali zamek w stylu renesansowym. Ostatnim monarchą, który stąd zarządzał krajem, był Karol XI, panujący do 1692 r.
— Rozbudowę Kalmar Slott rozpoczął Gustaw I Waza, założyciel dynastii. Król słynący ze skąpstwa. Sam decydował, jak ozdabiać komnaty. Najskromniejsze sufity z belek w biało-czarną szachownicę to jego wybór... Monarcha, który zreformował Szwecję, nie zawahał się też przed użyciem katolickich nagrobków do budowy schodów. Żeby pokazać swą władzę — dodaje Lotta.
O ile stopnie wiodące do komnat króla i dostojników kościelnych są wygodne dla wchodzących, o tyle dziwią nieproporcjonalnie wysokie schody prowadzące do pokojów królowej.
— Nikt nie wie, dlaczego takie zbudowano. Może po to, by idący do władczyni petent poczuł się mały? Druga teoria jest bardziej prozaiczna: strome stopnie miały chronić monarchinię przed szczurami — tłumaczy przewodniczka.
Następny król, Eryk XIV, zażyczył sobie bogato intarsjowanej sypialni — jej wykonanie zajęło majstrom siedem lat. Kazał też wyszykować tajne przejście w... toalecie. W razie zagrożenia mógł wyjąć deski z sufitu ubikacji i tędy salwować się ucieczką.
Na oczach tłumu
Z czasów Jana III Wazy pochodzi sala reprezentacyjna zamku, z najlepiej zachowanym w Skandynawii pozłacanym sufitem kasetonowym. Zachwyca też komnata ozdobiona przez Katarzynę Jagiellonkę, pierwszą żonę Jana III. Modne w renesansie drewniane płaskorzeźby na ścianach i intarsje z 17 rodzajów drewna nie cieszyły jednak oczu władczyni — Polka nigdy tej sali nie używała. Pokój posłużył następnej królewskiej małżonce, Gunilli. Manekiny drugiej żony Jana III, samego króla oraz jego dzieci: Zygmunta III, przyszłego króla Polski i jego siostry Anny, można obejrzeć w sali jadalnej zamku.
— Wysoko urodzonym wolno było przyglądać się posiłkom rodziny królewskiej. Jeden z możnych opisał, gdzie kto siedział i co jadano. U szczytu stołu widzimy więc 49-letniego króla, a po jego lewicy 20-latka Zygmunta, obok którego zasiadła 18-letnia Anna Wazówna. Równolatka swej macochy Gunilli... — opowiada Lotta.
Cztery razy w tygodniu na królewskim stole pojawiały się ryby, w pozostałe dni — mięso i drób. Na zainscenizowanej uczcie widzimy szczupaka, flądrę, jaja przepiórcze i kurze, raki...
Po zwiedzeniu jadalni turyści kierują swe kroki ku zamkowej kaplicy.
— Protestant Jan III, pod wpływem katoliczki Katarzyny Jagiellonki, zaczął wątpić. Uznawał obie religie. Stąd prawą stronę kaplicy zdobią łacińskie teksty psalmów, lewą zaś szwedzkie, protestanckie. Do dziś odbywają się tu msze, śluby i koncerty. Zamkowa kaplica ma bowiem najlepszą akustykę w mieście — chwali przewodniczka.
Mówią wieki
Obok zamku rozciąga się park miejski założony w XIX wieku. Rośnie w nim wiele egzotycznych w Skandynawii roślin: bambusy, platany, włoskie orzechy... Można tu odpocząć przed wyruszeniem w dalszą drogę — na brukowaną kocimi łbami starówkę, przy uliczkach której zachowały się niskie, kolorowe domki z XVII i XVIII wieku. Jedną z lokalnych osobliwości jest, usytuowany 200 m od zamku, dworek Krusenstiernów — mieszczański dom XIX-wiecznej klasy średniej. Gości wita ustawiona przed dworkiem wysoka deska. Podobnymi deskami grodzono niegdyś prywatne ogrody — już na średniowiecznych rycinach można znaleźć tak zamknięte ogrody i sady. Dziś ten dworkowy ogród — ze ścieżkami obramowanymi rzędami muszelek, pełen kwiatów, drzew i krzewów owocowych oraz żelaznych ogrodowych mebli — kryje kafeterię. Wnętrze rezydencji Krusenstiernów pozwala zaś turyście cofnąć się w czasie. Bo dom wypełniają przedmioty z wielu epok i krajów, dziedziczone i zbierane przez pokolenia. Wiele mebli pochodzi z czasów gustawiańskich, ale znajdują się tu również przykłady baroku i rokoko oraz zbiory chińskiej porcelany. Kolejnym wartym zwiedzenia miejscem jest Muzeum Wojewódzkie, ulokowane w zabytkowym, postindustrialnym budynku Kalmar Āngkvarn w centrum portu. Rozciąga się stąd wspaniały widok na Cieśninę Kalmarską i pobliską wyspę Olandię. W muzeum, dzięki imponującemu modelowi miasta o powierzchni 25 mkw., można poznać historię średniowiecznego Kalmaru. Inna stała wystawa opowiada o życiu i twórczości Jenny Nyström, XIX-wiecznej ilustratorki urodzonej w Kalmarze. Poza tym każdego roku pokazywanych jest wiele wystaw czasowych.
Zatopione skarby
Zwiedzających przyciąga przede wszystkim stała wystawa poświęcona „Kronanowi” (Koronie), jednemu z największych okrętów szwedzkiej floty wojennej. Zatonął 1 czerwca 1676 r. podczas bitwy ze zjednoczoną flotą duńsko-holenderską (w wypadku, nie w wyniku akcji wroga). Razem z nim poszło na dno 800 członków załogi: mężczyzn w sile wieku, 8-letnich chłopców, 70-letnich starców... I tysiące przedmiotów wydobywanych każdego lata przez nurków, począwszy od 1980 r., kiedy to morscy archeolodzy odkryli szczątki jednostki flagowej. Leży ona 26 m pod wodą, 6 km od wybrzeży Olandii. Odnalezienie okrętu jest zasługą Andersa Franzena, tego samego, który w 1961 r. zlokalizował i wydobył na powierzchnię królewski galeon „Vasa” (Waza) wystawiony w Sztokholmie. „Kronan” wciąż spoczywa w morzu, jednak fascynująca kolekcja pochodzących z wraku skarbów warta jest wizyty w muzeum.
— Już pierwsze znalezisko — talerze z inicjałami admirała Lorentza Creutza i jego żony Elsy Duwall — potwierdziło, że to „Kronan” — wyjaśnia Lars Einarsson, archeolog morski, szef projektu Kronan w Muzeum Wojewódzkim w Kalmarze.
Wśród około 30 tys. przedmiotów, dotychczas wyciągniętych z wraku, znajdują się m.in. działa pokładowe, dzwon do nurkowania, instrumenty muzyczne, przyrządy do nawigacji, fragmenty odzieży — buty, skórzane rękawice, pocerowane wełniane skarpety, jedwabne koszule... — przybory do szycia, sprzączki, guziki. Ocalał nawet kosz z tabaką i przyprawami: pieprzem, imbirem, czosnkiem... Nie mówiąc już o największym w Szwecji skarbie złożonym z 255 złotych monet. Srebrnych zresztą też — jeden z dukatów zdobi szwedzka flaga atakowana przez 6 wrogów, wśród których znajduje się Polska...
— Bałtyk jest słabo zasolony, dlatego wszystkie zatopione przedmioty zachowały się w tak dobrym stanie — tłumaczy Lars Einarsson.
Jego marzeniem jest pełna rekonstrukcja okrętu. Na razie odtworzył, w muzealnych salach, wnętrze „Kronana” ze skrzypiącym pod stopami pokładem i odgłosami wiatru szumiącego w żaglach...
Niewątpliwą atrakcją Kalmaru jest także bliskość Olandii — wyspy, u brzegów której spoczywa „Kronan”. Z lądem spina ją ponad 6-kilometrowej długości most przerzucony nad Kalmarsundem (Cieśniną Kalmarską). Syci wrażeń turyści mogą więc szybko przejechać na Olandię, by odpocząć na wyspie słynącej z niezwykle urozmaiconej fauny i flory.
