Koalicyjna niezgoda czasem nic nie rujnuje

Jacek Zalewski
opublikowano: 1999-12-07 00:00

Koalicyjna niezgoda czasem nic nie rujnuje

FALOWANIE AKTYWNOŚCI: Dane statystyczne dotyczą wybranego tygodnia. Przeciętny czas pracy odzwierciedla coroczne zimowe osłabienie tempa całej gospodarki.

Ostatni piątek, 3 grudnia, oznaczony był w kalendarzach polskich pracodawców prywatnych wyjątkowo czarną kartką. Sejm miał w tym dniu uchwalić nowelizację kodeksu pracy. Nominalny tygodniowy wymiar czasu pracy w Polsce miał zostać skrócony z 42 do 40 godzin, zaś każda sobota awansowałaby do roli ustawowego dnia wolnego od pracy. Dotychczas soboty wliczane były do corocznej puli 39 dodatkowych dni wolnych.

PRYWATNI pracodawcy tworzą jednolity front przeciw wyrywkowej zmianie kodeksu. Popierają natomiast kompleksową nowelizację, przygotowywaną przez rząd. Zdecydowanie opowiadają się za elastycznością czasu pracy w zależności od rodzaju przedsiębiorstwa oraz gałęzi, w jakiej ono działa. Uważają za lepsze ustawowe zagwarantowanie maksymalnego czasu pracy, natomiast pracodawca i pracownik ustalaliby, kto kogo na jak długo potrzebuje.

PONIEWAŻ jednak realistycznie oceniają, iż związki zawodowe mają w parlamencie ogromną reprezentację po obu stronach barykady, natomiast lobby pracodawców jest szczątkowe — zatem oczekiwali w piątek wydania przez Sejm wyroku na konkurencyjność polskiej gospodarki, surowego lub nieco złagodzonego, w zależności od terminu wejścia kodeksowych zmian w życie. A jednak niemożliwe stało się możliwe... Partie tak się pokąsały, iż nowelizacja poszła w całości — łącznie z wątkiem wolnych sobót — do kosza!

JAK TO się mogło stać? Jednolita wersja komisji sejmowej, zdominowanej przez AWS, zakładała stopniowe zejście do 40 godzin tygodniowo od 1 stycznia 2002 r. Dlatego koalicja AWS/UW zgodnie odrzuciła populistyczną poprawkę SLD, aby zmienić tę datę na 1 stycznia 2000 r. Następnie utworzona na poczekaniu spółka interesów AWS/SLD/PSL odrzuciła poprawkę Rady Ministrów, odkładającą termin na 1 stycznia 2004 r. Rząd poparła jedynie UW oraz grupka posłów SKL, natomiast nie poparł goÉ premier. Po odrzuceniu obu poprawek nastąpiło głosowanie nad całością ustawy. Oburzona na AWS za nielojalność wobec rządu Unia zrewanżowała się koalicjantowi. Zmianę kodeksu pracy odrzuciło skuteczne porozumienie UW/SLD/PSL.

A ZATEM wszystko rozbiło się o sporny termin. Społeczne skutki wprowadzenia jednolitego 40-godzinnego tygodnia pracy i stabilnego weekendu generalnie oceniane są pozytywnie. Już dzisiaj oficjalna norma 42-godzinna dotyczy tylko części pracowników. Od dawna wiele branż gospodarki wywalczyło sobie 40 godzin. Z kolei w większości firm prywatnych — w tym z kapitałem zagranicznym — wszystkie wolne soboty są oczywistością, za to w pięciu pozostałych dniach obciążenie pracownika często przekracza 42 godziny.

PARLAMENT wkrótce powróci do tematu skracania czasu pracy. Na pewno w pierwszej kolejności zostanie rozstrzygnięty problem wolnych sobót. Poza tym czekają w kolejce egzotyczne projekty ustanowienia następnych świąt kościelnych dniami wolnymi — chodzi o Wielki Piątek oraz o drugi dzień Zielonych Świątek, co wiązałoby się z jednoczesną likwidacją... Święta Pracy. Z tych legislacyjnych planów wynika, że w Polsce w najbliższych latach może ewentualnie brakować pracy, ale odpoczynku — nigdy.

Ilustracją wczorajszego komentarza „Polskę od Unii Europejskiej nadal dzieli daleka droga” była mapa krajów Unii Gospodarczej i Walutowej. Polska ma szansę przystąpić do UE już w roku 2003, natomiast do zawężonej geograficznie wspólnoty walutowej dopiero w cztery lata później.