Opowiadał, jaki Fundusz będzie wspaniały, jak będzie działał, kto go będzie kontrolował i jak bardzo jest to potrzebna instytucja. Zastanawiające, że minister mówił o FRD w czasie przyszłym. Tymczasem ten fundusz już istnieje. Chciałoby się napisać: istnieje i ma się dobrze. Ale Fundusz Rezerwy Demograficznej ma się źle i, chociaż trudno go uznać za byt wirtualny, to minister skarbu może mieć rację — czas przyszły jest jak najbardziej na miejscu.
Najstarsi dziennikarze pamiętają, że Fundusz Rezerwy Demograficznej
został wymyślony 10 lat temu — przy okazji reformy emerytalnej. Miał on
zabezpieczać system emerytalny na wypadek niekorzystnej sytuacji demograficznej
na rynku pracy — najkrócej rzecz ujmując, sytuacji, w której pokolenie niżu
demograficznego pracuje na emerytury pobierane przez pokolenie wyżu
demograficznego. Z takim problemem właśnie zaczynamy mieć do czynienia. Fundusz
długo czekał na start, bo do 2002 roku. Miał być zasilany z odpisu od składki
emerytalnej (początkowo planowano 1 proc., skończyło się na 0,2 proc.) i wpływów
z prywatyzacji. Biorąc pod uwagę mniejszą część składki i prywatyzacyjne
osiągnięcia rządów po 2002 roku, około 4 mld zł, jakie zgromadzono w FRD można
uznać za oszałamiający sukces. Tyle że autorzy reformy planowali, że po 10
latach od jej startu w FRD będzie około 20 mld zł. Cóż, politycy zapomnieli o
FRD. Pomyśleli, że jakoś to będzie. I — jak zwykle — nie pomylili się. Jakoś
jest.
Obiecane przez ministra skarbu 12 mld zł pozwoli spokojniej myśleć o
stabilności systemu emerytalnego — pod warunkiem, że owe plany staną się
rzeczywistością, a nie kolejną, miłą dla ucha zapowiedzią. To będzie zastrzyk
finansowy tyleż spóźniony, co — być może — niewystarczający, a jednak to
optymistyczny sygnał. Bez tego zastrzyku przyszłość systemu emerytalnego
jawiłaby się w ciemnych barwach (chociaż pewnie, jak to w Polsce, jakoś by
było). Jedno budzi niepokój — minister zapowiada zmianę w zarządzaniu FRD (dziś
zarządza nim ZUS i osiąga może nie imponujące, ale przyzwoite wyniki
inwestycyjne), który ma przejść pod skrzydła resortów finansów i pracy. Oby
lepsze nie okazało się wrogiem dobrego. A gdyby przy tej okazji udało się
zmienić wizerunek prywatyzacji (wbrew politykom, którzy mówiąc prywatyzacja,
myślą — przekręt) byłoby znakomicie. Bo prywatyzację warto robić dla wielu
powodów, a Fundusz Rezerwy Demograficznej wcale nie jest najmniej istotny.