Tego samego dnia prokurator krajowy upublicznił wtorkową decyzję sądu,
który stwierdził, że nie było „grupy trzymającej władzę”, a minister skarbu
ujawnił wysokość odszkodowania, jakiego chce Eureko — ponad 35 mld zł. W obu
tych sprawach — zarówno korupcyjnej propozycji Lwa Rywina, jak i prywatyzacji
największego polskiego ubezpieczyciela — intensywnie pracowały w poprzednich
kadencjach komisje śledcze. Rezultatem wszystkich czterech dotychczasowych
komisji (bo były też orlenowska i bankowa) śledczych był wyrok dla Lwa Rywina (i
kres paru karier politycznych). Nikt inny odpowiedzialności karnej nie poniósł.
Chyba że za pośredni skutek działania komisji ds. prywatyzacji PZU uznamy groźbę
astronomicznego odszkodowania, jakiego żąda Eureko.
Efektowne filipiki parlamentarnych śledczych znakomicie sprzedają się
tylko w telewizji. Na sali sądowej tracą siłę przebicia. Charakterystyczne, że
nawet najefektywniejsza komisja — tzw. rywinowska — zakończyła się jednym
wyrokiem skazującym dla swojego patrona. Pozostałe, mimo że padały poważne
wnioski (np. o unieważnienie prywatyzacji PZU) i ciężkie oskarżenia, nie
znalazły sądowego finału. Nie oznacza to bynajmniej, że komisje śledcze są
niepotrzebne. Niejako przy okazji politycznych potyczek odsłaniają nieraz
kawałek prawdy o politycznej rzeczywistości. Posłowie muszą być jednak
zainteresowani odsłanianiem kulis życia publicznego, a nie jedynie polityczną
młócką i medialną autopromocją. Gorące debaty o składzie osobowym komisji
wskazują, że trudno na to liczyć. Nie oczekujmy więc wyroków. Ale słuchajmy
uważnie. Zawsze czegoś nowego się dowiemy. Jak nie o badanej przez komisję
sprawie, to o zasiadających w niej posłach