Ujemna wycena CIRS może być dużo większa, niż wynika z ustaleń KNF
Straty ze swapów walutowo-procentowych mogą pogrążyć więcej spółek niż opcje walutowe. Niektórzy
przedsiębiorcy idą do sądu.
Swapy walutowo-procentowe (CIRS — patrz ramka obok), które mogą pogrążyć wiele firm, podobnie jak spekulacyjne opcje walutowe, wywołały żywą dyskusję wśród inwestorów, analityków i zarządzających. To skutek naszej wczorajszej publikacji. Zgłosiły się do nas kolejne przedsiębiorstwa i osoby fizyczne, które czują się poszkodowane przez CIRS (jedna z relacji obok). O transakcje CIRS zapytaliśmy także najaktywniejsze banki, ale do zamknięcia tego numeru "PB" nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Skala rośnie
Niektórzy rynkowi eksperci uważają, że problem CIRS może być większy niż spekulacyjnych opcji walutowych (4-7 mld zł). Choć KNF pytała w grudniu banki o transakcje pochodne, w jakich pośredniczyły, to jej dane mogą nie być wiarygodne. Z danych KNF można szacować, że obecna ujemna wycena CIRS to 1-2 mld zł. Problem jednak w tym, że nie padło konkretne pytanie o CIRS, choć straty ze spekulacji w przypadku poszczególnych spółek mogą mieć bardzo dużą wartość.
— CIRS mają dużo wyższe nominały niż opcje, a do tego umowy podpisywane są na dłużej, np. na 5 lat. Dodatkowo banki nie wymagały, by klient posiadał jakiekolwiek przychody w walucie, na jakiej ryzyko kursowe się wystawia — mówi Marek Wołos, dyrektor departamentu doradztwa i analiz DM TMS Brokers.
Jego zdaniem, straty z CIRS będą miały jednak łącznie niższą wartość niż z powodu opcji. Podobnie myśli Piotr Łopaciuk, analityk Erste Securities.
— Straty związane z CIRS opartymi na jenie prawdopodobnie nie mają nawet zbliżonej skali do asymetrycznych opcji walutowych, choć mogą boleśnie dotknąć wiele spółek — mówi Piotr Łopaciuk.
Kiedy jednak może wybuchnąć CIRS-owa bomba?
Cisza przed burzą
Zdaniem Marka Rogalskiego, głównego analityka FIT DM, najpóźniej duże straty na CIRS objawią się w sezonie wyników z II kw.
— Na razie spółki muszą dopłacać jedynie depozyty zabezpieczające. Zasób gotówki i majątku pod zastaw może się skończyć, a wtedy całkowite rozliczenie transakcji pociągnie za sobą duże straty — prognozuje Marek Rogalski.
Według Marka Wołosa, krytycznym momentem byłoby osłabienie się złotego o dalsze 20 gr wobec jena, franka i euro. Eksperci uważają, że trzeba być przygotowanym na eskalację problemu z CIRS.
— Z tymi instrumentami może być tak jak z opcjami. Wielki problem wybuchł zupełnie nagle. Spółki muszą jednak wycenić CIRS na koniec 2008 r., więc o skali problemu będzie można mówić najpóźniej przy okazji sezonu publikacji raportów rocznych —mówi Marcin Materna, dyrektor departamentu analiz Millennium DM.
Rynkowa niewiedza o CIRS w giełdowych spółkach wzmaga niepewność inwestorów. Może to być skutek zbyt małej dociekliwości analityków.
— Nie przyszło mi nawet do głowy, by pytać zarządy o CIRS — mówi anonimowo jeden z pracowników dużego domu maklerskiego.
Inny nasz rozmówca twierdzi jednak, że nawet to nie musiałoby pomóc.
— O opcjach większość prezesów kłamała lub nie wiedziała, że spółka spekulowała na rynku walutowym. Dopiero po jakimś czasie prawda wyszła na jaw — przyznaje analityk w jednym z biur maklerskich.
Finał w sądzie
Pierwsze pozwy cywilne przeciwko bankom w sprawie CIRS mogą trafić do sądów już w najbliższych tygodniach.
— Za kilka dni mamy ostateczne rozmowy z bankami w sprawie dwóch firm. Jeśli banki nie wezmą na siebie części strat, to nasi klienci są zdeterminowani do walki w sądzie. Chodzi o nielojalność banku i niedopełnienie obowiązków informacyjnych co do ryzyka CIRS — mówi Przemysław Maciak, partner kancelarii Sójka Maciak.
SkĄd ten problem
Transakcje CIRS (Currency Interest Rate Swap) polegają na wymianie kwot kapitału i płatności odsetkowych w różnych walutach pomiędzy dwoma partnerami. W pierwszej połowie zeszłego roku niezmiernie kusząco mógł wyglądać CIRS złoty — jen. W ten sposób ktoś, kto posiadał kredyt w złotych oparty na wysoki WIBOR, mógł spłacać go, opierając się na bliskiej zeru rynkowej stopie w Japonii. Mogło to przynosić spore oszczędności. CIRS wystawia jednak strony umowy nie tylko na ryzyko stopy procentowej, ale przede wszystkim na ryzyko kursu walutowego. Kiedy po wielu latach spadku kursu JPY/PLN jesienią nastąpił nagły zwrot, kontrakty CIRS zawarte przez krajowe podmioty zaczęły być wyceniane mocno na minusie. Trzeba bowiem wycenić spodziewane przepływy z kilku lat przy obecnym kursie. A notowania jena wzrosły z 2 zł w sierpniu do 3,8 zł teraz. Banki wzywają więc klientów do wpłacania dużych depozytów zabezpieczających przyszłe płatności, a ci twierdzą, że nie zostali poinformowani wcześniej o możliwości takiego rozwoju wydarzeń.
Byłem zbyt pazerny
Przez kilkanaście lat budowałem firmę, pracując od rana do wieczora bez urlopów. Nie miałem żadnych długów i udało mi się odłożyć kilka milionów złotych. Byłem jednak zbyt pazerny. Nie szukałem nowych inwestycji, ale od początku 2008 r. BRE Bank namawiał mnie na CIRS. W połowie sierpnia podpisałem umowę na CIRS JPY/PLN przy kursie 2,02 zł za 100 jenów. Bankowcy zaprosili mnie wtedy do drogiej restauracji, przedstawili różne wykresy i tabelki. Miałem dostawać co miesiąc gotówkę. Oczywiście pytałem, jak to działa. Powiedzieli, że to dzięki różnicy w oprocentowaniu złotego i jenów. Mam do siebie pretensje, że nie wczytywałem się w umowę i nie sprawdziłem, czym jest CIRS. Byłem przekonany, że 1 mln zł, na jaki wystawiłem weksel, jest inwestowany. Myślałem, że maksymalnie mogę stracić jedynie tyle. Prawda okazała się okrutna. Inwestowane było 10 mln zł, a ja przeżyłem szok. Trafiłem nawet do szpitala. W połowie października, po trzech miesiącach i przy kursie 2,6 zł za 100 jenów, zamknąłem transakcję i straciłem ponad 4 mln zł. Zapytałem bank, dlaczego wmanewrował mnie w tak dużą spekulację, skoro zarabiam 20-30 tys. zł miesięcznie. Odpowiedzieli, że "miał pan sporo pieniędzy, więc się nie martwiliśmy". To wielki szwindel, bo wiem, że wyczyścili do zera także inne osoby. Pisma słane do KNF, wicepremiera Pawlaka czy premiera Tuska nic nie dały. Prawnicy też nie wskórali dużo, bo bank nie udostępnia nawet wzoru rozliczenia transakcji
Adrian Boczkowski