KNF namierza środowego proroka!

opublikowano: 2009-02-12 13:00

Majstersztyk. Tak maklerzy komentują końcówkę środowej sesji. Ktoś w dziwnych okolicznościach przyrody podbił rynek akcji, a jakiś prorok na potęgę wystawiał w tym czasie kontrakty terminowe. KNF identyfikuje zleceniodawców tego nietypowego zdarzenia. Analitycy: grozi nam dalsza obsuwa.

Nie milkną echa dziwnej, środowej końcówki sesji na GPW. Zwłaszcza, że pesymista miał najwyraźniej rację otwierając w środę krótką pozycję na rynku kontraktów terminowych na indeks Wig20. Dzięki czwartkowym spadkom zarabia krocie.
- Zauważyliśmy to nietypowe zdarzenie. Wyjaśniamy, czy nie doszło do manipulacji. Identyfikujemy zleceniodawców – mówi nam Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego.

Przypomnijmy. W środę, tuż przed końcem notowań ciągłych na rynek akcji trafiło duże zlecenie koszykowe, które załamało indeks WIG20 (o ok. 15 pkt), a z nim kurs kontraktów terminowych na WIG20. Na fixingu kończącym sesję ktoś z kolei dokupił akcji blue chipów dźwigając WIG20 w górę (różnica między indeksem a kursem kontraktu wzrosła do aż 41 pkt). W tym samym momencie jakaś niewidzialna ręką na potęgę handlowała na rynku terminowym. W jednym tylko zleceniu właściciela zmieniło 1 tys. kontraktów.
- Na zakończenie sesji kontrakt wykazał dość duży pesymizm odnotowując 41-punktową ujemną bazę. Takie zachowanie rynku potwierdza nasze założenie, że rynkowi trudno będzie na tą chwile rozwinąć większą tendencję wzrostową – czytamy w dzisiejszym, porannym komentarzu analityków ING Securities.

Bardzo prawdopodobne, że duże, koszykowe zlecenia z rynku akcji miało jakiś związek z grubą rybą z rynku terminowego. Jeśli tak, to korzystając ze środowego zamieszania mogła ona bez większych problemów (kosztem day-traderów, którzy liczą na czwartkowe zmniejszenie się ujemnej bazy) otwierać na dogrywce kolejne, krótkie pozycje. Sugeruje to m.in. zwiększająca się liczba otwartych pozycji (LOP).

Według niektórych maklerów tak odważne decyzje na GPW podejmują zazwyczaj inwestorzy z zagranicy. Zwłaszcza, że wczorajszy pesymista nie liczył się z każdym punkcikiem na kontrakcie. Liczyła się tylko ogromna determinacja do realizacji zlecenia.
- Krajowi gracze z reguły są ostrożniejsi i bardziej oszczędni. Po co rzucać zlecenie na 1 tys. kontraktów, czy 30 mln zł na rynek akcji, jak lepiej podzielić to na mniejsze części i zaoszczędzić na tym pare groszy. Chyba, że ma się pewność co do kierunku, w którym podąży rynek – mówi nam rozmówca związany z jednym z dużych, krajowych biur maklerskich.

W czwartek krajowe indeksy, przy niemal minimalnych obrotach, znów ledwo stąpały na własnych nogach. Rano wystarczyło zaledwie 10 mln zł, aby zdołować główny indeks WIG20 o 2 proc. Na rynku kontraktów dalej rośnie liczba otwartych pozycji. Utrzymuje się też ogromna, ujemna baza (różnica między kursem kontraktów na WIG20 a indeksem). Analitycy obawiają się, że to nie koniec spadków.
- W pesymistycznym scenariuszu (choć na razie bardziej prawdopodobnym), strona podażowa w niedługim czasie, podejmie kolejne próby zepchnięcia rynku poniżej dołka z 4 lutego bieżącego roku (1.425 pkt) – przewidują analitycy ING Securities.