Koalicja powinna powstać po świętach - ale których?

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-04-11 00:00

Teza, iż sytuacja polityczna w Polsce jest dzisiaj bardziej skomplikowana niż bezpośrednio po wyborach, wydaje się zasadna. Upływające 30 kwietnia półrocze rządu w samoocenie premiera Kazimierza Marcinkiewicza jawi się okresem nadzwyczaj kreatywnym, według ocen zewnętrznych — i to formułowanych wcale nie przez złośliwą opozycję — rząd funkcjonuje natomiast na jałowym biegu, niemal jak gabinety kończące kadencję. Prawda ta przebijała się także do świadomości uczestników sobotniego plenum Prawa i Sprawiedliwości, które upoważniło prezesa Jarosława Kaczyńskiego do skonstruowania nowego rządu.

Temat ewentualnej zmiany premiera na razie stanowi polityczne tabu, ale sam Kazimierz Marcinkiewicz zdaje sobie sprawę, iż taka decyzja może zostać podjęta przez Jarosława Kaczyńskiego dosłownie w każdym czasie — jeżeli taka będzie polityczna potrzeba. Ewentualne bezpośrednie objęcie steru rządu przez prezesa PiS posłuży oczywiście „doskonaleniu jego działań oraz większej efektywności w realizacji programu”. Wielkanoc premier Marcinkiewicz przetrwa na pewno, ale nie ma gwarancji, że doczeka na stanowisku kolejnych świąt — i nie chodzi tu wcale o odległe Boże Narodzenie, ani nawet o Boże Ciało, lecz o... rocznicę Konstytucji Trzeciego Maja.

Pierwszy dzień koalicyjnych przymiarek potwierdził, że idea Prawa i Sprawiedliwości, aby większościowy rząd został uzgodniony jeszcze w uduchowionej atmosferze Wielkiego Tygodnia, jest fikcją. Wstrzemięźliwość zaleca zwłaszcza inżynier Waldemar Pawlak, prezes wchodzącego w koalicyjną grę Polskiego Stronnictwa Ludowego, mający za sobą już dwukrotne premierowskie doświadczenia. Jak post, to post.

A zatem termin rynkowej premiery nowego rządu jest na razie niewiadomą, chociaż PiS chciałoby zdążyć przed najbliższym posiedzeniem Sejmu. Przy okazji nasuwa się ciekawe pytanie, komu powierzy patronat medialny nad tym niewątpliwie historycznym wydarzeniem. 2 lutego sygnatariusze pakt destabilizacyjnego załatwili sobie patronat wręcz fatalny — Telewizji Trwam i Radia Maryja. Za zorganizowanie wówczas pamiętnej medialnej hucpy chyba sama Opatrzność ukarała ich rozsypaniem się tej politycznej inicjatywy.

Przypuszczamy, że obecnie Jarosław Kaczyński będzie zdecydowanie ostrożniejszy. Zresztą firmie ojca Rydzyka na razie ani w głowie zajmować się jakimiś tam rządami — redemptoryści okazali się biznesowymi amatorami, którzy roztrwonili na giełdzie milio- ny pochodzące z darowizn licznych wiernych.