Kolejni spece opuszczają Sygnity

Mariusz Zielke
opublikowano: 2007-08-01 00:00

Kolejny duży zespół pracowników chce opuścić Sygnity. Piotr Kardach, nowy prezes, nie robi nic innego, tylko stara się ugasić pożar w spółce.

Kolejny duży zespół pracowników chce opuścić Sygnity. Piotr Kardach, nowy prezes, nie robi nic innego, tylko stara się ugasić pożar w spółce.

Zespół kluczowych pracowników giełdowego Sygnity wywodzących się ze spółki zależnej Winuel zakłada własną firmę — dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. Chodzi o ponad 30 wysokiej klasy specjalistów od technologii informatycznych, działu integracji systemów, oprogramowania, sieci i inteligentnych budynków. Chcą zainwestować w firmę Netline, która ma przekształcić się w spółkę kapitałową. Złożyli już wypowiedzenia. W ubiegłym tygodniu „Puls” informował o innych niezadowolonych zespołach. Czy to już bunt? Pracownicy przekonują, że nie.

— Po zmianie prezesa firma wyjdzie na prostą. Ale my chcemy po prostu pracować na własny rachunek. Nasza decyzja nie jest demonstracją niezadowolenia z sytuacji w Sygnity — przekonuje jeden z odchodzących.

Strażak na sygnale

Sygnity powstała z fuzji Emaksu i Computerlandu (CL). Niezadowolenie pracowników nowej firmy narastało od jakiegoś czasu. Kadrze Emaksu nie podobały się z procedury obowiązujące w CL (z których pracownicy CL byli niezadowoleni od dawna). W ubiegłym tygodniu prezesem Sygnity został Piotr Kardach (wiceprezes spółki, wcześniej szef Emaksu). Natychmiast zapowiedział zmiany i poprawę organizacji pracy. Na dzień przed powołaniem nowego prezesa wypowiedzenia z pracy złożył cały dział automatyki bankowej. Piotr Kardach pożar ugasił.

— Dział zmienił decyzję i pozostanie w Sygnity. Nie można też wyciągać pochopnych wniosków z odejść pracowników. W Sygnity pracuje 3 tys. osób, rocznie odchodzi i przychodzi do spółki 200-300 osób — mówi Michał Michalski, rzecznik Sygnity.

Misja prezesa strażaka trwa. Od momentu objęcia stołka szef Sygnity dwoi się i troi, żeby oczyścić atmosferę i zmotywować załogę. A rynek patrzy.

— Wiadomo, że ludzie są podstawowym kapitałem takiej firmy jak Sygnity. Z drugiej strony taka sytuacja może powodować dodatkowe koszty i przełożyć się na wyniki. Kluczowych pracowników warto jednak zatrzymać — mówi jeden z analityków.

Eksperci na swoim

Odchodzący pracownicy Winuela to ważne osoby dla spółki, nie przeznaczone w żadnym wypadku do redukcji w ramach restrukturyzacji.

— Odchodzi m.in. specjalista, który miał zostać głównym technologiem Sygnity, menedżerowie z działów integracji i oprogramowania, osoby, które współtworzyły sukces Winuela, a potem Emaksu — mówi znajomy „buntowników”.