Do końca tej kadencji parlamentu ma zostać uchwalony Kodeks budowlany, który w założeniach ma uprościć i odbiurokratyzować proces inwestycyjny oraz usystematyzować zagospodarowanie przestrzeni. Przyjęcie go na początku przyszłego roku zapowiedziała w exposé premier Ewa Kopacz. Szef zespołu powołanego do opracowania kodeksu, prof.
Zbigniew Niewiadomski, uważa, że to termin ambitny, ale realny. — Prace są już zaawansowane, z samym kodeksem nie musimy przyspieszać. Wyzwaniem są jednak odrębna ustawa wprowadzająca kodeks, dokonanie zmian w wielu innych ustawach oraz rozporządzenia wykonawcze. Prace nad nimi trwają równolegle do opracowania kodeksu. Ponieważ to olbrzymia i wielopłaszczyznowa regulacja, nie będzie wchodziła w życie nagle i w krótkim okresie. Vacatio legis będzie trwało 2-3 lata, a w niektórych punktach nawet jeszcze dłużej — mówi prof. Niewiadomski. Jednym z głównych założeń twórców kodeksu jest wprowadzenie „planowej gospodarki przestrzennej”. Gminy mają być zobowiązane do podzielenia swojego terenu w studium zagospodarowania na trzy kategorie: obszary zabudowane, obszary rozwoju zabudowy i obszary wyłączone z zabudowy.
— Nie do pomyślenia jest dla nas, by na terenach rozwoju zabudowy inwestować bez planu. Dodatkowo gmina będzie miała obowiązek wyposażenia tych obszarów w infrastrukturę, łączniez socjalną — mówi prof. Niewiadomski.
Komisja chce także zlikwidować instytucję decyzji o warunkach zabudowy, bo o wpisywaniu się budynku w krajobraz może decydować organ wydający pozwolenie na budowę. Kodeks ma poszerzyć listę przypadków, w których zgłoszenia zastąpią pozwolenia. Projekt budowlany zostanie rozdzielony na części urbanistyczną, lokalizującą budynek na działce (zatwierdzaną przez organ administracji) i techniczną (będzie tylko dodatkiem do wniosku o pozwolenie na budowę).
— Założenia kodeksu przewidują ułatwienia tylko dla małych obiektów, a wzmożone kontrole obejmą wszystkie inwestycje. Obawiamy się też, że zmuszaniesamorządów do uchwalania planów spowoduje odwrotny efekt. Koszt planów ma być przeniesiony na właścicieli nieruchomości, a władze są wybierane w wyborach. Nie będą działać wbrew interesowi wyborców — uważa Grzegorz Kiełpsz, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD). Uspokaja go szef komisji. — Jeśli gmina nie przygotuje terenów pod inwestycje, będzie musiała pobierać coraz niższą opłatę adiacencką, aż do zera po pięciu latach. Z kontroli zrezygnować się nie da, jeśli rezygnujemy z prewencji, musi być weryfikacja na późniejszym etapie. Grunt, że deweloperzy będą mogli budować, nie czekając na kolejne decyzje — mówi prof. Zbigniew Niewiadomski.
48 proc. Tyle decyzji o warunkach zabudowy dla mieszkaniowych budynków wielorodzinnych wydano w 2013 r. z przekroczeniem ustawowego terminu 60 dni, a 37 proc. pozwoleń na budowę — później niż po 65 dniach.
88. Taką pozycję na ponad 190 krajów zajmuje Polska w rankingu Doing Business w kategorii uzyskiwania pozwolenia na budowę. Proces składa się z 18 procedur i trwa 161 dni.