Realizując zamówienie na komentarz kolejowy, luźno nawiązujący do niespodziewanego zwolnienia Janusza Dettlaffa, prezesa spółki Przewozy Regionalne (patrz str. 4), wyjątkowo pozwolę sobie na akcenty osobiste. Tak się bowiem składa, iż jestem codziennym klientem wspomnianej firmy, a konkretnie Kolei Mazowieckich, których powołanie wywołało ostatnio impuls strajkowy w całej sieci PKP. Redakcja „PB” akurat położona jest blisko dworca, ja mieszkam koło jednego z przystanków na reprezentacyjnym szlaku E20 — czyli teoretycznie wszystko powinno być super. Jednak moje doznania klienta PKP są ambiwalentne.
Trafiają się pory dnia i konkretne pociągi, gdy dojazd Kolejami Mazowieckimi komfortem bije na głowę telepanie się samochodem w stołecznych korkach. Są jednak również pory dnia i konkretne pociągi, z których pod adresem Przewozów Regionalnych zasadnie lecą wyzwiska i przekleństwa. Wieloletnia kooperacja z firmą PKP utwierdza mnie w przekonaniu, iż w kolejarskiej mentalności pasażer nie był, nie jest i nie będzie podmiotem. Prawdziwą wartością rozkładu jazdy oraz głównym celem jego tworzenia staje się... obieg składów, natomiast ludność zapełniająca owe składy traktowana jest jak nieokreślona, galaretowata substancja. Mogę sypać licznymi przykładami ze wspomnianej supertrasy E20, gdy na przykład w niedzielę dwa pociągi przepychane są w odstępach kilkunastu minut, a potem następują w rozkładzie długie godziny przerwy.
Z punktu widzenia statystycznego pasażera, jakim niewątpliwie się czuję, takie zjawiska jak wewnątrzkolejarskie spory o regionalizowanie przewozów pasażerskich, wzajemne podbieranie sobie pasażerów przez spółki rywalizujące na niektórych odcinkach czy strajkowe pobrzękiwanie szabelką przez związki zawodowe — są mało istotne. Aby świat polskich kolei miał jasną przyszłość, muszą zajść radykalne przemiany w jego zbiorowej mentalności. Przyjęcie przez przewoźnika autentycznie służebnej roli wobec klienta nie jest żadnym populistycznym hasłem, lecz biznesową koniecznością. Niestety, PKP jako całość, od prezesów do szeregowych związkowców, wciąż nie przyjmują tej prawdy do wiadomości.