Kokosy z futbolu? Nic z tego!

Radosław Omachel
opublikowano: 2003-08-08 00:00

Właściciele klubów piłkarskich twierdzą, że futbol to dobry interes — tania reklama, a przy odrobinie szczęścia dodatkowe źródło pieniędzy. Jednak do tej pory jedynym udokumentowanym zyskiem netto może się pochwalić Groclin Grodzisk Dyskobolia.

Dziś znowu rusza piłkarska liga. Mimo że wciąż szarpana jest aferami, nie brakuje ludzi biznesu, którzy angażują się w polski futbol. Zresztą — żeby zaistnieć w polskiej piłce — nie trzeba być krezusem. Dowodem na to jest częstochowski Dospel, producent urządzeń klimatyzacyjnych, który podpisał umowę sponsorską z GKS Katowice na trzy lata za zaledwie 0,5 mln zł. Drugi przykład to zakup Górnika Zabrze przez Marka Koźmińskieg za jedyne 1 mln zł. Za 6 mln zł można natomiast przejąć zadłużoną Legię Warszawa.

Inną dobrą wiadomością dla angażujących się w ten biznes jest fakt, że na utrzymanie klubu w pierwszej lidze nie trzeba wielkich pieniędzy. Zdaniem Marka Koźmińskiego, średni roczny budżet nie przekracza 4-5 mln zł. Od tej sumy trzeba odjąć 2,5 mln zł, które kluby otrzymują co roku od Canal+ za prawa do transmisji telewizyjnych. Nie są to jednak pieniądze pozwalające na rozwijanie klubu. Zdaniem Andrzeja Zarajczyka, prezesa Pol-Motu, właściciela Legii Warszawa, na to potrzeba 15-20 mln zł.

Najwięcej na piłkę nożną w ostatnim czasie wydają Zbigniew Drzymała i Bogusław Cupiał. Obaj biznesmeni przyznają się do futbolowej pasji. Cupiała trwająca już pięć lat przygoda z Wisłą Kraków kosztowała już 100 mln zł. Nieco mniejszą sumę wydał na Groclin Zbigniew Drzymała, ale ich firmy — dzięki tej formie promocji — stały się znane. Tyle tylko, że zarówno Inter Groclin Auto jak i Tele-Fonika praktycznie nie prowadzą sprzedaży detalicznej i efekt marketingowy raczej trudno będzie skonsumować.

Marek Koźmiński ma własny pomysł na biznes. Chce zarabiać na transferach.

— Młodego, perspektywicznego zawodnika można kupić za 100 tys. zł. Przy odrobinie szczęścia po kilku latach można go sprzedać ze sporym zyskiem. Zakup klubu trzeba jednak potraktować jako inwestycję długoterminową. Na rynku piłkarskim w całej Europie panuje kryzys. To dobry moment na kupowanie — uważa Marek Koźmiński.

Andrzej Zarajczyk zapewnia, że piłka może być dobrym interesem. Trzeba jednak spełnić kilka warunków.

— Klub musi mieć dobrą infrastrukturę. Na ładny i bezpieczny stadion przychodzi więcej kibiców. Mecze niemieckiego Schalke 04 ogląda średnio 50 tys. widzów. Przy cenie biletu w granicach 20 EUR przychody z jednego meczu z samych tylko kart wstępu wynoszą równowartość 4 mln zł — mówi prezes Pol-Motu.

Za sprzedaż miejsca na koszulkach piłkarzy Legia inkasuje 1 mln USD rocznie (około 4 mln zł).

— Jeżeli doliczymy do tego wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych, gadżetów klubowych i transferów piłkarzy, to okazuje się, że na piłce nożnej można zarobić — mówi Andrzej Zarajczyk.

Legii brakuje już niewiele.

— Jeżeli uda się zmniejszyć nieco koszty, działalność klubu powinna się zbilansować — mówi Andrzej Zarajczyk.

Nad zainwestowaniem w Lecha Poznań zastanawia się Jan Kulczyk, akcjonariusz największych polskich firm.

— Lech ma stadion, kibiców i markę. Taką inwestycję mogę rekomendować każdemu — komentuje prezes Pol-Motu.

Wojciech Szymański, prezes Lukullusa i główny sponsor Świtu Nowy Dwór, zainwestował w klub — jak mówi — z miłości do futbolu. Ale i z pragmatyzmu.

— To najtańsza forma reklamy — mówi.

Ocenia, że gra w drugiej lidze kosztuje brutto 2,5 mln zł. Jego zapału nie zmniejsza nawet afera barażowa z udziałem zawodników jego drużyny, którzy z niej karnie wylecieli.

— Po tych wydarzeniach o Lukullusie dowiedziała się cała Polska — dodaje Wojciech Szymański.

Jak widać, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

To „ostatni sprawiedliwy” polskiej piłki. Udowodnił swoim piłkarzom sprzedanie meczu barażowego ze Szczakowianką, dzięki czemu urósł w naszych oczach i wszedł do „jedenastki prezesów”. Mimo kłopotów z utrzymaniem dyscypliny w klubie nie zamierza rezygnować z piłki nożnej. Drużyna Świtu wystartuje w rozgrywkach I ligi. W dostosowaniu stadionu do jej wymogów ma pomóc miasto.

Wojciech Szymański Lukullus Świt Nowy Dwór

Pol-Mot kontroluje 80 proc akcji Legii Warszawa. Od roku próbuje postawić na nogi najbardziej znany polski klub piłkarski, obiecując wejście inwestora lub debiut na GPW. Problemem są sięgające 14 mln zł długi. Ratunkiem dla klubu może być bogaty inwestor — od czasu do czasu pojawiają się kolejni kandydaci — PZU, Zbigniew Jakubas i ostatnio niemiecka firma Walther Group.

Andrzej Zarajczyk Legia Warszawa

Właściciel drugiego kolportera w Polsce rok temu zainwestował w Błękitnych Kielce, trzecioligowy klub. Ściągnął do Kielc Dariusza Wdowczyka, który jako trener zdobył Mistrzostwo Polski z Polonią Warszawa. Na razie Korona nie zdołała awansować, ale prezes zapowiada rychłe przejście do ekstraklasy. Stadiony klubu utrzymuje miasto, ale Krzysztof Klicki deklaruje, że jeden z nich zostanie zmodernizowany kosztem 30 mln zł.

Krzysztof Klicki Kolporter Korona Kielce

Rok temu kierowany przez niego integrator Comarch podpisał umowę sponsorską z Cracovią i przeznaczył na utrzymanie klubu kilkaset tysięcy złotych. W tym sezonie Cracovia awansowała do drugiej ligi, a Comarch za 3 mln zł kupił 28 proc. udziałów w MKS Cracovia. Wprawdzie pakiet większościowy należy do miasta Krakowa, ale spółkę kontroluje Comarch. Kto wie - może drugi klub spod Wawelu wejdzie w tym roku do ekstraklasy.

Janusz Filipiak Cracovia

W krakowski klub zainwestował na przełomie 1997 i 1998 r. Za „ery Cupiała” Wisła trzykrotnie zdobywała mistrzostwo Polski. W poprzednim sezonie dotarła do IV rundy Pucharu UEFA, eliminując m. in. niemieckie Schalke 04 i włoski klub AC Parma. Na najlepszą w ostatnich latach polską drużynę jej właściciel wydał łącznie ponad 100 mln zł. Obiecywał też jej debiut na GPW, ale już wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie.

Bogusław Cupiał Wisła Kraków

Nigdy nie ukrywał, że klub jest narzędziem marketingowym firmy — piłkarze są etatowymi pracownikami działu marketingu. Dwa lata temu Amica była blisko zdobycia Mistrzostwa Polski — skończyło się na europejskich pucharach. Klub z Wronek uchodzi za jeden z najlepiej zorganizowanych. Właściciel systematycznie wykłada na jego utrzymanie po kilkanaście milionów złotych. Tylko efektów nie widać.

Jacek Rutkowski Amica Wronki

Jest współwłaścicielem drugoligowego klubu Stasiak Ceramika Opoczno. Najbardziej zaangażowany w sprawy klubu. Udziela się bowiem nie tylko finansowo, ale osobiście wspiera drużynę — uczestniczy w treningach, pojawia się na boisku w meczach ligowych — strzelił nawet bramkę. Z klubem podzielił się nazwiskiem. Przyznaje, że piłka nożna to dla jego firmy handlującej materiałami opałowymi najtańsza reklama.

Mirosław Stasiak Stasiak Ceramika Opoczno

To bez wątpienia najlepszy piłkarz wśród właścicieli klubów. Po dziesięciu latach gry we włoskiej Serie A wicemistrz olimpijski z Barcelony zainwestował w macierzysty klub. Z Górnika zrobił się zresztą ostatnio klub rodzinny, bo jego prezesem jest Zbigniew Koźmiński — ojciec piłkarza. Na razie Marek Koźmiński ściąga do Górnika tych piłkarzy, którzy nie mieszczą się w pierwszych składach drużyn Serie A.

Marek Koźmiński Górnik Zabrze

Najbogatszy Polak przyznał niedawno, że zastanawia się nad dużą inwestycją w Lecha Poznań. Kibice „Kolejorza” zaczęli odliczać dni do zdetronizowania Wisły Kraków. Na razie sprawa przycichła, ale niewykluczone, że udziałowiec takich potęg jak TP SA, Kompanii Piwowarskiej i PKN Orlen jednak dołoży do grubego portfela swoich aktywów poznański klub. Zwłaszcza że jego kibicem jest syn Jana — Sebastian.

Jan Kulczyk Lech Poznań

To jeden z nielicznych dowodów, że na piłce można zarabiać. Zysk klubu w 2002 r. wyniósł 3,14 mln zł. O takim wyniku netto większość klubów może tylko pomarzyć. Zaplanowany na 2003 r. budżet wynosi 20,7 mln zł. Blisko połowa zostanie przeznaczona na inwestycję w infrastrukturę stadionu. Co ważne — Groclin prowadzi transparentną politykę informacyjną, a to oznacza, że czysta gra się opłaca.

Zbigniew Drzymała Groclin Grodzisk Wielkopolski.

Od 2000 r. należąca do Prokomu firma Prokom Investment kontroluje Arkę Gdynia. Prokom nie planuje na razie podboju piłkarskiej Europy, co może sugerować, że o wsparciu dla klubu zdecydował patriotyzm regionalny. Arka gra bowiem w drugiej lidze, ale nie na tyle dobrze, żeby myśleć o awansie do ekstraklasy (choć niedawno wyrzuciła Wisłę Kraków z Pucharu Polski). Ryszard Krauze większe pieniądze przeznacza na klub koszykarski i turnieje tenisowe.

Ryszard Krauze Arka Gdynia