Komentarz Adama Sofuła: Dla tego funduszu warto prywatyzować

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-05-20 07:30

Minister Aleksander Grad zapowiedział, że w najbliższych czterech latach 12 mld zł z prywatyzacji zasili Fundusz Rezerwy Demograficznej.

Opowiadał, jaki Fundusz będzie wspaniały, jak będzie działał, kto go będzie kontrolował i jak bardzo jest to potrzebna instytucja. Zastanawiające, że minister mówił o FRD w czasie przyszłym. Tymczasem ten fundusz już istnieje. Chciałoby się napisać: istnieje i ma się dobrze. Ale Fundusz Rezerwy Demograficznej ma się źle i, chociaż trudno go uznać za byt wirtualny, to minister skarbu może mieć rację — czas przyszły jest jak najbardziej na miejscu.


Najstarsi dziennikarze pamiętają, że Fundusz Rezerwy Demograficznej został wymyślony 10 lat temu — przy okazji reformy emerytalnej. Miał on zabezpieczać system emerytalny na wypadek niekorzystnej sytuacji demograficznej na rynku pracy — najkrócej rzecz ujmując, sytuacji, w której pokolenie niżu demograficznego pracuje na emerytury pobierane przez pokolenie wyżu demograficznego. Z takim problemem właśnie zaczynamy mieć do czynienia. Fundusz długo czekał na start, bo do 2002 roku. Miał być zasilany z odpisu od składki emerytalnej (początkowo planowano 1 proc., skończyło się na 0,2 proc.) i wpływów z prywatyzacji. Biorąc pod uwagę mniejszą część składki i prywatyzacyjne osiągnięcia rządów po 2002 roku, około 4 mld zł, jakie zgromadzono w FRD można uznać za oszałamiający sukces. Tyle że autorzy reformy planowali, że po 10 latach od jej startu w FRD będzie około 20 mld zł. Cóż, politycy zapomnieli o FRD. Pomyśleli, że jakoś to będzie. I — jak zwykle — nie pomylili się. Jakoś jest.


Obiecane przez ministra skarbu 12 mld zł pozwoli spokojniej myśleć o stabilności systemu emerytalnego — pod warunkiem, że owe plany staną się rzeczywistością, a nie kolejną, miłą dla ucha zapowiedzią. To będzie zastrzyk finansowy tyleż spóźniony, co — być może — niewystarczający, a jednak to optymistyczny sygnał. Bez tego zastrzyku przyszłość systemu emerytalnego jawiłaby się w ciemnych barwach (chociaż pewnie, jak to w Polsce, jakoś by było). Jedno budzi niepokój — minister zapowiada zmianę w zarządzaniu FRD (dziś zarządza nim ZUS i osiąga może nie imponujące, ale przyzwoite wyniki inwestycyjne), który ma przejść pod skrzydła resortów finansów i pracy. Oby lepsze nie okazało się wrogiem dobrego. A gdyby przy tej okazji udało się zmienić wizerunek prywatyzacji (wbrew politykom, którzy mówiąc prywatyzacja, myślą — przekręt) byłoby znakomicie. Bo prywatyzację warto robić dla wielu powodów, a Fundusz Rezerwy Demograficznej wcale nie jest najmniej istotny.