Kolejny bubel w turystyce

Urzędnicy znów próbują wprowadzić gwarancyjny fundusz turystyczny. Eksperci nie zostawiają na projekcie suchej nitki

Koniec z wakacjami przerwanymi bankructwem podróży, wyrzucaniem z hotelu, koczowaniem na lotnisku i powrotem samolotem zorganizowanym przez marszałka? Nowelizacja ustawy o usługach turystycznych, która tworzy Turystyczny Fundusz Gwarancyjny (TFG), czyli II filar zapewniający dodatkową ochronę, nie podoba się branży.

— Ten projekt to kolejna łata na ustawie z 1997 r. Tak, jakby Ministerstwo Sportu i Turystyki MSiT, nie dostrzegło, że 11 grudnia 2015 r. Rada UE uchwaliła nową dyrektywę i uchyliła tę z 1990 r., na podstawie której funkcjonuje stara ustawa. Nie da się logicznie wytłumaczyć poprawiania prawa, które kilka miesięcy temu zostało uchylone — wytyka Krzysztof Piątek, prezes Neckermanna i Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Na bogato

Nowa dyrektywa funkcjonuje od grudnia i Polska ma dwa lata na jej implementację. Obejmuje ochronę nie tylko klientów tradycyjnych usług turystycznych, ale także powiązanych i tzw. dynamicznego pakietowania. Nowy projekt MSiT w ogóle nie dotyka tego tematu.

— Najważniejszą zaletą tego projektu jest, że w ogóle istnieje. Turystów realnie zabezpiecza kwota gwarancji na poziomie 20 proc., a w Polsce jest to 14 proc. Problem w tym, że niektóre biura są zbyt duże, by uzyskać tak wysokie gwarancje, bo przekraczałyby one możliwości wielu towarzystw. Dlatego drugi filar jest niezbędny — uważa Andrzej Betlej, prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelDATA. MSiT, które nad funduszem turystycznym pracuje od 2012 r., planuje, by zmiany weszły w życie w trzecim kwartale tego roku.

TFG ma funkcjonować w ramach Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, bo to tańsze niż powoływanie nowej instytucji. Choć i tak tanio nie będzie. W tym roku jego koszty mogą wynieść 2 mln zł, w pierwszym roku funkcjonowania 2,5 mln zł, a w kolejnych — po 1,6 mln zł (maksymalnie 10 proc. wpłat rocznych). — 10 proc. — może wydawać się, że to niedużo. Ale przecież to rachunek bankowy. Fundusz nie rozpatruje wniosków, nie analizuje kwot, nie realizuje wypłat, tylko siedzi na pieniądzach. Na bogato — ocenia Krzysztof Piątek.

Itaka i Rainbow się zrzucą

W 2014 r. z zagranicznych wycieczek organizowanych przez biura podróży skorzystało 2,3 mln osób. Urzędnicy proponują, by średnia stawka opłat do TFG wyniosła 12,5 zł (w ustawie zapisano, że najwyższa nie może przekroczyć 30 zł). Dzięki temu już w pierwszym roku fundusz zbierze ponad 12 mln zł, o ile egzekucja wpłat będzie 100-procentowa.

— Do obliczenia średnich wpływów przyjęto błędne założenie, że liczba wyjazdów czarterowych jest taka sama jak pozostałych. Wyjazdy autokarowe są natomiast obciążone tą samą składką, co loty rejsowe. Premiowane są tanie linie. To wszystko jest oczywiście do poprawienia, bo minister turystyki może ustalić stawki w zależności od rodzajów imprez — ocenia Andrzej Betlej. Jego zdaniem, największym problemem jest brak nadzoru nad touroperatorami.

— Bardzo dobre firmy, jak Rainbow Tours, który ma 100 mln zł własnego kapitału, czy Itaka, będą płacić prawie połowę składek, a wypłaty pójdą dla firm, które są biznesowo słabe. Gorsze firmy powinny płacić adekwatnie wyższe kwoty. Przydałoby się ciało, które je będzie monitorować. Firma, która prowadzi biznes w sposób ryzykowny, powinna dostawać ostrzeżenia i płacić wyższe składki — uważa Andrzej Betlej.

Krzysztof Piątek wskazuje na kolejne wady projektu. Z opłat do TFG mają być zwolnione podmioty z siedzibami za granicą. Ustawa nie precyzuje terminów odzyskiwania roszczeń, powtarza się sformułowanie „niezwłocznie”. Przedsiębiorcy mają prowadzić ewidencję zawartych umów na podstawie wzoru określonego przez MSiT. — To archaizm. Wszyscy mamy systemy rezerwacyjne i majstrowanie przy nich to potworne koszty — wyjaśnia prezes PZOT.

Dziurawy system

Obecnie polscy turyści nie są dobrze chronieni na wypadek plajty touroperatora. W 2012 r., gdy zbankrutowało 15 biur, na ściągnięcie turystów z zagranicy zabrakło 7,5 mln zł, a osoby, które wpłaciły zaliczki i nie zdążyły wyjechać, nie odzyskały łącznie 5 mln zł. Kilkadziesiąt osób procesuje się o odszkodowanie od skarbu państwa. — W sądzie mam około 90 spraw, zakończonych zostało około 60, a wygranych — prawie 80 proc. — mówi Piotr Cybula, radca prawny w krakowskiej kancelarii Bielański i Wspólnicy. Niektóre spółki: Ecco Holiday, EasyGo. pl, Wakacje.pl i Travelplanet.pl, dodatkowo ubezpieczają klientów. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kolejny bubel w turystyce