Jeśli większość Polaków odpowie na to pytanie twierdząco, prezydent obiecuje, że nie będzie blokował przygotowanego przez rząd PO-PSL pakietu ustaw zdrowotnych. Trudno się oprzeć wrażeniu, że prezydent ma głęboką nadzieję, że do tego nie dojdzie. Bo albo senatorowie Platformy na referendum się nie zgodzą, albo gdyby jakimś cudem udało się je przeprowadzić, to uda się wyborców przestraszyć zawartym w pytaniu brzydkim słowem na "p". Prywatyzacja.
Z proponowanym przez prezydenta referendum jest problem. Bo z jednej strony reforma systemu ochrony zdrowia jest sprawą na tyle poważną, że społeczeństwo ma prawo uczestniczyć w poważnej debacie na ten temat, z drugiej jednak debata ta jest zbyt wielowątkowa, by udało się ją ubrać w pytania referendalne. Bo czy w przypadku zaproponowanego przez prezydenta pytania odpowiedź "Nie" będzie oznaczała niezgodę na każdą komercjalizację (i co wówczas z już skomercjalizowanymi placówkami), czy np. jeśli w ustawie znajdzie się zapis uniemożliwiający sprzedaż placówek prywatnym właścicielom, będzie to zgodne z duchem referendum, czy też nie? Referendum byłoby znakomitą okazją do merytorycznej debaty, jednak już przed jej rozpoczęciem można powiedzieć, że byłaby to okazja zmarnowana. Prywatyzacja szpitali była głównym straszakiem używanym przez Prawo i Sprawiedliwość podczas kampanii wyborczej. Pozostaje takim straszakiem do dziś — każdy poseł PiS zbudzony w środku nocy będzie recytował formułki o szpitalach dla bogaczy i karetkach pogotowia, które nie będą przyjeżdżać do pacjentów bez karty kredytowej. Proponowane przez prezydenta referendum ma te lęki jedynie rozbudzić. A Platforma Obywatelska śmiertelnie się tych społecznych lęków boi, dlatego zamiast je rozwiewać, unika otwartej dyskusji na ten temat. Na pewno zaś unika słowa na "p", potęgując jedynie niesłuszne wrażenie, że jest to brzydkie słowo.
Platforma Obywatelska na referendum się zapewne nie zgodzi i prezydent Lech
Kaczyński będzie miał znakomite alibi, by zawetować zdrowotny pakiet rządu. I o
to w całym zamieszaniu chodzi. Bo gdyby chodziło o rzeczywistą reformę systemu
ochrony zdrowia, to obie strony politycznej barykady miały wiele miesięcy na
podjęcie poważnej rozmowy, zamiast tego wybrały wzajemne straszenie się i
wyśmiewanie. Obecne ostre podziały stworzyły sytuację, w której nikt nikogo nie
próbuje przekonać do własnych pomysłów, słusznie zakładając, że byłby to daremny
trud. W ostatnich latach w polskiej polityce miarą sukcesu nie jest realizacja
jak największej liczby pomysłów własnych, lecz "utrącenie" maksymalnej liczby
projektów politycznej konkurencji. A propozycja referendum jest i tak dość
wyrafinowanym narzędziem w tej walce