Kogeneracja prosi o wsparcie

Bez czerwonych i żółtych certyfikatów elektrociepłownie ledwo zipią. W końcu odzyskają wsparcie, ale na rekompensaty nie mają co liczyć

Niepewność, nerwowość czy już panika? Branża ciepłownicza nie odzyska spokojnego snu, dopóki nie wejdą w życie regulacje przedłużające system wsparcia dla kogeneracji. Czyli dopóki rząd nie przywróci mechanizmu czerwonych i żółtych certyfikatów. — Zaczynamy już szacować, ile pieniędzy nam odpłynęło, odkąd wsparcie wygasło — alarmuje Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Gazówki cierpią najbardziej

Czerwone i żółte certyfikaty służą państwu do tego, by wspierać elektrociepłownie (patrz ramka). Z końcem grudnia wsparcie jednak wygasło. — Trudno przewidzieć wpływ wygaśnięcia wsparcia na całą branżę, ale weźmy pod uwagę, że dwie firmy wytwarzające ciepło na podstawie gazu podały już nam, że dla nich oznacza to utracone miliony. A branża liczy przecież aż 450 podmiotów — mówi Jacek Szymczak.

No właśnie — najboleśniej brak wsparcia odczuwają firmy opierające produkcję na gazie, bo żółte certyfikaty są droższe od czerwonych. Rynek żółtych papierów jest stabilny, a ich cena zbliżona do opłaty zastępczej (czyli 128,8 zł w 2012 r.). Na rynku czerwonych mamy zniżkę, która wynika z ich nadpodaży — na rynku jest dużo jednostek i łatwo uzyskać te certyfikaty (ceny są w okolicy 3-5 zł, podczas gdy opłata zastępcza sięga 29,30 zł).

— Brak wsparcia w postaci żółtych certyfikatów ma silny wpływ na rentowność elektrociepłowni opalanych gazem ziemnym. Oznacza dla tych jednostek zmniejszenie przychodu o ok. 30-40 proc. W niektórych przypadkach może oznaczać to, że koszty zmienne nie będą pokrywane przez przychody. Trudno powiedzieć, jak długo sytuacja ta może się utrzymywać. Należy jednakże liczyć się z tym, że będzie trwała nawet rok. A to istotnie zagrozi sytuacji finansowej elektrociepłowni gazowych powodując np. ograniczenie planów inwestycyjnych — zauważa Sebastian Janda, starszy menedżer w PwC.

W przypadku elektrociepłowni opartych na węglu skala spadku przychodów będzie mniejsza, skoro cena czerwonych certyfikatów jest niska.

— Brak certyfikatów może jednak zmniejszyć rentowność mało efektywnych elektrociepłowni, których działalność niekiedy znajduje się na granicy opłacalności nawet pomimo funkcjonowania systemu wsparcia — dodaje Jan Biernacki z PwC.

Nie będzie na inwestycje

Potwierdza to Andrzej Rubczyński, dyrektor departamentu rozwoju PGNiG Termiki (ma warszawskie elektrociepłownie na Siekierkach i na Żeraniu, szykuje się do budowy bloku gazowego).

— Brak systemu wsparcia dla elektrociepłowni gazowych oznacza pracę ze stratami finansowymi lub po prostu konieczność wyłączenia. W przypadku elektrociepłowni węglowych oznacza to brak pieniędzy na inwestycje dostosowujące do zaostrzonych standardów emisyjnych, które pojawią się w Polsce od 2016 r. — mówi Andrzej Rubczyński. Za wsparciem opowiada się też Fortum (ma w portfelu m.in. elektrociepłownię w Częstochowie, opartą na węglu).

— Podstawą naszej strategii jest rozwój elektrociepłowni, więc mechanizmy wsparcia tego segmentu mają dla nas kluczowe znaczenie. Nawet jeśli czerwone certyfikaty stoją dziś nisko, to wciąż są to konkretne pieniądze. Stymulujące ten biznes — podkreśla Krzysztof Karolczyk, menedżer ds. rozwoju projektów kogeneracyjnych w Fortum.

Jest jednak światełko w tunelu. Rząd przygotował nowelizację prawa energetycznego, przywracającą wsparcie. Przedstawił ją Komisji Europejskiej i czeka na notyfikację. W najbardziej optymistycznej wersji zacznie działać w połowie 2013 r. W realnej — z początkiem 2014 r. Pytanie — czy nowelizacja zrekompensuje firmom tyle miesięcy działalności bez wsparcia? — Bardzo jesteśmy ciekawi, co rząd zrobi z „pustym półroczem”, kiedy nie obowiązywało wsparcie. Prawnicy prezentują nam rozmaite interpretacje — twierdzi Krzysztof Karolczyk. — Ustawodawca powinien rozważyć zastosowanie takich mechanizmów, które zniwelowałyby straty poniesione przez wytwórców w pierwszych miesiącach roku — uważa Piotr Ciołkowski, radca prawny w CMS Cameron McKenna.

Rekompensaty? Chyba żartujecie

Naiwni. Resort gospodarki podejście ma raczej bezlitosne. — Obowiązujący system wsparcia kogeneracji był rozwiązaniem wyłącznie na pięć lat. Minister gospodarki był jednak i jest jej zwolennikiem, dlatego też zaproponowano przedłużenie systemu wsparcia. Nie przewiduje się rekompensat z tytułu luki czasowej pomiędzy kolejnymi okresami funkcjonowania wsparcia — podało nam biuro prasowe resortu gospodarki.

Kogeneracja pożądana

Kogeneracja oznacza wytwarzanie ciepła i energii w jednym procesie technologicznym. To technologia chętnie promowana w Unii Europejskiej, bo jest efektywna (chodzi m.in. o mniejsze zużycie paliwa). W Polsce też. W polskiej polityce energetycznej zapisany jest cel w postaci podwojenia potencjału kogeneracji do 2020 r. Dlatego też wprowadzono czerwone i żółte certyfikaty. Za pomocą tych pierwszych państwo wspiera kogenerację opartą na węglu, a drugich — tę na gazie. Elektrociepłownie dostają certyfikaty, a następnie sprzedają je dystrybutorom, którym prawo narzuca obowiązkowy zakup tych papierów (w 2012 r. musieli obowiązkowo wykazać 23,2 proc. czerwonych certyfikatów i 3,5 proc. żółtych w stosunku zużytej energii). System wprowadzono w 2007 r., na pięć lat. Potem, jak zapowiadali rządzący, miał zostać przedłużony „trójpakiem”, czyli pakietem trzech ustaw, które mają zastąpić obowiązujące prawo energetyczne. Prace nad trójpakiem się jednak przedłużają.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy