W maju Komisja Nadzoru Finansowego rozesłała do banków list uczulając je na ocenę zdolności kredytowej klientów. Nadzorca przestrzegał, że modele behawioralne, budowane w oparciu o zbierane przez lata informacje o własnych klientach, moga okazać się zawodne. Kredytobiorca, który w jednym banku wzorowo spłaca kredyt może mieć długi u konkurenta. Lub u konkurentów.
Kilka miesięcy temu Mariusz Karpiński, były prezes GE Money Bank, opierając się na danych Biura Informacji Kredytowej, zidentyfkował grupę około 80 tys. osób, które mają kredyty w co najmniej 10 bankach. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że wysokość odsetek czasem wielokrotnie przekracza miesięczne dochody każdej z nich. Przed niewypłacalnością ratują się zaciągając nowe kredyty na spłatę starych. Finanse udawało się spinać do czasu, gdy banki w miarę liberalnie pożyczały pieniądze. Od kiedy zaostrzyły warunki kredytowe, coraz więcej przekredytowanych osób przestaje spłacać długi. Skutki już widać - pierwsze banki raportują o szybko pogarszającej się spłacalności głównie kredytów gotówkowych.
Wiosną teg roku informacje o problemie przekredytowania dotarły do KNF, która
zapowiedziała, że zajmie się sprawą. Pierwszy krokiem był wspomniany list. Potem
długo nie działo się nic. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że komisja
negocjuje umowę z BIK, żeby móc zajrzeć do zasobów biura o oszacować ryzyko, o
którym od kilku miesięcy mówi prezes Karpiński. Rozmowy właśnie się zakończyły.
KNF podała dzisiaj, że podpisała porozumienie z BIK "w zakresie realizacji
projektu analityczno-badawczego dotyczącego analizy i prognozowania jakości
portfeli kredytowych sektora bankowego".
ET